piątek, 27 marca 2015

,,Niespodziewajka"



Swój dzisiejszy post zacznę od pytania: czy jest ktoś, kto nie lubi niespodzianek? Myślę, że chyba nie. Bo każda niespodzianka, jaka by nie była, przynosi wielką radość. Przynajmniej mnie... I nieważne, czy jest to niespodziewany bukiet kwiatów od małżonka, czy jeden malutki kwiatuszek ot tak sobie, bez okazji... Chociaż w przypadku małżonka – to budziłoby we mnie jakieś podejrzenie, że coś ,,przeskrobał”;) Ale był taki okres, że kupował mi kwiaty bez okazji... Obecnie wręcza mi je, jak jest ku temu jakaś okazja typu: Walentynki, urodziny, imieniny, czy Dzień kobiet... Dobre i to...;)

No, ale co tu roztrząsać temat. Wydoroślał facet, zmądrzał, przemyślał, że kieszeni nie należy bez potrzeby ,,nadwyrężać” i tyle? Najważniejsze, że pamięta o ,,okazjach”. Co prawda, bez okazji kupuje mi jakieś drobiażdżki...Nieważne, że w sklepie o nazwie ,,od 2 do 5 zł”, ale liczy się pamięć. Bo wie, że np. olbrzymi kielich itp. będzie dla mnie radością, bo mogę go sobie pomalować. Że przeźroczysta karafka jest dla mnie materiałem do ozdoby, czy też inne rzeczy, których już wymieniać nie będę...

No bo, w dzisiejszym poście chcę pokazać niespodziankę od Reni. Renia już w ubiegłym roku, tuż przed świętem Bożego Narodzenia przysłała mi mnóstwo cudowności, tzw. przeze mnie ,,gotowców” potrzebnych do robienia karteczek. Nie spodziewałam się, że ponownie zrobi mi taką niespodziankę przed tegorocznymi świętami Wielkanocnymi?! I znowu o mały włos nie pocałowałam listonosza w rękę, bo cała przyjemność (oczywiście odbierania paczuszki) leżała po mojej stronie... Ale w porę opamiętałam się i nie cmoknęłam go w owłosioną ,,grabę”;)

Nie wiem, czym zasłużyłam sobie u Reni na tak piękne i niespodziewane podarunki, ale jestem jej  za to ogromnie wdzięczna... Rozumiem, że w przypadku organizowanych ,,wymianek", czy też innych zabaw – przesyłane są upominki, ale tak sobie? Przed świętami Bożego Narodzenia, Renia napisała do mnie, że chce przesłać mi coś cyt. ,,tak od serca”. Wówczas też nie spodziewałam się, że przyśle mi tak dużo tych ,,wycinanek” do karteczek? Byłam naprawdę w  szoku, kiedy zobaczyłam te wszystkie cudowności? A na dodatek w takiej ilości, że mogłabym te karteczki robić prze cały rok? A teraz otrzymałam tych elementów znacznie więcej..
.
Przyznam szczerze, że wg mojej oceny – Renia jest profesjonalistką w tej dziedzinie. Naprawdę warto zajrzeć na jej bloga, bo swoimi pomysłami często ,,przechodzi samą siebie”;) A to męskie koszulki z krawatem , torebeczki na drobne upominki, sukieneczki, kopertówki, serduszka, nie wspominając już o karteczkach okolicznościowych, które często robi ,,na biegu”. A jeszcze świąteczne karteczki w różnych kształtach? No dziewczyna jest niesamowicie zdolna? I zawsze trzymam kciuki, kiedy bierze udział w konkursach. I chyba dobrze je trzymam, bo w większości wygrywa?! 

No i na zakończenie dodam, że od jutra biorę się za Wielkanocne karteczki. Starym zwyczajem, pierwszą wyślę do Reni, żeby oceniła, czy ja w ogóle mam jakieś pojęcie o ich robieniu? Chociaż w ub. roku przesłałam Reni świąteczną karteczkę i jakoś nie skrytykowała mojej pracy;) To teraz pokażę Wam fotki tego,co dostałam od Reni. Oczywiście, te elemenciki są nałożone na siebie, bo musiałabym zrobić fotek co najmniej sto, albo i więcej;) Dostałam też piękną karteczkę świąteczną z życzeniami, którą pokażę jako pierwszą.A nawet dostałam herbatkę z kaktusa, która Renia polecała mi w momencie załamania i zamiaru rezygnacji z blogowania... Jest rewelacyjna;) To chyba widać, po moich postach i chęci do dalszego tworzenia i pisania felietonów;) A jeszcze mam dla Was fajne fotki... I jeszcze coś, co będzie niespodzianką dla Wszystkich;) Ale to już innym razem...

