piątek, 17 lipca 2015

,,Bajer" Danusi



Nie, nie... To nie żaden ,,bajer”, lecz podsumowanie zabawy DANUSI o nazwie Cykliczne Kolorki, która trwała aż rok?! Jak ten czas szybko leci... Nie pamiętam, czy brałam udział we wszystkich wyzwaniach, ale chyba tak... I przyznam szczerze, że zabawa bardzo mi się podobała, bo przynajmniej musiałam co miesiąc ruszyć łepetyną, żeby wymyślić pracę w danym kolorze. Co prawda, nie raz mruczałam pod nosem, kiedy pojawiał się kolor przeze mnie niezbyt lubiany, ale jakoś tam ,,kleciłam” prace, by nie utracić statusu ,,artystki-kolorystki”;););)

Nie lubię niebieskiego koloru, ale wybrałam go, bo akurat znalazłam stary półmisek, który kiedyś dała mi moja nieżyjąca już ciocia. Nie był, ani nie jest w użytku, ale natchnęło mnie na malowanie, więc postanowiłam ozdobić go. Brzegi miał w kolorze niebieskim i to mi nasunęło pomysł, by w odcieniach tego koloru namalować kwiatki. I dzięki temu – mam pracę na lipcowe wyzwanie;) I jak napisałam wyżej, nie lubię niebieskiego koloru, ale mam nadzieję, że organizatorka wybaczy mi złamanie tej jednej z zasad regulaminu... Bo przecież miał być ulubiony... Ale wybrałam styczniowy, bo to miesiąc, w którym przyszłam na świat;)) Z góry zaznaczam, że po ,,nakarmieniu” Stefana malowidła na półmisku będą zmienione, także wkrótce pokażę go Wam ponownie. 

A teraz pora na podsumowanie zabawy. Dla mnie była fantastyczna! Dzięki niej poznałam wiele nowych, fajnych i bardzo ciekawych osóbek i ich twórczość;) Zabawa pobudzała mnie myślenia, a jednocześnie mobilizowała do pracy, bo czas gonił?! Ale jakoś ,,wyrabiałam się”;) Wiem, że karmiłam Stefana często ,,niezjadliwą strawą” na dodatek grubo po północy, ale najważniejsze, że po nich żyje i miewa się chyba dosyć dobrze;) Także winna jestem Stefkowi przeprosiny, a Danusi podziękowanie za pomysł i organizację tych wyzwań;) Danusiu, dziękuję! Jesteś wspaniała!

No i na zakończenie muszę wyjaśnić, dlaczego mój post ma tytuł; ,,Bajer Danusi”. Zapewne myślicie, że nie wierzę w zakończenie zabawy, że może Danusia zrobiła nam psikusa etc. Nie, nic z tych rzeczy. Otóż w momencie, kiedy kopiowałam banerek Danusi, podczas zapisywania  go – zamiast literki ,,n” wpisałam ,,j”?! Najpierw się uśmiałam, a potem pomyślałam, że byłby to nawet całkiem fajny tytuł do dzisiejszego posta? I wg mnie jest fajny;) Bo może zmobilizuje Danusię do kontynuacji zabawy w kolorki? A jeśli nie, to mam nadzieję, że wymyśli coś innego, żebyśmy się nie nudziły;) Amen.

A teraz pokażę Wam ten swój półmisek po szybkiej ,,przeróbce”. A innym razem w zmienionej wersji;)



















I jeszcze ,,bajerek" Danusi;)



niedziela, 12 lipca 2015

Mormorando na głosce ,,k"?



Nie da się ukryć, że lato sprzyja mojemu blogowemu lenistwu. I chyba nie tylko mnie... Tak, czy inaczej zawsze trzeba się pocieszać, prawda? No, bo jak wytłumaczyć fakt, że nie mam chęci na tworzenie, a jak ją mam – to nie mam czasu, bo wówczas, jak na złość mam jakieś inne sprawy do załatwienia?! No, ale kilka dni temu zrobiłam sobie zapasy z zimnej porcelany, czyli kwiatuszki i listki. Tak na wszelki wypadek, bo zawsze dobrze mieć pod ręką gotowe ozdóbki;)

I dzisiaj wykorzystałam kilka z nich do dekoracji nowego obrazka. No, bo na malowanie oczywiście wciąż nie mam ochoty? Bo trzeba zmieniać kolory farb, szorować pędzle etc. No i co? Czy nie jest to lenistwo? Jest i to jak jasna cholera! Bardzo lubię malować wszystkimi rodzajami farb, ale muszę mieć natchnienie. A kiedy je miałam ostatnio? Nie trudno zauważyć... Wystarczy przejrzeć mojego bloga...

