czwartek, 19 czerwca 2014

Po ślimakach, bratki

Buteleczka ze ślimakami ,,ożywiła" trochę mojego bloga, bo przynajmniej sprowadziła Was do jednego i tego samego skojarzenia. No, rzecz jasna, za moją sprawą, ale przynajmniej było wesoło. A dzisiaj pokażę Wam butelkę, na której nakleiłam suszone bratki i jakieś suszone listki, ale nie wiem jakiej rośliny. Takie mi pasowały wielkością i tyle;)

Butelka w bratki























Oczywiście, całą butelkę pomalowałam acrylową farbą o kremowym kolorze i kombinowałam, czym by ją ozdobić. Dobrze, że przypadkowo trafiłam na zasuszone kwiatuszki i problem z głowy. Całość kilkakrotnie polakierowałam i butelka gotowa.

A tak wygląda jej zbliżenie.

sobota, 14 czerwca 2014

Drugie, ślimacze kroki na blogu

Długo myślałam nad tym, jakie korzyści będę miała z tego, że połączę swój profil z Google+... Bałam się jak cholera, że mogę utracić fotki, komentarze etc. No, bo tak straszą w tych swoich instrukcjach?! Ale pomyślałam sobie, że w najgorszej sytuacji założę nowego bloga. I niewiele myśląc, stuknęłam w klawisz, który przełączył mnie do GOOGLE+
Teoretycznie nic się nie zmieniło, poza tym ,,dobrodziejstwem", że ujrzałam buziaki osób, które mają mnie w swoich kręgach. Teraz kolej na mnie. Muszę koniecznie dodać wszystkich, których niczym Big Brother najczęściej podglądam - tzn. obserwuję...
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że moja profilowa fotka ukazuje się dwukrotnie... Ale, może wreszcie dojdę do ładu po tej szybkiej decyzji...
No i chyba wyżaliłam się. Ale przydałoby się, cokolwiek wrzucić Wam moje kochane dziewczątka, żebyście nie czytały moich smutasów, tylko ucieszyły wzrok... No,to ,,rzucę" Wam jedną, niewykończoną jeszcze ,,butelczynę"... Chyba przejęzyczyłam się, bo ona na bank jest pusta. A szkoda, prawda? I pewnie pomyślicie; ,,z czym ona leci do ludzi"? Aż wstyd, prawda?
























No i żeby wstawić te ślimaki w ,,nowym wydaniu" bloga, musiałam się nieźle ,,ślimaczyć", bo tu trzeba używać innych opcji wstawiania zdjęć?! Dziewięć razy wywalałam ciąg niezrozumiałych znaków (było tego trzy rzędy) aż ,,załapałam o co biega"?! Te ślimaki rzecz jasna, nakleiłam na małą buteleczkę, którą wcześniej (tak dla picu) okleiłam papierem toaletowym (nieużywanym oczywiście!). Następnie pomalowałam jakimiś pozostałościami brązowych farb acrylowych. To tak dla wyjaśnienia... Ufff... Pozdrawiam Was cieplutko;) I zaznaczam, że na razie to połączenie z Google+ traktuję jako eksperyment... Jeśli możecie mi w czymś pomóc, tzn. w jakimś ulepszeniu, będę bardzo wdzięczna;)

czwartek, 12 czerwca 2014

Róża z dedykacją

Tę różę dedykuję wszystkim moim obserwatorkom, komentatorkom, osobom, które zaglądają na moją stronę, pozostawiając miły ,,ślad" po swojej wizycie. Dziękuję Wam, za miłe wpisy, które są bardzo budujące. Nie wiem dlaczego, ale kiedykolwiek biorę się za malowanie jakiegoś kwiatka - wciąż maluję róże? Nie wiem, jak to się dzieje, ale same wychodzą mi spod pędzla... Ale tę, którą akurat Wam dedykuję - wycięłam z serwetki. Przykro mi, że nie malowałam jej ręcznie, ale obiecuję, że się zrehabilituję...

