Moja twórcza wena powraca... Co prawda jeszcze rozleniwiona,
ale najważniejsze, że powoli jakoś tam ,,człapie” do mnie, bo skleciłam nowe dzieło.
Nie jest ono tym, jakie miałam na myśli, ale co zrobić, jak głowa jeszcze
pusta...
Nie jestem zachwycona, ani zadowolona z tej pracy, ale pokażę
ją Wam, zanim komuś oddam. Wszystko jest w niej naturalne, czyli; powiązane
gumką patyki i przyklejone szyszki, czyli namiastka różyczek. Nie wiem dlaczego
uczepiłam się tych różyczek, jak ,,rzep psiego ogona”...
Oczywiście duże szyszki są sosnowe, a te mniejsze z modrzewia.
Ależ dokładne wyjaśnienie, jakbyście nie wiedziały prawda? Ale muszę coś napisać, bo
pomyślicie, że pustka w głowie wyparła nawet pisanie;) Nie będę się
rozpisywała, bo jutro skoro świt, robimy z moją sąsiadką Bożenką wypad do lasu!
I to same!
Nie wiem, czy nazbieram grzybków, bo jak zwykle bardziej
interesuje mnie przyroda. I albo oglądam drzewa, albo latam z telefonem za
motylami, muchami etc. Także jutro po powrocie, na pewno pokażę Wam jakieś
ciekawostki.
A teraz pokażę Wam swoją pracę, czyli ścienną ozdobę, bo
raczej do niczego innego ,,toto” się nie nadaje. I bardzo proszę Was o szczere
komentarze, bo zawsze wszystko chwalicie, a ja doskonale wiem, co jest ładne, a
co ,,badziewiaste”. Nie bójcie się słów krytyki, ja na pewno nie obrażę się.
Przecież nie może być zawsze ,,och” i ,,ach”?!




