Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Decupage. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Decupage. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 stycznia 2016

Dechą w czapę



Po świątecznych ozdóbkach natchnęło mnie na inną twórczość. Mróz był siarczysty, a może ja taki zmarźlak? Wobec tego, chciałam stworzyć wokół siebie ciepłą atmosferę i postanowiłam zrobić na drutach męską czapeczkę. Nie wiem,czy któryś z moich domowników płci męskiej będzie ją nosił, bo do dnia dzisiejszego żaden jej nie założył...  A każdemu się podobała? Może powinnam zrobić  ich więcej?

 

No i w międzyczasie techniką decupage ozdobiłam też kuchenną deseczkę. Lawendowy bukiet jest wycięty, a raczej wyszarpany z serwetki, a deseczki wymalowałam ,,kawowym roztworem”. Wszystko oczywiście jest kilkakrotnie lakierowane. Deseczki na desce... Bardzo mi się podobał taki wzór. No i obie prace optycznie dawały mi ciepło w  te mroźne dni.



Teraz muszę uporać się z pracą na wyzwanie DANUSI, a  jeszcze trzy kartki u ANI? Z uwagi na ogromną sympatię do jednej i drugiej, nie mogę ich zawieść. A tym bardziej, że wyraziłam chęć udziału w obydwu zabawach. Zachęcam wszystkich do udziału w ich zabawach, bo naprawdę mobilizują i rozwijają . Kiedyś myślałam nad tym, by też zorganizować jakąś zabawę, czy konkurs, ale doszłam do wniosku, że na to po prostu trzeba mieć czas. A mnie najczęściej go brakuje.. Może kiedyś....

Obserwując inne blogi, zastanawiam się, kiedy wszyscy mają czas na robótki, posty i komentarze u innych? Ja najczęściej robię wszystko kosztem snu... Po prostu mam zbyt dużo obowiązków... Ale nie zakładałam bloga z myślą o konkursach , czy zabawach. Cieszy mnie wzrastająca statystyka. Nie ważne jest dla mnie, że mój post skomentuje piętnaście czy trzydzieści pięć osób. Najważniejsza jest ilość osób zaglądających do mnie. I to mnie najbardziej cieszy.

Wracając do moich ,,dzieł”,  a głównie czapeczki, którą robiłam dwa dni -  jeżeli nie znajdzie ,,ochotnika”, to ,,deseczka” będzie bardzo przydatna. A nawet jak chętny się znajdzie, a czapeczka będzie ,,be”, to też mam rozwiązanie. Dechą w czapę;) Fajnie wykombinowałam sobie te dwie rzeczy, prawda? A jakże przydatne?





 

piątek, 11 września 2015

Koń zdechłby ze śmiechu...



Obiecałam sobie wczoraj, że dzisiaj rano ,,nagryzmolę” jakiegoś posta, bo zbyt długie przerwy są podobno nie wskazane;) Ale zawsze ktoś lub coś mi te moje plany wywróci do góry ,,kołami”? Tak się zastanawiam, czy ja kiedykolwiek będę mogła spokojnie usiąść i coś konkretnego zrobić? W kółko tylko słyszę ,,Gosia” i ,,Gosia”... Najlepszym rozwiązaniem byłaby zmiana imienia;) Nie wspomnę już o zbyt często dzwoniącym telefonie.... I to akurat wtedy, kiedy mam ,, łapy” upaprane w farbie czy jakimś tam kleju?! Ech, szkoda słów...

No i efekt tego taki, że najczęściej muszę pisać nocą, bo mam przynajmniej święty spokój. I mogę pokazać Wam duży kielich, który robiłam aż sześć dni?! To przecież Bóg podobno tyle samo dni stwarzał świat? No koń chyba zdechłby ze śmiechu, żeby tyle czasu,,pieprzyć” się z jednym kielichem? No, ale jak się niemalże co chwila słyszy się tylko swoje imię, to taki kielich można i dwa miesiące robić? Brrr... Najważniejsze, że zrobiłam.

