Nigdy nie potrafiłam zrobić najprostszego koszyczka z papierowej wikliny. Zimą chętniej zasiada się do tego typu prac, więc dotąd ćwiczyłam, aż uzyskałam efekt. Co prawda niezbyt zadawalający, ale przynajmniej moje prace mają już jakiś kształt... Może jeszcze kiedyś znajdę czas na tę technikę;)
Jak uciec od szarej rzeczywistości i wszelkich problemów dnia codziennego? Najlepiej przenieść się do oazy spokoju, gdzie można oddać się wszystkim swoim pasjom... To naprawdę najlepsze panaceum na wszystko!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą papierowa wiklina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą papierowa wiklina. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 11 lipca 2019
wtorek, 19 stycznia 2016
Ach, te moje ,,nieuczesane" myśli...
Organizatorka zabaw wszelakich, czyli DANUSIA wymyślając do styczniowej zabawy biały kolor, chyba wyczuła, że zima jednak do
nas przyjdzie. A ja myślałam, że o nas
zapomni... Brrr... Nie lubię zimy. W dzieciństwie ją uwielbiałam. Każda,
największa śnieżna zaspa musiała być
przeze mnie ,,zaliczona”. Wracałam do domu cała biała, a przy okazji mokra.
Moje kozaczki nigdy nie były suche, bo najczęściej były nabite śniegiem. Dzisiaj na myśl o moich
zimowych wyczynach dostaję ,,gęsiej skórki”...
Miało być na temat zabawy, a ja zaraz przeniosę się myślami
w okres dzieciństwa i opiszę swój ostatni w życiu zjazd z górki na sankach. Był
na stojąco. Czyli stałam na sankach, a po zjeździe z dosyć wysokiej górki nie mogłam
trafić do domu, bo tak wirowało mi w głowie, jakbym zeszła z karuzeli. W gruncie rzeczy, to ja nie zjechałam na tych
sankach, tylko one na mnie. A ile fikołków było, to już nie jestem w stanie
zliczyć. No i co tu się dziwić, że czasami plotę bzdury...
Tym razem też plotłam, ale koszyczek z papierowej wikliny. A
nawet dwa. Tyle, że drugi zrobiłam z papierowych kółeczek. I właśnie ten Wam
dzisiaj pokażę, bo zrobiłam go z myślą o zabawie Danusi. W dalszym ciągu nie
wychodzi mi to plecenie, dlatego zrobiłam z kółeczek. No trzeba sobie jakoś życie
ułatwiać, prawda? Wszelkie niedoskonałości oczywiście zatuszowałam fiołkami z
zimnej porcelany. Koszyczek jest niski, bo bałam się, że jak zacznę
,,dobudowę drugiego piętra”, to budowla
runie. Albo będzie krzywa, jak wieża w Pizie. No... Dobrze, że zapanowałam nad
klawiaturą, bo mogłam przejęzyczyć się i
przeinaczyć nazwę toksańskiego
miasteczka...
Lubię biały kolor. I to bardzo. A zwłaszcza w połączeniu z
czernią. Ale czerń musi oczywiście przeważać. Dlatego zrobiłam biały koszyczek.
A, że dodatki były dozwolone, to ozdobiłam do kwiatuszkami. Drugi koszyczek,
czyli ten pleciony pokażę innym razem, bo teraz bawię się koralikami. Myślę, że
Stefan, czyli ,,żabon" Danusi przełknie te poskręcane papierzyska. No chyba, że
średnica koszyczka będzie za duża... Tak, czy inaczej zawsze jakoś ,,wchłonie”
ten koszyk. A teraz pokażę Wam zdjęcia
koszyczka z różnych stron. Oczywiście można wykorzystać go do różnych rzeczy.
Dla przykładu włożyłam w niego jajka, a raczej pisanki.
I na tym kończę, bo czym dłużej piszę, tym więcej głupot
przychodzi mi do głowy. Gdybym tak miała czas na pisanie i usiadła przed
komputerem rano, to do wieczora chyba napisałabym całą książkę. Opisałabym
chyba wszystkie okresy swojego życia. A kobiety podobno mają w życiu tylko trzy
okresy? W pierwszym: działają na nerwy ojcu, w drugim: mężowi: a w trzecim:
zięciowi;) E, to ja na chwilę obecną mogłabym opisać tylko dwa;) Ach, te moje
,,nieuczesane” myśli... Zamiast czytać
te moje bzdety, lepiej pooglądajcie sobie zdjęcia mojego koszyka oraz zdjęcia drzew w śnieżnej szacie;)
Tak wyglądają jodły rosnące obok mojego domu. Zimy nie lubię, ale takie widoki bardzo mi się podobają;)
czwartek, 9 kwietnia 2015
,,Wybebeszyłam" się...