RENIU, DZIĘKUJĘ CI BARDZO ZA TĘ CUDOWNĄ NIESPODZIANKĘ;) WSZYSTKIE KARTECZKOWE SERDUSZKA SĄ TAK SAMO WIELKIE, JAK JEDNO - TWOJE WŁASNE ...













wtorek, 24 marca 2015

Stefan mnie nie lubi



Lubię te zabawy u Danusi, bo mobilizują mnie do pracy. Nie lubię większości kolorów, które w danym miesiącu występują, ale jakoś to znoszę;) No, a już tego koloru, w którym zrobiłam swoje ,,dzieło” na marcowe wyzwanie – wręcz nie cierpię... No bo ja, zwłaszcza w ubiorach uwielbiam wszystkie  tzw.  przeze mnie ,,pastelowe” kolory – czyli czarne;) Nawet jajka sobie pomalowałam na czarno;) A, co? Są murzyńskie i już;) Tyle, że je pokropkowałam, bo kropki robię wówczas, kiedy mam pustkę w łepetynie... Zresztą,  zawsze robiłam wszystko na odwrót.

W pierwszej klasie szkoły podstawowej, kiedy nauczycielka poleciła narysowanie psa Asa, zrobiłam to z ogromną przyjemnością. No bo to była pierwsza strona , pierwszego zeszytu?! Mój As był tak ,,wypieszczony”, że nikt w klasie takiego nie narysował. No więc, rysowałam go ,,cichaczem” wszystkim po kolei;) A potem nauczycielka napisała na tablicy literkę A i należało ją pisać na całej stronie. Oczywiście i dużą i małą. Moje literki też były bardzo ładne, ale jak to ja, musiałam coś ,,zmodyfikować”. No bo uznałam, że te literki mają nieciekawy wygląd...

Po napisaniu trzech linijek tych literek, postanowiłam zmienić styl pisania. Pomimo, że cała kartka miała być nimi zapisana. Ale mnie oczywiście się to znudziło?! No bo wszystkie takie same... Zaczęłam więc już w czwartej linijce ,,swoje pisanie”. Moje literki były pisane ,,spiralką”.  I to na całej kartce?! Dumna ze swojego ,,wynalazku”, pierwsza pobiegłam do nauczycielki, by pokazać jej, że już zapisałam całą stronę, a przede wszystkim  pochwalić się ,,nowatorskim pomysłem”. Szkoda, że nie wiedziałyście miny nauczycielki, a zwłaszcza mojej... Kiedyś Wam pokażę te stronę, bo trzymam na pamiątkę wszystkie swoje zeszyty, rysunki z czasów przedszkolnych i wcześniejsze;)

No, ale przecież miałam tu pisać o czym innym, a nie wspominać lata dzieciństwa. Ale ja, jak się ,,rozhuśtam” z tym pisaniem, to cały życiorys w mocno rozszerzonej wersji bym tu przedstawiła... A więc, wracam do wyzwania. Jedno co wiem, to Danutkowy Stefan nie lubi mnie. I nie wiem do końca, czy tylko mnie, czy moich prac? Ostatnio chyba pomyliły mu się godziny ,,karmienia” i pożarł głodomor jeden, mój komentarz pod ostatnim postem Danusi? No bo  któżby inny, jak nie on? A tak obszernie skomentowałam piękne pudełeczko...

Za to, napisałam dwa kolejne komentarze. Myślałam, że żabsko ,,pożre”, ale chyba byłam szybsza w pisaniu, niż on w połykaniu;) I teraz jestem ogromnie ciekawa, czy moją pracę łyknie jak indor, czy będzie miał kłopoty z jej przełknięciem? Jedno jest pewne. Będzie miał kłopoty z trawieniem... Bo oprócz lekkostrawnej zieleniny, dodałam mu sporą sztukę drobiu. A, że on łyka wszystko w całości, to już nie mój problem... Poza tym, zielenina – to krążki z papierowej wikliny, kurczak w zielonej skorupce naklejony jest na tekturkę w kształcie jaja. A, i jeszcze kwiatuszek z listkami z ,,zimnej porcelany".) Jednym słowem:  cykająca ,,bomba” dla żabiego brzuszka;)  Wszystko jest kilkakrotnie lakierowane, więc niech Stefan lepiej ze mną się nie zadziera, bo będzie wpadał w moje pułapki;) Pozdrawiam Was gorąco;)

A oto ,,zieleninka" dla Stefka ;) Zaraz dostanie ją na obiadek;)

























sobota, 21 marca 2015

Deseczki w kropeczki



No, nareszcie doczekałam się powrotu twórczej weny;) Tylko najgorsze jest to, że najczęściej dopada mnie wtedy, kiedy normalni ludzie śpią? I właśnie wczoraj dopadła mnie. Dosyć długo gapiłam się na wcześniej zrobione kwiatuszki z zimnej porcelany i nic nie przychodziło mi do głowy? Do czego je wykorzystać?