Kiedyś ,,natchnęło” mnie grubo po północy. Zachciało mi się namalować portret mojej Mamy. A, że potrafię zrobić jej portret z pamięci, to na szczęście nie musiała mi pozować... Na moje szczęście oczywiście, bo o tej porze zapewne kazałaby mi się popukać paluszkiem w czółko?!  Wszystko było super do momentu malowania ust. Jakoś nie wychodziły mi... A zawsze wychodziły, kiedy szkicowałam ołówkiem?! Wkurzyłam się niesamowicie. Poprawiałam setki razy i wraz nie mogłam osiągnąć pożądanego efektu?! Jaki był finał, zapewne domyślacie się;) Ale dzisiaj będę grzeczną dziewczynką i nie zobrazuję tego, co zrobiłam z niedokończonym dziełem... I nie przytoczę swojego ,,mormoranda” pod nosem...

Ojej, miałam się dzisiaj nie rozpisywać, tylko pokazać Wam swój obrazek. Nie jest to jakieś arcydzieło... Ramka ze styropianu, podkład z falistej tekturki, do której przykleiłam kwiatuszki i listki. Pokażę Wam fotki w różnych ujęciach, bo obrazek można powiesić na ścianie i w poprzek i pionowo, bo pozwala na to kwiatowa kompozycja. I jeszcze pokażę w zbliżeniu same kwiatki. Nazw ich nie znam, nie wiem, do jakich są podobne, bo dla mnie kwiatek – to kwiatek i tyle;) 

Co prawda, miałam nie pokazywać Wam tych zbliżeń, bo zawsze ktoś doszuka się jakiegoś mankamentu... Nie będę wytykała palcami, ale mam takie szczere, aż do bólu obserwatoreczki;) I bardzo je za to lubię! No i zobaczycie, że jak ,,uderzyłam w stół, to nożyce same się odezwą” w komentarzach;) Wówczas będzie głośne to moje ,,mormorando”, ale nie na głosce ,,m”, ale ,,k”;););) Pozdrawiam Was cieplutko;)








sobota, 4 lipca 2015

Kombinuję, jak ,,koń pod górę"



We wcześniejszych postach wspominałam o tym, że RENIA ,,zaraziła” mnie swoją twórczością, czyli karteczkami. Och, jakie ona cudowności tworzy... Przyznam szczerze, że zazdroszczę jej zarówno zdolości, jak i pomysłów...I wówczas, kiedy zrobiła mi pierwszą niespodziankę przysyłając mnóstwo rożnych ,,karteczkowych przydasiów” – zaczęło mnie to fascynować. Potem przysłała mi kolejną paczuszkę. I też niespodziewanie? Każdy papierek, kwiatuszki etc. oszczędnie wykorzystuję do swoich prac (ta oszczędność to pewnie ma związek z moim nazwiskiem;););) Co prawda, zrobiłam niewiele karteczek, ale muszę przyznać, że to bardzo wciągająca technika;) Jestem Reni bardzo wdzięczna za te wszystkie ,,dary”;) A najbardziej za tę ,,zaraźliwość”;)

Zresztą, podziwiam prace wszystkich ,,karteczkowych” dziewczątek;) Bo ja przy Was jestem jeszcze na etapie ,,przedszkolaka”... Taki, mały ,,pikuś”;)  No, ale najważniejsze, że jakoś mi tam wychodzą te karteczki... Kiedy przeglądam Wasze  prace, często nie rozumiem pewnych określeń... Np. bardzo często odwiedzająca mojego bloga ELA, ostatnio zrobiła karteczkę z przestrzennej tekturki. Zrobiła piękną namiastkę lasu, ale musiałam grzebać w necie, żeby dowiedzieć się, co to za diabeł ta przestrzenna tekturka?! A na dodatek Ela przepięknie ,,dzierga” na pergaminie;) Zapomniałam, jakie jest prawidłowe określenie tej techniki i najgorsze jest to, że jeszcze nie wiem, w jaki sposób ,,wydziergać” to i owo...A w ogóle, to jestem ,,zielona” jeśli chodzi o Wasze ,,karteczkowe” słownictwo... Ale wydaje mi się, że zaczynam trochę ,,kumać”;) A jeszcze zapomniałam o DOROTCE - tej od łaciatego kotka, która też ma ogromny dar w łapakach i tworzy superowskie karteczki;) Prace wymienionych dziewczątek są naprawdę świetne;) Także zaglądajcie do nich, bo według mnie, to bardzo zdolne ,,bestyjki”;) I można się od nich czegoś nauczyć. A jak nie, to można chociaż podejrzeć;)

