sobota, 24 czerwca 2017

Zgodnie z projektem Ewy




W czerwcowej, karteczkowej zabawie u ANI, gościnną projektantką jest EWA. Osóbka wszechstronnie uzdolniona, a więc zachęcam wszystkich, by chociaż raz obejrzeli jej twórczość i bajeczny ogród, który pokazuje na swoim drugim blogu;)  Ale wracając do tematu zabawy i projektu Ewy - na kartce okolicznościowej obowiązkowo musi znaleźć się gazeta z nadrukiem, na bożonarodzeniowej aniołek, a wielkanocną można zamienić na kartkę ślubną. Ucieszyło mnie to bardzo, bo akurat taka mi jest potrzebna. Zgodnie z wytycznymi Ewy, karteczka ma być w kolorze białym z dodatkami ecru i perłowymi. No i taką zrobiłam;) Co prawda, zanim trafi do nowożeńców, przejdzie niewielką metamorfozę, bo chcę ją nieco ożywić, ale do zabawy musi być zgodna z projektem Ewy;)

Przyznam szczerze, że nie miałam pomysłu na kartkę z gazetowym elementem, ale akurat udało mi się znaleźć w gazecie jakiś wierszyk dotyczący dzieci, więc karteczka przeznaczona jest na jakąś okoliczność dla malucha;)


Kartka bożonarodzeniowa jest taka, jaka jest. Nie widać w niej żadnego mojego zaangażowania, bo latem nie chce mi się robić tego typu kartek... Zrobiłam więc najprostszą, ale najważniejsze, że anioł jest;) A że wycięty z jakiejś starej kartki, to przecież nie szkodzi, prawda? Nie przepadam za aniołami, dlatego miałam z tym pomysłem problem. Może dlatego, że sama aniołkiem nie jestem? Raczej bliżej mi do diablicy;););)


Kartka dla nowożeńców jest według mnie trochę za blada, ale jak pisałam wcześniej, delikatnie ją ożywię;) Oj tam, młoda para podczas ślubnej ceremonii będzie jeszcze bardziej blada ze strachu;) Bo ja na przykład byłam blada, jak pergamin. A ze strachu tak mnie ,,telepało”, że odpadały mi kwiatki ze ślubnej wiązanki;););) No wiadomo, człowiek młody i głupi, to wszystkiego się boi;););) 



P.S.Na zakończenie chciałabym bardzo podziękować wszystkim tym, którzy do mnie zaglądają i pozostawiają miły ślad po sobie w postaci komentarza;) Ja na razie jeszcze jestem ,,na bakier" z kompem, więc wybaczcie mi, że Was zaniedbuję... Zrehabilituję się, jak tylko dotrą do mnie nowe okulary, na które czekam z niecierpliwością... Bez nich, po prostu nie da się patrzeć w monitor, a dodanie komentarzy wymaga dłuższego patrzenia, co obecnie sprawia mi trudność...

 

wtorek, 13 czerwca 2017

Co zrobić z krawatem cudzego męża?





Wiem z doświadczenia, że większość mężczyzn nie lubi nosić krawatów. Nie rozumiem tylko dlaczego? Czy czują się, jak psy na łańcuchu, czy jak niewolnicy swoich połowic? Naprawdę nie wiem... Chociaż, zawsze ten krawat może posłużyć jako pewnego rodzaju ,,stoper”... Wystarczy tylko mocniej za niego pociągnąć i od razu jego ,,nosiciel” zostaje ujarzmiony;););)
Mnie osobiście zawsze ,,kręcili” mężczyźni w garniturach i krawatach. Nie znaczy to, że ,,zakręcali”, bo sam ubiór, to nie wszystko. Najważniejszy dla mnie jest oczywiście poziom oleju w ,,łepetynie” , nienaganne zachowanie i uroda. A to wszystko nie zawsze chodzi w parze... Przyznam, że to problem niesamowity. Ale, żeby nie odbiegać od tematu tej męskiej ,,smyczy”, bo wiadomo że jak skupię się na mężczyznach, to zaraz przyjdą mi do głowy ,,nieuczesane” myśli – to jestem bardzo zadowolona, że DANUSIA w swojej zabawie pt.,, Kreatywne bombardowanie” wymyśliła zabawę z krawatem;)