No i wpadłam na pomysł, że ozdobię nimi drewniane deski do krojenia;) Układałam te kwiatuszki w różnych miejscach desek, mieszałam kolorami, ale nie podobał mi się żaden układ. Doszłam więc do wniosku, że w rogach deseczek zrobię bukieciki z tego samego rodzaju kwiatuszków. Jedne, to na pewno fiołki, ale drugie... Nie wiem? W każdym bądź razie do kwiatków podobne. I to najważniejsze;)

Serduszka na środku deseczek też są z zimnej porcelany. Zrobiłam je na Walentynki, ale tak się złożyło, że nikomu żadnego z nich nie podarowałam;) No i doczekały się. Było tak pusto na tych deskach, że w sam raz mi tam pasowały;) No i jeszcze ,,pokropkowałam” deseczki, bo czegoś mi w nich jeszcze brakowało. Tak się ,,rozbrykałam” z tymi swoimi pracami, że nawet zrobiłam pracę na marcowe wyzwanie Danusi, ale nie mogę pokazać wszystkiego? Muszę Wam ,,dawkować” swoje ,,twory”;)

Fotki deseczek zrobiłam też w zbliżeniu, żeby kwiatki były lepiej widoczne. Najpierw pokażę Wam obydwie deseczki, a potem po jednej. No i pozostawiam Wam do oceny, która z nich jest ładniejsza? A na zakończenie pozdrawiam Was gorąco i życzę miłego weekendu;)








piątek, 20 marca 2015

Magiczne ukłucia


Myślę, że warto mieć świadomość tego, co tak naprawdę jest nam w życiu potrzebne, a co zbędne... Co nas cieszy, a co denerwuje i upokarza... I myślę, że warto dzielić się z innymi tym, co myślimy i czujemy... Nie oznacza to jednak, że każda moja publikacja na tym blogu - jest moim fochem. Należy traktować je z lekkim przymrużeniem oka...

Profesja felietonisty ma wiele plusów. Cenię sobie tę wolność, jaką daje mi ta forma wypowiedzi. Dzięki możliwościom, jakie daje gramatyka polskiego języka, mogę celnie wsadzić szpileczkę temu i owemu tu i ówdzie. A najchętniej w najbardziej czułe miejsce... Nie wiem jak innym, ale mnie to jest potrzebne do życia jak powietrze. Bo nasz świat jest tak pełen absurdów, że gdyby nie ten mój felietonowy wentyl bezpieczeństwa, to chyba już dawno trafiłby mnie przysłowiowy szlag, ewentualnie cholera.

czwartek, 19 marca 2015

Rodzina mi się powiększyła...



Ostatnio wszystko idzie mi bardzo opornie... Siedzę jak ta sierota i patrzę na farby, pędzle, kwiatuszki zrobione z zimnej porcelany, na pomalowane jajeczka i inne ,,duperele” i nic nie przychodzi mi do głowy, żeby to wszystko w jakiś sposób ,,sklecić” – czyli wykorzystać. Mam jakiś trudny okres... Zupełnie jak nastolatka?! Ojej, a czy nią nie jestem? Jasne, że tak! Stąd ostatnio te trudne okresy;)

Co prawda, próbuję się przemóc, ale nic na siłę przecież nie można... Ale ,,wysiliłam się” powiększając swoją ,,drobiową rodzinkę”. Nie wiem, jakim cudem, ale zrobiłam kaczkę i zająca. Co ja bredzę? Przecież zając nie należy do drobiu, ale niech już ten jeden ,,wyskrobek” pozostanie zaliczony do tej rodziny, bo bez niej dostanie biedaczysko sierocej choroby i będzie się kiwał na boki przez całe dnie;)

Ale za to kaczusia należy do drobiu;) To nic, że ma trochę zdeformowany  dziobek... Dopadł ją ,,rozszczep”warg i tyle. A, że po tym dostała wytrzeszczu gałek ocznych, to też trzeba zrozumieć, bo nerwy robią swoje;) Chociaż tak szczerze mówiąc, to te zniekształcenia są widoczne tylko na moich fotkach. Po prostu zrobiłam za duże zbliżenie...W rzeczywistości wszystko wygląda normalnie. I żadnych defektów nie widać. Nawet ,,rozstępów" kaczusi...

Także obejrzyjcie sobie moją, powiększoną rodzinę;) Po tytule posta pewnie myśleliście, że powiększyła się moja prawdziwa rodzina i już widziałam Wasze zadowolenie;) Nie, nie... Nie życzcie drugiemu, co Wam nie miłe;) Mnie, aż po same uszy wystarcza to co mam, a czasami to nawet ,,bokami” mi wychodzi;) No to życzę Wam uśmiechu na buziuchnach po obejrzeniu fotek moich prac;) Ale zaznaczam, że czasami potrafię ,,płatać” figle;) I przyjdzie czas, że sami stwierdzicie, że nie zawsze żartuję;)