A ja dzisiaj zrobiłam karteczkę z okazji chrztu pewnego bobaska płci męskiej i chcę Wam ją pokazać, bo później mogę zapomnieć, albo rozmyślić się. Takich prac, które czekają na ,,wybieg” mam sporo, ale nie mam ochoty na pokazywanie ich, bo musiałabym coś o nich napisać. A na razie mi się nie chce i tyle?! Dzisiaj wyjątkowo mnie natchnęło, żeby pokazać Wam jeszcze ,,ciepłą” karteluszkę;) Celowo, znowu ozdobiłam ją różyczkami z zimnej porcelany, bo doszłam do wniosku, że straszne z Was ,,strachobździle”;) Bo, kiedy pokazałam pierwszą karteczkę z tego typu ozdobą, co niektórzy obawiali się, że kartka nie wytrzyma  ciężaru kwiatuszków? Spoko... Wytrzyma. Bo kwiatuszki są cieniutkie i malutkie;) Zaś na fotkach, a na dodatek w zbliżeniu wyglądają duże i masywne. Ale ja po to robię zbliżenia, żeby te ozdóbki były lepiej widoczne;) I zapewniam, że puste miejsca które widoczne są między kwiatuszkami, w ogóle nie są widoczne w rzeczywistości. Chyba będę pokazywała Wam swoje prace z daleka, wówczas nie będą widoczne te niewidoczne luki;)

Bobas, który otrzyma zrobioną przeze mnie kartkę, na razie tych ,,pustostanów” widział nie będzie;) Kartki też nie... A zobaczy ją zapewne, jak będzie dużym chłopcem, albo dorosłym facetem i jak przystało na ,,mena” na pewno nie będzie nią zachwycony, ani nie będzie przywiązywał wagi do tego, co na niej jest... Takie kartki są chyba jedynie miła pamiątką dla rodziców;) Bobas dostanie ich zapewne tyle samo, ile przybędzie gości, bo teraz na wszelkie okazje kartki są w modzie;) A przecież rodzice nie przywieszą mu ich nad kołyską zamiast ,,gruchawek”... No chyba, że powieszą, żeby ,,dyndając” odstraszały muchy i komary;) O, to moja na bank zda egzamin;) Odstraszy nawet nietoperza?! 

Szkoda, że nie pamiętam swoich chrzcin...Ciekawa jestem, co dostałam? I nigdy o to nie pytałam? No, bo jak można pytać o coś, o czym się nie wie, ani nie pamięta? I na dodatek moi rodzice ochrzcili mnie bez mojej zgody? I nadali mi imię, które chyba do mnie nie pasuje? Bo wolałabym inne... Ale dobrze, że sobie o tym teraz przypomniałam... Oj, żebym ja wtedy wiedziała co, jak, i dlaczego, to zamiast chrztu, od razu by mnie ,,bierzowali”... Albo ja ,,wybierzmowałabym” tego, który ,,moczył” i ,,oliwił” mi łepetynę... No i teraz wszystko wiadomo: albo za mało, albo za dużo mnie naoliwiono, dlatego wciąż miewam różnorodne i niestosowne do wieku ,,głupawki”???

Oj, znowu z posta powstanie felieton... No i co? Nie mam racji, że to za sprawą  chrztu, o którym nawet nic nie wiem?! Oj, nie bardzo podobają mi się te manipulacje nieświadomym, nowonarodzonym człowieczyną... Ale to temat ,,rzeka”, więc lepiej go na razie zamknąć. Jak się wszystkiego dowiem o swoim chrzcie – rozwinę temat w  felietonie. A teraz pokażę Wam karteczkę zrobioną dla chłopczyka, którego po jutrze będą ,,oliwić” i ,,polewać”... Być może też wbrew jego woli? 