,,Zabandażowałam” go, bo gdzieś mi się tam o uszy ,,obiła” ta technika zdobienia. Chyba u naszej ANI... Ale nie wiedziałam dokładnie co i jak, tylko owinęłam kielich i pomalowałam. Nawet nie wiem czym, bo jeden słoiczek mam nieoznaczony, ale chyba była tam biała, acrylowa farba zmieszana z wikolem... Jeździło ,,toto” po tym kielichu, jak po łysej kobyle, rozciągało się wzdłuż i wszerz, w międzyczasie do moich uszu dobiegało wołanie ,, Gosia”, ale jakoś udało mi się ponaciągać tę gazę na swoje miejsce.  No i sobie to zaschło;)

W efekcie było brzydkie. Po ,,upiększeniu” jeszcze gorsze, bo przyszło mi do głowy, żeby wykończenia zrobić ze sznurka. No, ale przecież nie byłabym sobą, gdybym  czegoś nie ,,sknociła”? Na szczęście udało mi się oderwać sznurek, bo kielich wyglądał zbyt topornie. Ale wraz z nim odrywała się gaza? Miałam już chęć zerwać wszystko. Jednak okazało się, że dobrze się złożyło, bo zasłonięta wcześniej góra kielicha jakoś mi się nie podobała... Miejsca po sznurku pokropkowałam i całość kilkakrotnie polakierowałam.

Narzekam na nadużywanie swojego imienia przez innych, ale jak widać na załączonej ,,instrukcji” tworzenia – sama też potrafię wywrócić wszystko do góry ,,kołami”.  I zdarza mi się to dosyć często;) No, ale dosyć już narzekania, bo ja jak się ,,rozhuśtam” z pisaniem, to nawet nie widzę, że za oknem już widno;)





  
















No i na zakończenie, obiecana przeze mnie mini - zabawa;) Taka zgaduj-zgadula;) Przyznam szczerze, że byłam zachwycona Waszymi komentarzami;) To co bawimy się? Kto pierwszy zgadnie w jakim miesiącu brałam ślub, otrzyma ode mnie nagrodę niespodziankę;) Nie wyznaczam terminu zakończenia zabawy, bo przecież wiadomo, że nagrodę otrzyma ta osoba, która zgadnie pierwsza;) 

 

wtorek, 21 lipca 2015

Blogowy bałagan



Chwilami czuję się znudzona blogowaniem... I nie potrafię uzasadnić dlaczego? Wciąż brakuje mi czasu na tworzenie, na pisanie, mam jakiś natłok pomysłów, a zrealizować ich nie mogę etc. Wy też macie? Co prawda mam kilka rzeczy, które zrobiłam już dosyć dawno, lecz nie pokazywałam, bo mi się po prostu nie chciało... Może to po prostu zwykłe lenistwo? Dlatego dzisiejszy post będzie krótki, co do mnie jest raczej mało podobne... Ale za to będzie więcej fotek. Pokażę Wam prace, których nie zamierzałam pokazywać, bo wydają mi się nie ciekawe...  No, ale po co mam je trzymać? Pomimo, że nie jestem z nich zadowolona, pokaże je Wam. A co? Zrobię taki blogowy bałagan. Przynajmniej się ,,pochachacie”;)

Na pierwszy rzut kwiatuszki, które przymocowałam go gałązek uprzednio pomalowanych na biało. Ich środki wykonałam z żółtej bibuły i pokropkowałam. Wazonik trochę niedopasowany kolorystycznie, ale też moje dzieło. A wykonałam tę pracę w ubiegłym roku...



































Urodzinowa karteczka oczekiwała ma pokaz ponad dwa miesiące...


















Plastikową, czarną butelkę po płynie do płukania ozdobiłam kwiatuszkiem z papierowej wikliny i samoprzylepnymi perełkami. I też czekała na swój dzień...


































Butelka szklana, ozdobiona metodą decupage, czekała na ,,występ” już prawie pół roku;)


































Szklaneczki ozdobione papierem a’la ryżowym, na który nakleiłam różowe kwiatuchy, zrobiłam ze trzy miesiące temu...



















,,Próbne prace” - czyli ,,bazgroły" wykonane olejnymi pastelami...


















I na koniec fragment moich umiejętności haftowania. Nie zgadniecie, kiedy powstało to ,,dzieło”? Ponad dwadzieścia lat temu?! Nie zostało dokończone i nigdy nie będzie...




































No i co najbardziej podoba Wam się z tego ,,bałaganu”? Bo mnie to, że przynajmniej wyczyściłam sobie pulpit;)