Trochę się nagłowiłam, bo cóż można zrobić z tego cholerstwa?! No niby można zrobić wiele, ale trzeba mieć jeszcze pomysł? Przejrzałam więc szafę. Kilka krawatów znalazłam i zapewne bardzo uszczęśliwiłabym swojego ,,małża” gdybym je sobie pocięła;););) Ale za to, że nie lubi ich nosić, a ja jestem przekorna, to postanowiłam mu je na złość zostawić! Pocięłam więc krawat cudzego męża. Co prawda był on do wyrzucenia, bo nie nosiłby skórzanego ,,śledzika”, ale mnie akurat jeden z nich bardzo pasował. Nie tyle cały krawat co jego końcówka. Było co prawda kilka kolorów, ale wybrałam sobie w kolorze bordowym. Właśnie z uwagi na tę cienką końcówkę;) No i zrobiłam z tej końcówki bransoletkę ze złoconymi ozdóbkami;) A przecież tych złoconych nie lubię... No, ale może komuś się akurat spodoba;) I takim sposobem mogłam dołączyć do zabawy u Danusi;) No a teraz pokażę Wam przebieg pracy i jej efekt końcowy.   




Cieszę się, że zdążyłam z pracą do zabawy, która kończy się już po jutrze, cieszę się, że nie uszczęśliwiłam swojej drugiej połówki, bo w razie czego nie byłoby za co pociągać i cieszę się, że kreatywnie potraktowałam niepotrzebny krawat cudzego męża;) A zimą na złość Mamie,,odmrożę sobie uszy”;););)  No i czy nie jestem przekorna? 
A na zakończenie życzę wszystkim moim obserwatorom i komentatorom miłego weekendu;)



czwartek, 8 czerwca 2017

Sznurkowe plecionki



Tworzenie sznureczkowych bransoletek tak mnie pochłonęło, że najchętniej tylko to robiłabym całymi dniami. Tyle, że tak się nie da, bo wciąż jest coś ważniejszego do zrobienia... Ale w ostatnim poście obiecałam pokazać to, co zrobiłam, więc muszę dotrzymać słowa;) Chociaż niechęć do komputera nie chce mnie opuścić... A skoro nie chce, to ja sobie tak plotę te sznureczki etc. No przecież kiedyś muszę dojść do porozumienia z ,,kompem”? Ale, jak na razie jesteśmy w stosunku służbowym... No, ale własnoręcznie plecioną biżuterię muszę gdzieś pokazać, a nie trzymać w szufladzie...

bransoletki damskie plecione makrama

bransoletki plecione makrama

wtorek, 30 maja 2017

Na ostatni gwizdek



Tak rozkoszuję się słoneczną pogodą, że zupełnie zapomniałam, że to już przedostatni dzień maja?! A ja nie wykonałam prac do zabaw moich wspaniałych koleżanek?! No przecież nie mogę sprawić im przykrości... Szybko więc zrobiłam karteczki, bo na razie nic innego bym nie wymyśliła... Nie chce mi się, bo wokół tyle się dzieje... Słoneczko grzeje, ptaszęta świergolą, kwitną kwiaty i inne zielska, więc jak tu siedzieć przy jakichś robótkach i jeszcze oślepiać oczęta blaskiem z monitora...

Nie będę się rozpisywała. Pokażę Wam swoje karteczki i uciekam od kompa. Oczywiście jedną z nich zrobiłam nie tylko do zabawy u ANI, ale i do zabawy u DANUSI. A, że u Dany w maju kolorek ,,ognisty”, to wrzucam kartkę ,,na pierwszy ogień”;)





czwartek, 27 kwietnia 2017

Karteczkowy kwiecień


Kwiecień dobiega końca, a ja o mały włos przegapiłabym  karteczkową zabawę u ANI? W tym miesiącu gościnną projektantką jest LIDZIA. Osóbka wszechstronnie uzdolniona, organizatorka różnorodnych zabaw i bardzo aktywna blogerka;) Lidziu, bardzo Ci dziękuję za fajną tematykę;)