Butelka decupage














































Z tyłu butelki, nakleiłam jedną różyczkę


 


A tak wygląda dół butelki w zbliżeniu. Nie wiem, czy zauważyłyście, ale ostatnio powiększyłam wszystkie fotki prac, aby były bardziej widoczne. A tę, z dedykacją dla Was - zrobiłam kolosalną. No, przecież muszę Was czymś obdzielić...  Poza tym, chyba najbardziej tą zmianą zadowoliłam Anię, bo przynajmniej może teraz pisać i pisać;) Pozdrawiam Was kochane bardzo cieplutko;););)
































niedziela, 8 czerwca 2014

Moja ulubiona butelka
























Tę butelkę pokazywałam Wam już chyba w pierwszych postach, jak tylko założyłam bloga. Ale, że najbardziej mi się podoba - przedstawiam ją jeszcze raz. Na jednej stronie namalowałam jelenia, a z drugiej strony łosia. Można więc, zmieniać sobie zwierzaki;) Podkład na butelce jest wykonany białą farbą acrylową. Zwierzaki malowałam również acrylami, a potem kilkakrotnie polakierowałam całość.

A tak wygląda druga strona butelki.


sobota, 7 czerwca 2014

Przegapione ,,co nieco"



Jestem szczera i to często aż „do bólu”...Bo z braku czasu na tworzenie nowych rzeczy, znowu wyszperałam jakieś pierwsze swoje prace. I mam nadzieję, że ostatnie...Co prawda, niezbyt ciekawe, ale jak pisałam w którymś ze wcześniejszych postów – pokazać  trzeba wszystko. Ładne, czy brzydkie, to zawsze przecież moja ręczna praca. Jednemu się spodoba, drugiemu nie. Ale mnie nie chodzi o pochwały. Chodzi mi o to, aby wszystko co robię i co zrobiłam – zostało opublikowane, bo przecież są gusty i guściki. Są talenty i beztalencia, ale mając jako takie zdolności plastyczne, zawsze można  je „podwyższyć”;) I staram się jak mogę. Dlatego wkrótce przedstawię Wam swoje nowe prace. A teraz pokazuję to, co znowu mi się gdzieś zawieruszyło...


























Butelkę pomalowałam czarną, akrylowa farbą. Następnie, również akrylową, pomarańczową farbą, ręcznie namalowałam kwiaty, przypominające nasturcję. Kwiatki wykończyłam (niedosłownie) złotym reliefem i całość kilkakrotnie polakierowałam. Korek od butelki jest w kolorze kwiatów.



















Doniczka i podstawka są małego rozmiaru. Wcześniej były używane i były nieciekawe, bo czas robi swoje... Obydwa elementy pomalowałam białą farbą akrylową. Na doniczkę nakleiłam wycięte z serwetki wzory i wszystko kilkakrotnie polakierowałam, A byłaby praktycznie do wyrzucenia...















To inne, akurat nowe doniczki, ale były moimi ,,próbnikami". Oczywiście też ręcznie malowane, bez żadnego szablonu, bo do ręcznego malowania nigdy go nie stosuję. Zresztą, nigdy nie stosuje żadnych szablonów w żadnych pracach, bo po prostu maluję z pamięci. Jak wyjdzie, tak wyjdzie. Z każdej "plamy" zawsze można zrobić "Coś"...



















Nie pamiętam już, czy ta butelka była prezentowana.... Tak, czy nie przedstawiam technikę jej wykonania. Najpierw metodą decupage nakleiłam kwiat. Kiedy doszłam do wniosku, że jest mdły, słabo widoczny - ożywiłam serwetkowy kwiat akrylowymi farbami. Butelka była przeźroczysta, (zazwyczaj całą maluję) więc swoim zwyczajem ,,pokropkowałam" puste miejsca.Czy w/g Was ,,owe" prace zasługują na zamieszczenie na blogu?