Mój blog powstał ponad rok temu. Cieszyłam się, że dałam
radę stworzyć go sama, bez niczyjej pomocy... Cieszyłam się z każdego komentarza
dodanego do mojego bloga, bo miałam satysfakcję
z tego, że ktoś do mnie zajrzał? Po pewnym czasie, zaczęły mnie interesować
blogi z konkursami, wyzwaniami itp. zabawami. Nie zaprzeczam, że w niektórych
brałam udział. A, że nigdy nie wygrałam,
to potraktowałam to zupełnie tak samo ,
jak mój piesek ,,podnosząc nogę”;) Taka
jestem ,,szczęściara”, że nawet moja psina by się uśmiała;) Ale traktuję to wszystko
jako zabawę;)
I nie chodzi mi tu o
wygraną rzecz jasna, bo tak szczerze mówiąc, to zdecydowanie wolę obdarowywać innych... Dla mnie bardziej
satysfakcjonujące jest to, że ktoś może cieszyć się najmniejszym, moim drobiażdżkiem, aniżeli najwspanialszą
nagrodą w jakimś konkursie. Chociaż byłabym większą grzesznicą od biblijnej
Ewki, gdybym nie przyznała się, że kiedyś wygrałam chyba najpiękniejszą nagrodę,
która ,,jak ulał” pasowała do tytułu mojego bloga. Wymogiem był pierwszy
komentarz na blogu Joli
i akurat się ,,załapałam”;) Od Joli otrzymałam wówczas fantastyczny pędzelek i pięknie ozdobioną puszeczką;)
Wracając do blogowania, to gdybym nie ,,wybebeszyła” z siebie
tego, co mnie najbardziej ,,nurtuje” to
nie byłabym sobą. Nie wiem, jak będzie reakcja innych blogerek, ale ja zawsze piszę
to, co mi ślina na język przyniesie. Bez względu na skutki. Czy ktoś obrazi się
na mnie, czy nie – to już nie moja ,,broszka”. I wkurza mnie to, że gdzie nie
zajrzę, to wszędzie same konkursy ?! I pojawiły się tak szybko, jak ,,stonka na
ziemniakach?!” A na dodatek a’la Danutka, czy Ilonka?! No bo wiadomo, że skoro u nich ,,ruch, jak w ulu”, to czemu nie
założyć takiej samej zabawy, by zwabić do siebie , jak najwięcej osób?! Zastanówmy się, czy na tym polega ,,wypracowanie”
sobie bloga? Moim zdaniem chyba nie...
Wybaczcie mi to, ale jestem taka, jak jestem... Nie lubię
,,papugowania”, ,,plagiatów” etc. Gdybym miała zamiar zorganizować swoją zabawę,
czy konkurs – zrobiłabym to zdecydowanie inaczej, czyli w taki sposób, aby był inny od tych, które istnieją już od dawna... Być może jestem w błędzie, ale mój honor nie
pozwala mi na taki rodzaj ,,plagiatowych zabaw”. Jeżeli coś wymyślę, w co
bardzo wątpię – to na pewno nie zabawy ,,kolorystyczne” itp. Mam mnóstwo
pomysłów, ale nie ,,kopiowanych”... I
na razie na pewno nie wprowadzę ich
na swojego bloga, bo wolę ,,prawdziwy”, a nie ,,sztuczny „ ruch na swojej stronie.
Oczywiście nie odnosi się to do bloga Danusi, czy Ilonki, bo one już dawno
,,zapracowały” sobie na organizację tego
typu zabaw.
No i ,,wybebeszyłam” z siebie prawie wszystko, co nie znaczy,
że macie zaprzestać zabaw, konkursów etc. Nikt Wam tego nie zabrania, bo to są
Wasze blogi, a moje myśli, które ,,wyrzuciłam” z siebie, możecie traktować z ,,przymróżeniem oka”. Bo to są tylko moje
myśli, moje przemyślenia, którymi właśnie z Wami się dzielę;) No i na
zakończenie pokażę Wam swoje ,,dzieła”, które zawsze trzymam w zapasie na ,,czarną godzinę”. I czekam
na komentarze dotyczące moich wywodów, bo nie wiem, czy mam rację, czy nie?