Pokaz własnoręcznie robionej karteczki, a przy okazji taki kontrowersyjny temat, to trochę niesmaczne z mojej strony prawda? No dobrze, już kończę, bo wreszcie rozpętam ,, trzecią” wojnę światową... Ale przecież jestem rodowitą Polką i przysięgam, że z Władkiem P. nie mam nic wspólnego... I chociaż nie przepadam za utworami Disco Polo, lubię sześć pierwszych wyrazów refrenu piosenki grupy Boys cyt.: ,, Niech żyję wolność, wolność i swoboda”;) Ten kawałek refrenu bardzo mi pasuję do mojego poglądu dotyczącego chrztu... Zaznaczam, że tylko mojego, bo każdy ma inne zdanie na ten temat i robi wszystko zgodnie z własną wolą, czego nigdy nie neguję i nie potępiam. A wręcz przeciwnie, bardzo szanuję;) 

A teraz obejrzyjcie sobie moją karteczkę;) Pomysł jest mój, nie ściągnięty od nikogo. Tylko wprawy jeszcze brak... A więc, niech żyje ta wolność i swoboda, bo przecież człowiek uczy się na błędach;) No, po prostu kombinuję, jak ,,koń pod górę”;) I nie tylko z chrztem, ale i z karteczkami;)




  

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Chyba stworzona jestem tylko do głupot...



Zapewne myśleliście, że zapomniałam o wykonaniu pracy do zabawy DANUSI? Nie, nie zapomniałam. Proponowany zestaw kolorów od początku bardzo mi się podobał, a moja wyobraźnia pracowała bardzo intensywnie niemalże przez cały miesiąc. Tak pracowała, że widziałam mnóstwo prac w tych kolorach. Mam na myśli oczywiście żółty w połączeniu z czarnym. Ale potem jakoś opuściła mnie twórcza wena... Ach, u mnie to już chyba normalka. Pomysłów wiele, ale nigdy nie wiem co zrobić. A jak już coś zacznę, to przerywam, bo przychodzi mi do głowy zupełnie coś innego? Poza rękodziełem, to najczęściej głupoty;) Chyba tylko do tego jestem stworzona... Właśnie do wymyślania głupot.

Myślałam już nawet o tym, żeby którejś z moich obserwatorek zrobić jakiegoś psikusa? Oj, co ja plotę... Oczywiście żartuję, bo przecież jestem dorosłą kobietą, a nie smarkulą, żeby robić Wam jakieś psikusy;) Ale swoją drogą czuwajcie, bo nie znacie ,,ani dnia, ani godziny”, kiedy dopadną mnie głupie pomysły;) Miałam też ochotę pograwerować sobie na szkle, ale to cholerne, niby małe urządzenie tak huczy, że po zrobieniu kilku kreseczek szybciutko wyłączyłam to ,,ustrojstwo”?! Ale jeszcze do tego wrócę, tylko najpierw muszę dokonać zakupu porządnych stoperów do uszu...

No i jeszcze próbowałam haftu wstążeczkowego...Nic z tego.Wstążeczkę niby dobrze ,,obśliniłam”, ale wraz nie wlazła w dziurkę mojej najgrubszej igły. Brrr... Wkurzyło mnie to, jak jasna cholera?! Zaczęłam więc naszywać ,,gotowce”, czyli kupione kwiatki i listki. Naszyłam dwa ,,cwiety” ale igła to jednak mój wróg numer jeden. No i pieprznęłam pracę w najciemniejszy kąt. A kiedyś tak fajnie mi się haftowało? I na płótnie i po Cociosanie;) Ale kiedy to było...  Tak dawno, że pewnie dlatego zapomniałam techniki ,,haftowania”... I te zaczęte prace mam do dnia dzisiejszego, oprócz Ciociosanu oczywiście;)

No i znowu rozpisałam się nie na temat... Boże, wybacz mi te nieudane ,,hafty”, które zaczęłam... Bo ja przecież porzuciłam  wszystko, żeby tylko zdążyć z tym żółto- czarnym kolorkiem, bo jutro już koniec miesiąca i koniec ,,żółtkowej" zabawy?! No, ale nie za bardzo mam się czym pochwalić...  A skrytykowałam wszechstronnie uzdolnioną ANIĘ... I teraz mi głupio, bo ja nie wymyśliłam nic lepszego?! Anulko, mam nadzieję, że mi wybaczysz... No przecież wiesz, że musiałam Ci się zrewanżować ... A tyle czekałam, aż coś ,,sknocisz”?! No nie zupełnie, bo tylko koronkowy szlaczek poleciał sobie ,,w bok”, ale tego rodzaju szlaczki tak mają;)