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Po ,,Poznaniu" kierunek Łódź


Dzisiejszy post nie będzie o rękodziele, bo muszę podzielić się z Wami wydarzeniem, które już raz miało miejsce w ubiegłym roku w POZNANIU, a w tym roku odbyło się w Łodzi w dniach 21-23 kwietnia. A więc, tradycja została podtrzymana. To nasze kolejne spotkanie z ANIĄ, HANIĄ i DANUSIĄ, świadczy o tym, że nasze więzi bardzo mocno się zacieśniły, i że nie wystarczają nam żadne zdalne kontakty. Pomimo tego, że przez cały rok ,,przegrzewają”  się nasze komputery, nie wspominając o telefonach -  my po prostu chociaż raz w roku musimy się zobaczyć i basta?! I żadna przeszkoda nas nie zatrzyma?! Jest po prostu: hasło, termin i wyjazd. Nie pamiętam dlaczego w tym roku padło na Łódź, ale bardzo dobrze się stało, bo mogłyśmy spotkać znaną chyba większości mistrzynię techniki pergamano, czyli ELĘ;) Ela oczywiście odbierała nas kolejno z dworca PKP Łódź Fabryczna, co uwieczniłam na poniższej fotce. Dlatego mnie tu nie ujrzycie. Ale nie ma czego żałować... Jeszcze się Wam ukażę;)


Trudno jest opisywać takie spotkanie i powitanie. Zwłaszcza, że nie wiadomo kogo najpierw wyściskać i ucałować, a następnie ,,osmarować”;););) Do dnia dzisiejszego jeszcze nie ochłonęłam z wrażenia. Ela już na powitanie obdarowała nas pięknymi upominkami, ale przygotowała nam też inne niespodzianki, o czym będzie w dalszej części tego posta. Tym razem już nie udało się nam zrobić żadnego psikusa, tak jak w Poznaniu, bo na szczęście, albo i nieszczęście się już rozpoznajemy;) Co prawda Eli udało się rozpoznać Anię, Hanię i Danusię, pomimo, że widziała je wcześniej jedynie na zdjęciach z blogów, ale ze mną miała problem, bo utrwaliła jej się inna moja fotka z bloga;) Ta, na której byłam jeszcze piękna i młoda. No, a teraz zostałam już tylko piękna, więc nie dziwię się;) Ale najważniejsze, że do naszej ,,czwórcy świętej” dołączyła kolejna wspaniała osóbka, czyli Ela, a więc blogowa ,,rodzinka” nam się powiększyła, bo Ela wyraźnie oświadczyła, że chętnie będzie uczestniczyła w naszych kolejnych spotkaniach;) Chyba nas polubiła? A zresztą, kto nie polubiłby takich czterech ,,zakręconych dziewoi”;););)




Nasze powitalne upominki od Eli nie chciały u mnie pozować... Zalecam przekręcenie monitora w lewo;)

Jeszcze tego samego dnia Ela – jako Certyfikowany Nauczyciel Techniki Pergamano, przeprowadziła nam ponad pięciogodzinne szkolenie. Poznałyśmy podstawy tej znakomitej techniki, potrzebne narzędzia, a po części teoretycznej przystąpiłyśmy do pracy. Oczywiście Ela zadbała o potrzebne materiały i przybory. I jak na pierwszy raz, to przyznam, że efekty były znakomite;) Dziewczyny okazały się bardzo pilnymi i zdolnymi uczennicami, i spod ich łapek wyszły naprawdę piękne prace?! Tylko moja się trochę podziurawiła, bo w pożyczonych od ,,Witkosi” okularkach niezbyt dobrze widziałam dziurki... No, ale coś tam ,,wydziubdziałam”;) Na zakończenie nasza wspaniała nauczycielka wręczyła nam certyfikaty ukończenia kursu w stopniu podstawowym. Wow! Dziękujemy Elu! O takiej niespodziance nawet nie śniłyśmy?! Z przyjemnością wykorzystamy tę technikę w swoich pracach;) Znając życie, to mnie się pomylą strony do ,,dziubdziania”, ale... Przecież nie od razu Kraków zbudowali, prawda?