A teraz pokażę Wam swój ,,paluszkowy” świecznik. Nazwałam go ,,paluszkowy”, bo wygląda zupełnie
tak, jakbym posklejała słone paluszki;) A wykonany jest z papierowej wikliny i
ozdobiony kwiatuszkami z zimnej porcelany;)
czwartek, 12 lutego 2015
Ostatnio miewam głupie pomysły
Zastanawiam się często, do czego służy blog? Dla mnie jest
jakby albumem, zawierającym moje prace, do których oprócz rękodzieła zaliczam
także publikowane felietony czy fotki. No, bo gdyby nie możliwość publikacji,
leżałoby to ,,odłogiem” gdzieś w szafach, szafkach czy kartonowych pudłach.
Leżałoby schowane i nikt nigdy by tego nie widział?
Chociaż tak szczerze mówiąc, to nie zawsze jest co pokazywać,
bo nie wszystko wychodzi tak, jak by się chciało... Chociaż ja bardzo lubię
pokazywać swoje nieudane prace, bo przynajmniej jest wesoło;) No, ale trzeba
też mieć poczucie humoru, by odebrać ,,maszkarę” jako coś śmiesznego, a nie
jako mistrzowską pracę, którą chcę się pochwalić...
No, ale nie po to tu
dzisiaj jestem, żeby pisać o blogach, bo znowu język mi się ,,rozwiąże” i za
dużo napiszę, a na dodatek nie na temat. Chciałam pokazać Wam pracę do wyzwania Cykliczne kolorki u Danutki. W lutym ma być pomarańczowo i jeszcze jakoś
tam, ale u mnie będzie pomarańczowo i łososiowo. Bo np. pomarańczowy z jaskrawą zielenią jakoś
mi nie ,,pasi”;) Kojarzy mi sią ze służbami drogowymi.
Za kolorem pomarańczowym nie przepadam, ale nie powiem, że
go w ogóle nie lubię. Jeśli chodzi o ubiór, to akurat nie mam niczego w tym
kolorze, ale u kogoś mi się podoba. Może i dobrze byłoby mi np. w jakiejś
bluzce w tym kolorku, ale....Wolę nie rzucać się w oczy;) Wracając do lutowego
wyzwania, znowu będzie pudełeczko, czy szkatułka. Bo dużo wcześniej, tak jak
już kiedyś pisałam – narobiłam dużo papierowych rureczek, ale były za sztywne, żeby coś z nich upleść...
Przyklejałam więc sobie tak te rureczki na kartonik, ale nie
miała pomysłu na zrobienie czegokolwiek. A, że akurat miałam w ręku pędzelek z
pomarańczową farbą, to wytarłam go sobie o rurki. Stało to szkaradztwo ze dwa
miesiące. Raz już nawet usiłowałam je zgnieść i wyrzucić do śmieci, ale było za
twarde i nawet zgnieść się nie dało. No i akurat Danusia podała kolorek na
luty, więc pomyślałam, że wykorzystam to ,,niebożę”...
Po kosmetyce i dorobieniu przykryweczki, na której
przykleiłam jakiegoś ,,gniota” z zimnej porcelany, okazało się całkiem
nie głupie? Ha! Trafiło mi się, jak ,,ślepej kurze ziarno”?! Oczywiście mogłam
wrzucić tę prace wcześniej, ale chciałam najpierw pokazać Wam te, które
przygotowałam do innych konkursów, bo czas w nich dobiegał końca.
Ach, zapomniałabym, że w Danutkowym regulaminie trzeba było chyba
zaproponować kolorek na marzec? Nie mam w ogóle pomysłu. Już wolę wymyślać
imiona dla żaby... No, ale zasad podobno łamać się nie powinno, więc proponuję
kolor granatowy i jego odcienie z elementami bieli. Może to głupi pomysł, ale
mnie ostatnio tylko te głupie przychodzą do głowy;)
A oto moja praca na luty. Czy Wam się podoba czy nie, najważniejsze,
że zrobiłam, prawda?;)
sobota, 7 lutego 2015
Zzieleniałe z miłości
Nie mam dzisiaj natchnienia do pisania, ale za to mam
natchnienie na pracę twórczą. Dlatego postanowiłam wykorzystać ten moment, by
stworzyć prace do Danutkowych wyzwań. Jedną już mam, druga schnie. Walentynkowe
,,dzieło”, czyli serce ma być pracą 3d. A czy moje serducho jest 3d, czy ,,trzy
do d...” ocenicie sami.
Tym razem, Danusia wymyśliła, że serce nie może być czerwone.
No i niech jej tak będzie;) Zrobiłam więc zielone. Bardzo chciałam zrobić coś z
papierowej wikliny, ale w dalszym ciągu wychodzą mi same pokraczne twory... No, ale od czego mam łepetynę? No oczywiście,
żeby nią trochę poruszać i ,,ugryźć” te
,,wikliniaki” z innej strony.