Ja tu sobie publiczne ,,gadu, gadu” urządziłam, a przecież przed pokazaniem swojego ,,arcydzieła” muszę odpowiedzieć na pytanie dotyczące tego, żółtego kolorku... Zapewniam, że nie mam go ani w swoich ubiorach, ani w wystroju wnętrza mieszkania. Ale lubię ten kolor... A z czym kojarzy mi się? Z Chińczykiem i kurczaczkiem;) A wiecie dlaczego Chińczycy mają skośne oczy? Bo kiedy zasiadają do posiłku, to podpierając rękoma głowy mówią cyt.:,,O q..a znowu ten ryż”;)

No i na dzisiaj koniec już tych moich ,,bzdetów”, bo mogłabym tak ,,bajdurzyć” bez końca. Także pokażę Wam mały słoiczek, który pomalowałam żółtą farbą i nie wiedziałam, co dalej z nim zrobić... Czekał prawie trzy tygodnie na mój pomysł. Wreszcie wymyśliłam, że można ozdobić go metodą kropkowania. Potem, korzystając z dziurkacza, który dostałam od swoich dzieci, zrobiłam kwiatuszki. Ich środki wypełniłam białymi, samoprzylepnymi kropeczkami, czy jak ich tam zwał.... Słoiczek może nie jest zbyt ciekawy, ale wymogi zabawy zapewne spełnia. A, jak zauważyłam – w wakacyjnym sezonie Stefan niedokarmiony, to zapewne połknie i moją pracę... Stworzyłam ją chociażby dlatego, że w tym wakacyjnym okresie szczególnie trzeba dbać o głodne stworzonka;)

Nie oczekuję pochwał, bo nie wymyśliłam niczego konkretnego. Jednakże bardzo cenię sobie każdy komentarz. Zwłaszcza te tzw. ,,korygujące”;) Bo przynajmniej pobudzają mnie do działania i naprowadzają na dobrą ,,ścieżkę”;) To, co? Czas na pokaz? Z góry zaznaczam, że nie jestem zachwycona ani z pracy, ani z fotek, bo jeszcze nie ,,rozpracowałam” aparatu w swoim, nowym telefonie... I po jasną cholerę go zmieniałam?! A niech te wszystkie techniki szlag trafi! I nie tylko tę, dotyczącą aparatów w dotykowych  telefonach, ale i tę moją, którą zastosowałam do wykonania żółto- czarnej pracy na wyzwanie Danusi... 

Ale pocieszam się tym, że to tylko zabawa;) Oczywiście u Danusi, bo telefon zostawiający rysy na ścianie i kawałki szkieł na podłodze, to już nie jest zabawa...Chociaż, może i jest, ale zależy, w co kto lubi się bawić;););) No i czy nie jestem stworzona do wymyślania głupot? No, szczerze proszę... Obiecuję, że się nie obrażę;) Daję Wam swoje słowo honoru;)

A teraz pokażę Wam fotki swojej pracy. Ostatnia została zrobiona na innym tle, ale tylko dlatego, że  chciałam Wam pokazać, iż farba której użyłam jest prześwitująca;)

























No, a teraz wrzucam swoją pracę Stefankowi;) Jak myślicie? Łyknie czy wypluje? No i oczywiście dla zachęty, wstawiam czerwcowy banerek;) I w imieniu organizatorki - zapraszam wszystkich do superowskiej  zabawy;)


środa, 24 czerwca 2015

,,Byznesowe więzy"

Myślę, że warto mieć świadomość tego, co tak naprawdę jest nam w życiu potrzebne, a co zbędne... Co nas cieszy, a co denerwuje i upokarza... I myślę, że warto dzielić się z innymi tym, co myślimy i czujemy... Nie oznacza to jednak, że każda moja publikacja na tym blogu - jest moim fochem. Należy traktować je z lekkim przymrużeniem oka...



 Felieton

Śmieszą mnie wszystkie osobistości, tzw. potocznie ,,ważniakami”. Zarówno te na wyższych, jak i na niższych stołkach. Kobieca intuicja podpowiada mi, że coś łączy tych wszystkich „ważniaków”. A co? Chyba jakieś nieczyste sprawki...  Zapewne zapytacie jakie? Spokojnie... O tym za chwilę, bo od dawna są na moim „celowniku”. I już „zrywam boki”, kiedy widzę ich reakcję, kiedy w oczy któregoś z nich wpada ten felieton?!

Czytanie rozpoczynają zapewne powoli i ostrożnie, jakby ten tekst zawierał wybuchowy materiał. Bo zawiera! Jeszcze nie jeden z nich  spadając ze stołka porządnie potłucze sobie dupsko, kiedy mój „materiał” zacznie eksplodować... A będzie, bo już dosyć mam wszelkiej maści ,,ważniaków”.