 


                             Teoria, to podstawa, ale ,,Dana" w gorącej wodzie kąpana...

                      Dumne z certyfikatów;) Ale zobaczymy efekty, ile w główkach pozostało;););)

Drugi dzień pobytu w Łodzi poświęciłyśmy na zwiedzanie. Tym razem Ela zamieniła się w przewodnika. Pomimo wietrznej pogody udało nam się zwiedzić słynną Manufakturę, gdzie mieści się Muzeum Fabryki, w której niegdyś przebiegały wszelkie etapy produkcji bawełnianych tkanin. Zwiedziłyśmy też Pałac Poznańskich, przemaszerowałyśmy wzdłuż słynną ulicą Piotrkowską etc.

  Cztery na jednego, mosiężnego;) Ale nie ma co się dziwić... Z ,,braku laku"...;)



                                       Wszystko trzeba było pomacać, pogłaskać...;)



Ania ,,dała" koncert na ,,dwie ręce", więc oznakowany pojazd w tle mógł być w każdej chwili potrzebny...;)                                      
Danusia też muzykalna... Do tego stopnia, że oznakowany pojazd musiał odjechać;)


Czas relaksu...

 
Na zakończenie dnia Ela zafundowała nam prawdziwą ,,bombę”, czyli seans w ultranowoczesnym , łódzkim planetarium, wyposażonym w sprzęt najwyższej klasy. Przyznam, że ta niespodzianka ,,wgniatała” nas w fotele... ;) Mnie oczywiście co nieco umknęło, bo musiałam kilka razy zamknąć oczy... Wspólna fotka po wyjściu, a zwłaszcza nasze miny mówią same za siebie;););) 

A trzeciego dnia czekał nas już powrót do domu. Do południa jeszcze humorki nam dopisywały, ale na dworcu robiło się coraz smutniej...  Konduktorski gwizdek dał nam do zrozumienia, że rozstania nadszedł czas... Łzy cisnęły się do oczu, ale przecież za rok znowu się spotkamy! I już nie cztery, ale będzie nas pięć! 
 
Na zakończenie pozwolę sobie na ,,odezwę” do Eli w imieniu ANI, DANUSI, HANI i swoim. 


ELU, dziękujemy Ci bardzo za to, że poświęciłaś nam swój cenny czas. Dziękujemy za szkolenie,które przebiegało w miłej atmosferze,  za towarzyszenie nam podczas zwiedzania, za przepiękne upominki, za wszystkie niespodzianki, które przygotowałaś dla nas. Jesteśmy Ci niezmiernie wdzięczne;) Jest mi naprawdę trudno wyrazić tę wdzięczność słowami... Cieszymy się, że Cię poznałyśmy! Jesteś wspaniałą, przesympatyczną osóbką o WIELKIM SERCU... A jeszcze bardziej cieszymy się z tego, że dołączyłaś do naszej czwórki, że teraz będzie nas pięć;) I myślę, że uda nam się zwiedzić całą Polskę;) A może nawet przekroczymy jej granice;)


WAM też ANIU, HANIU i DANUSIU bardzo dziękuję za te cudownie spędzone trzy dni. Jesteście dla mnie jakby drugą rodziną. Z Wami pojechałabym chyba i na koniec świata! I pomimo lęku wysokości , z Wami przeczłapałabym przez najwyższy na świecie most linowy, nad największą przepaścią! A, żeby pokazać , jak dobrze się z Wami czuję, na zakończenie ,,jezioro łabędzie” w moim wykonaniu. Szkoda, że nieruchome prawda?

                         
P.S. Dziewczątka, mam nadzieję, że każda z Was coś ,,skrobnie” w jakimś swoim poście, bo być może coś mi umknęło? A do tego jestem wyjątkowo zdolna;););) Mam nadzieję, że wybaczycie mi poranne ,,gdakanie” , szeleszczenie w szafie i poszukiwania tego i owego, łącznie z lataniem po schodach na trzecie piętro w tę i z powrotem;););)