Dlatego moje prace najczęściej są z rurek przyklejanych do
czegoś tam, bądź sklejanych do kupy;) I w taki właśnie sposób powstała
walentynkowa szkatułka. Okleiłam tekturowe pudełeczko rureczkami, serducho zrobiłam
tym samym sposobem i pomalowałam farbami.
Co prawda, nie mam pewności czy ktoś chciałby bliskiej sercu
osobie podarować zielone serce... Ale zawsze jest tłumaczenie, że ,,zzieleniało
z miłości”, prawda? A ja zzielenieję ze złości, jak po opublikowaniu,
nie będzie tego posta ze dwa dni widać...
A teraz biegnę nakarmić
żabkę Danusi. Przyda się jej trochę zieleniny;) Zapomniałam dodać, że moje
pudełeczko może pełnić rolę szkatułki, dlatego zrobiłam fotkę z koralami... No
i zabieram się za dekorację pracy na lutowe wyzwanie;) A Wy tymczasem sobie
oglądajcie i oceniajcie moje zzieleniałe z miłości ,,dzieło";) Pozdrawiam Was gorąco;)
wtorek, 20 stycznia 2015
Wolę pleść bzdury
Bardzo chciałam nauczyć się robienia koszyczków z papierowej
wikliny. Z pomocą przyszła mi Kamilka http://harridan17.blogspot.com/organizując na swoim blogu kursik.
Wszystko wydawało mi się tak proste jak ,,konstrukcja cepa”? Podziękowałam Kamili i wzięłam się za pracę. Nie powiem, bo rurki wyszły mi ładne, a nawet
bardzo ładne;) Robiłam je zgodnie ze wskazówkami Kamilki, tyle że kręciłam je w
ręku, bo tak było mi wygodniej...
Obejrzałam jeszcze kilka filmików, dotyczących podstawy
koszyczka. No i jeden uplotłam zaczynając od dna, czyli ,,uwiłam” je, zaś drugi
zrobiłam metodą przyklejania rureczek do tekturowych krążków. Wydało mi się to łatwiejsze... Szkoda, że nie
nagrałam przebiegu pracy przy tworzeniu obydwu koszyczków, bo miałybyście
chociaż ubaw po pachy;) Ale może i dobrze, że nie nakręciłam filmiku, bo
cenzura założyłaby mi na niego ,,szlaban”;)
W jednej i drugiej wersji, rurki wyłaziły mi jedna z drugiej,
kiedy chciałam je wydłużyć, więc kleiłam je. Wyginały się w chińskie ,,zet”, nie
chciały do siebie przylegać, a przecież zrobiłam je ze zwykłej, miękkiej
gazeciny? Myliła mi się kolejność przeplatanych rurek i ... Ach, szkoda słów. A
jak doszłam do wykańczania i ucięłam końcówki, koszyk ,,rozlazł” się i musiałam
łapać wszystkie rurki, żeby wróciły na miejsce...
A nie tak dawno Ania http://iwanna59.blogspot.com/ narzekała na swój śliczny, niebieski
koszyczek... I jeszcze twierdziła, że coś jej tam nie wychodzi? Wyobrażam
sobie, jak się ,,uchacha” jak zobaczy moje? Pewnie tak samo, jak zobaczyła moją porcelankę z Chodzieży;) Zresztą wszystkie będziecie miały
ubaw;) No przecież kiedyś bardzo chciałyście zobaczyć pierwszą, stworzoną
przeze mnie karteczkę? Nie pokazałam jej, bo była do niczego. Ale te koszyczki właśnie Wam pokażę, bo na blogach byłoby
nudno, gdyby wszystko było piękne, prawda? Ten pomalowany jest ażurkowy;) Jak
chcecie kursik na takie ,,arcydzieło”, to nie ma sprawy;););)
A ten niemalowany, to dzisiejsza praca;) To nic, że obydwa
są niekształtne, że jeden bok wyszedł wyższy, drugi niższy... No bo jak ich
,,formowałam” to się trochę zgniotły... I przy wykończeniu rurki nie wyszły mi
tam, gdzie miały być... No nie mi właziła jedna w drugą i co na to poradzę? Ale co tam... No wyglądają jak kosze na śmieci, ale
jeszcze je Wam pokażę po ,,kosmetyce” upiększającej;) A więc podsumowując moją wiklinową twórczość, doszłam do wniosku,
że wolę pleść bzdury, zamiast koszyczki;) Chyba wychodzi mi to znacznie lepiej,
nie uważacie?
No to teraz pora na odsłonę;) Radzę zaopatrzyć się w pielucho-majteczki;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)










