Sierpień – taki piękny miesiąc, dni upalne, wieczory ciepłe...
A ja ,,dałam ciała”?! To chyba nie dziwne... No, ale niedosłownie rzecz jasna, bo aż taka ,,rozdawajka”
to nie jestem;) Mam na myśli zaniedbanie bloga... Jak zobaczyłam dzisiaj ,
kiedy napisałam ostatniego posta,
to aż mi dech w piersiach zaparło?! Takiej przerwy chyba jeszcze nigdy nie
miałam... Dwadzieścia pięć dni?! No, ale przecież lato... Najczęściej to czas odpoczynku. Co prawda,
nie dla wszystkich, ale dla mnie w tym roku – to wyjątkowy czas leniuchowania...
Aż mi wstyd...
.
No, może nie tak do końca, bo zawsze w słoneczne dni chciało mi się rano spać i w ogóle byłam nie
do życia, a tym razem podczas tych cholernych upałów, miałam tyle werwy, że
porobiłam generalne porządki w domu. To, aż dziwne?! Bo najbardziej ,,żywiołowa”
byłam zawsze podczas deszczowej pogody? Być może , to za sprawą... Ale, o tym
innym razem. Ale zdziwiło mnie jedno, że po publikacji ostatniego posta, czyli
30 lipca – stopniowo spadał wynik wyświetleń na moje stronie. Niemalże do zera,
a wczorajsza statystyka pokazała grubo ponad sto wyświetleń? Ciekawe, prawda? No tysiąca , czy dwóch nie oczekuję, bo na to
trzeba zapracować, ale ja i tak jestem zadowolona z tej liczby;)
A tak szczerze mówiąc, to mój blog w ogóle mi się nie podoba.
Ani tytuł, ani moje prace, ani szablon, który wciąż zmieniam, bo jeden mi się
nudzi... Fakt, że sporo rzeczy nie potrafię zrobić... Bo chciałabym np. zrobić
znak wodny na zdjęciach, ale za cholerę nie mogę? Chciałabym dodać
ikonki społecznościowe i też mi się nie udaje... Nie wspominając o szablonie,
który bardzo chciałabym zmienić, ale też mi to nie wychodzi... Ech... Szkoda
słów. Tyle naprowadzających stron już przejrzałam i nie potrafię... A zresztą, ostatnio nic mi
nie wychodzi... Wszędzie ,,mam pod górkę”... Zawsze tak miałam... Do szkoły
też.
No i jak zwykle rozpisałam się nie na temat. Jak macie dosyć
mojej ,,paplaniny” to piszcie, proszę...
Będę streszczała się do minimum;) I dzisiaj właśnie chcę Wam pokazać moje
dzieło, nad którym właśnie skupiłam się do ,,minimum” ... Tak bezwiednie namalowałam
jakąś tam ,,damessę” w ,,kapelutku... Wiem, że nie jest to udana praca, ale
pierwszy raz w życiu malowałam kawą, której akurat nie piję, ale chciałam Wam
pokazać to, co udało mi się zrobić... Jeśli mam być szczera, to nie miałam zamiaru
pokazywać tej pracy, bo według mnie jest do ,,luftu”, ale przecież nie wypadało
mi wrzucić posta bez ,,dzieła”...
Zrobiłam dwie fotki bez oprawy. Pierwsza jest posrebrzana, do trzeciej przyłożona jest tylko stara ramka, żeby
sprawdzić jaki będzie efekt...
Zaznaczam po raz drugi, że tą ,,kawową” techniką jeszcze
nigdy niczego nie robiłam, więc wybaczcie mi to ,,nieudactwo”... I żeby Was na zakończenie
trochę rozbawić, dodam dowcip, którego zakończenie idealnie pasuje do tytułu
mojego posta;) Dlatego wzięłam właśnie go właśnie z tego dowcipu , bo bardzo mi tu dzisiaj
pasował;)
,,Chłopak z miasta ożenił się z dziewczyną ze wsi. Wstydził
się jej gwarowej mowy, więc wysłał ją na kurs językowy do Oksfordu. Po roku
żona wraca i woła: - Hello, baby! Chłopak ucieszył się, że sąsiedzi usłyszą,
jak ona ładnie mówi. A dziewczyna woła dalej: - Hello, baby! Jużem jezd nazad!!!
Nie byłam w Okswordzie, ale za to ,,jużem jezd nazad”! I nie
będę robiła sobie takich długich przerw, bo mam naprawdę zbyt dużo zaległości.
Zarówno na swoim blogu, jak na Waszych. Sama
już nie wiem, kiedy je nadrobię, ale czego się nie robi dla takich wspaniałych ,,kumpeli”;)
Co prawda, na razie wirtualnych, ale może kiedyś wymyślimy jakiś ,,sabat”? Co
Wy na to?