niedziela, 25 maja 2014

Muszę się pochwalić...

Nigdy nie miałam szczęścia, jeśli chodzi o jakieś wygrane. No, po prostu nie mam szczęścia i tyle. Ale tym razem, muszę się pochwalić, bo to pierwsza wygrana w moim życiu?! W maju przeglądając blog inspiracjemarty.blogspot.com ujrzałam przepiękny kwiat. I oczywiście konkurs; kto zgadnie, co to za CUDO? Byłam pewna, że jest to Amarylis. Niestety, nie... Kombinowałam na wszystkie sposoby, by odgadnąć, co to może być? Za siedemnastym razem, po rzuceniu do mnie przez Martę ,,koła ratunkowego" - czyli podpowiedzi, nad którą też musiałam się trochę ,,nagimnastykować" - przyszło mi do głowy, co to za CUDO, bo akurat niejednokrotnie zimą spożywałam ,,owego cudaka".
A tak wyglądało CUDO - czyli imbir, który wyrósł Marcie w doniczce. No niesamowite...




















W nagrodę otrzymałam przepiękną karteczkę z moim ulubionym, fioletowym bzem i mieszankę przypraw, składającej się z czternastu ziół. Dziękuję Martusiu...











sobota, 24 maja 2014

Ręcznie malowane

Ten kielich pokazywałam Wam wcześniej. Jednakże były to dwa zdjęcia i zrobione z dalszej odległości, a więc moje ,,malunki'' nie były dobrze widoczne. A, że dzisiaj przypadkowo odnalazłam inne zdjęcia, chciałam pokazać kielich z bliska. Myślę, że czasami warto wracać do wcześniej przedstawianych prac, bo przecież nie każdy ,,kopie w głąb'' bloga;)


























A to jeszcze nie prezentowana na blogu szklaneczka, bo jak zwykle coś mi się gdzieś zawieruszy. To też początkowa moja praca. Nazwałabym ją próbną, ale przecież jaka by nie była, też powinna znaleźć miejsce na blogu. Kwiatuszki malowałam farbą do szkła, a w ich środkach umieściłam cyrkonie. Także szklaneczka cenna;)




















Kwiat róży


Miałam ochotę dzisiaj zrobić coś konkretnego, ale upał dał mi się tak we znaki, że nie zrobiłam niczego, oprócz przemalowania mojej róży. Coś mi nie pasowało w poprzedniej wersji i zmieniłam jej kolor. Tak to jest, jak opuszcza twórcza wena...Ale, myślę, że różowa chyba lepiej wygląda...



czwartek, 22 maja 2014

Kwiat róży - symbolem miłości

Dla urozmaicenia, namalowałam różę... Podobno jej kwiat - to symbol miłości, a kolor czerwony może oznaczać namiętność i tęsknotę. Tak przynajmniej mówi Wikipedia. W moim przypadku, ani jedno, ani drugie. Chociaż ta tęsknota trochę pasowałaby do mnie, bo zatęskniłam za malowaniem farbami olejnymi. No i za różami też, a więc tak sobie malowałam tę różę, zmieniałam barwy, i pewnie jeszcze coś zmienię, ale chciałam Wam pokazać jej dwie wersje, abyście mogły ocenić, która lepsza. A, że farby olejne długo schną, mam nadzieję, że uda mi się poprawić swoje dzieło;)

Wersja 1

























Wersja 2










































Oczywiście wg uznania - można oprawić ją w ramki, albo pozostawić tak, jak została przedstawiona. Mnie osobiście, zdecydowanie bardziej podoba się pierwsza wersja, bo jest lekko zamglona. A Wam ?

sobota, 17 maja 2014

Dla Ciebie Mamo...






























Ramkę zgłaszam na wyzwanie nr 7, Kwiatki na dzień Matki w Altair Art.


Poniżej fotki w zbliżeniu, w celu lepszego zobrazowania z czego została wykonana. A wykonałam ją z tektury, na którą nakleiłam beżowy materiał, nakleiłam szyszki modrzewia, suszone rośliny, łupinki orzecha laskowego. Pomalowałam elementy, a na zakończenie polakierowałam.

































Zgodnie z wymaganiami organizatora są trzy kolory kwiatków. U mnie akurat - czerwony, różowy i pomarańczowy;)


środa, 14 maja 2014

Jaki artysta, taka sztuka...



Fotkę profilową przywróciłam. Nie wiem jak, ale najważniejsze, że jest. Poklikałam tu i ówdzie i pokazała się. Ale za to, w moich ulubionych blogach, gdzie bym nie zajrzała – znowu ten ,,zakaz wjazdu”?!. Nie ma mnie i koniec?! Wszędzie, gdzie chciałam dołączyć do obserwatorów, wciąż ten znaczek?! Ze złości zaczęłam robić kwiatki z bibuły. Też ich nigdy nie robiłam, ale dotąd śliniłam palce, aż mi się to papierzysko skręciło w rulonik. I tak pozwijałam kilka kwiatków. Co by z tego zrobić? Nie bardzo wiedziałam, bo w głowie miałam tylko ten ,,zakaz wjazdu’’. No przecież przez to, nikt nie będzie wiedział, że jestem? W kuchni natknęłam się na styropianowa tackę po owocach, czy jakimś tam mięsiwie. Pomyślałam, że mogę ją do tych kwiatków wykorzystać... No, jakby nie patrzył praca rycyklingowa, jak to nazywacie...






























No i co? Może być? Trochę ,,jarmarczna", ale przynajmniej jest się z czego pośmiać, a nie zawsze na poważnie. Trzeba pokazywać nie tylko to, co ładne, ale i to, co potocznie zwie się ,,badziewiem"...
A co, jaki artysta, taka sztuka;) 
Ale za to, już jestem widoczna we wszystkich ulubionych blogach!
 

Jak pech, to pech...



Jak ktoś ma pecha, to nawet w drewnianym kościele mu cegła na głowę spadnie... Najpierw usunęłam fotkę w swoim profilu. Nie wiem, jak to zrobiłam, ale gdzie nie zajrzałam - wszędzie znak ,,zakaz wjazdu", a po mojej fotce, ani śladu... Wreszcie udało mi się ją jakoś przywrócić... Kiedy postanowiłam zrobić coś z samoutwardzalnej glinki, nic mi nie wychodziło. Nigdy z glinką nie miałam do czynienia. Rozwałkowałam więc placek i okleiłam starą, szklaną miseczkę czy salaterkę, bo ciekawa byłam jak to wyjdzie. Placek sechł na misce kilka dni. Myślałam, że zwyczajnie zdejmę go z tej miski? A tu okazało się, że przykleił się na wieki. No i zaczęłam odłamywać kawałek po kawałku, aż wreszcie część odeszła w całości. Miałam chęć to wyrzucić, ale pomyślałam, że może coś z tego fragmentu wykombinuję. No i wykombinowałam...




















A tak przebiegał proces ratowania glinianego szczątka...



















Nakleiłam suszone listki



















Pomalowałam wypukłości i całą resztę






















Gdyby nie odbity wzór miseczki, mogłabym zrobić z tego dużą muszlę...