sobota, 31 maja 2014

Najrozkoszniejsze wyzwanie



Okazało się, że jestem strasznym gamoniem. A dlaczego? Zaraz się dowiecie... Otóż moja ,, wspaniała nauczycielka’’, ,,instruktorka”, osoba, która nawiązała ze mną  pierwszy kontakt tuż po założeniu przeze mnie bloga, dzięki której pokonałam  pierwsze bariery blogowania – czyli Beatka, zorganizowała fantastyczne wyzwanie na swojej stronie http://www.vademecumblogera.pl/2014/05/wyzwanie-fotograficzne.html#.U4kOrXYQMoE. p.t.,,Najrozkoszniejsze mordeczki w całej blogosferze’’. Super wyzwanie! Zwłaszcza dla tych, którzy chcieliby pokazać fotki swoich pupili. Oczywiście zamieściłam sporo fotek, ale przecież jak w każdym wyzwaniu powinnam podać informacje dotyczące organizatora wyzwania i adres bloga, w którym zamieszczam fotki. A ja tego nie zrobiłam?! Najmocniej przepraszam organizatorkę, czyli Beatkę, a w rekompensacie przedstawiam fotkę mojego pupila Alexa, który smacznie sobie zasnął, kiedy ślęczałam przy komputerze... I to na moim miejscu?!



















Mam nadzieję Beatko, że zrehabilitowałam się;) Przepraszam i pozdrawiam Cię gorąco;)

P.S. Ten komentarz zamieszczam również na drugim swoim blogu Fotopstryczek, adres fotkimargotki.blogspot.com


wtorek, 27 maja 2014

Brzozowy świecznik



Ja, to jak ten struś ,,pędziwiatr". Wszystko biegiem i na ostatnią chwilę... Bo tak naprawdę, to tym razem miałam zrezygnować z udziału w kolejnym wyzwaniu Danusi, ale coś nie dawało mi spokoju, więc postanowiłam zrobić ten świecznik. Jaki by nie był, to przynajmniej pokażę, że nie jestem leniwcem;) Co prawda, do końca wyzwania u Danusi jeszcze trzy dni, ale ja już dzisiaj od samego rana wierciłam dziurę i dziurki w kawałku brzozy, którą w ubiegłym roku przywiozłam z lasu, bo a nuż do czegoś mi się przyda. No i przydał się;) Lubię prostotę i oryginalność, więc poza klejem (na gorąco oczywiście) w moim świeczniku nie ma niczego sztucznego.

 









































W moim świeczniku są dwa miejsca na wkłady i na górze otwór na jedną świecę.

A tak przebiegała moja praca;



















Do okrągłego ścinka brzozy przykleiłam na gorąco grubszy kawałek brzozy. Wywierciłam otworki na patyki, bo owy kawałek brzozy nie posiadał gałązek i wcisnęłam je, uprzednio smarując klejem.
























To samo zaczęłam robić z szyszkami. Kręciłam nożycami otwory, żeby nadziać ich na wystające patyczki, ale później zmądrzyłam się...



















No i po co to nabijanie na patyki, skoro te szyszki można przykleić klejem z pistoletu?! A podobno kobiety mają siódmy zmysł techniczny... Jak widać, mnie dzisiaj ten zmysł zawiódł;)
























Na podstawie i na gałązce przykleiłam muszle. Pomyślałam, że wkłady zapachowe będą fajnie w nich wyglądały...
























Na dole - większa muszla...



















Na górze wydłubałam  otworek i wbiłam młotkiem ścinek jakiejś metalowej rurki. Akurat pasował do wysokiej świeczki. Trochę chyba pomyliłam kolejność przebiegu pracy, ale mam nadzieję, że mi wybaczycie... No, bo niedość, że  cały dzień ,,strugałam ten lichtarz", to jeszcze co chwilę cykałam fotki, żeby uwiarygodnić, że robiłam go od podstaw sama. Ale, że podczas dodawania zdjęć wyskakiwał mi jakiś komunikat o błędzie - szybko chciałam zakończyć prezentację z przebiegu tworzenia. No, bo jeszcze tego mi brakowało, żeby wszystko co powklejałam zniknęło?!
Praca miała być recyklingowa, no ale chyba moja też się kwalifikuję, bo zrobiłam przecież ten świecznik z samych odpadów?

A na zakończenie musiałam zrobić próbę, jak działa moje "ustrojstwo". Szkoda, że robiłam fotki w dzień,bo wieczorem zapewne byłyby bardziej urokliwe;)

                                   


A teraz niech się dzieje, co chce... Zgłaszam świecznik do Danusi na wyzwanie nr 5.