Nie lubię robić wielkanocnych stroików, malować jajek czy
też królików. Lecz, gdy potrzeba taka zachodzi, podstępna metoda mnie nie zawodzi.
Jajka rzecz jasna sama maluję, a resztę ,,gotowców” w sklepie kupuję. Czasami
koszyczek samodzielnie uplotę, ale tylko wtedy, kiedy mam ochotę... Potem klecę
wszystko razem do kupy i wychodzą mi stroiki takie jak poniżej, czyli do d...
Tu jajeczko, obok kurka, dalej kurczak i trzy piórka. Tu kogutek, z jaj
skorupy, no i znowu jest do d... Tam listeczki, tu kwiatuszki, dla ozdoby z jaj
wydmuszki. Dół z koronki, na górze wstążeczki, kwiatki z zimnej porcelany i
kupne listeczki. Nie lubię kłamać, więc bez bicia się przyznaję, że do takich
rzeczy się nie nadaję. Nie lubię na siłę robić niczego, więc zakończę krótko:
do miłego...;) I wzorem naszej DANUTKI chociaż raz
mój pościk jest krótki;) Ale to zdarzyć się mogło tylko raz. To, czego nie
lubię... No ,,nie chcem, ale muszem”?!
Jak uciec od szarej rzeczywistości i wszelkich problemów dnia codziennego? Najlepiej przenieść się do oazy spokoju, gdzie można oddać się wszystkim swoim pasjom... To naprawdę najlepsze panaceum na wszystko!
niedziela, 13 marca 2016
piątek, 11 marca 2016
Brzuch pod brodą, jajka w gardle
Zielono mam już nie tylko w głowie, ale i w oczach. Bo rano
bawiłam się jajkami. No i znowu zapewne macie ,,kosmate” myśli? Bawiłam się
kurzymi jajkami i szczypiorkiem, by już zakończyć wszystkie zabawy w tym
miesiącu i wziąć się za coś konkretnego. Myślałam, że jak mam jako takie
zdolności plastyczne, to dekoracyjne potrawy będą dla mnie ,,pestką”? A okazuje
się, że to ,,guzik prawda”... Przygotowałam sobie sałatę, pęczek szczypiorku,
rzodkiewki, plasterek szynki , żółty ser i dumałam, co by tu z tego zrobić,
żeby się nie splamić? Nic mi nie wychodziło, więc sięgnęłam po jajka. Nie obciągnięte
materiałem jak te Ani, ale ugotowane na twardo. Nie wiem, czy uda mi się
kiedykolwiek zrobić carvingową pracę bez jaj...
Miałam zamiar zrobić jeża, ale jak już zrobiłam w jajku
dziurki na ,,pieprzne” oczęta, to miałam dość. Jedno ziarenko wepchnęłam za
głęboko i wyglądałby na zwierzątko po ,,przejściach”. A jak pomyślałam, że jeż
ma mieć szczypiorkowe kolce, to odechciało mi się dziubania całego jaja
patyczkiem... No bo jak wepchnęłabym kolce ze szczypiorku w takie
malutkie dziurki? A szczypior jak na złość gruby?! E, tam... Wszystkie produkty
już były tak zmaltretowane, jak panny ,,lekkich obyczajów” po nieprzespanej nocy... Zrobiłam więc ślubną fotografię zajęczej,
czy też króliczej młodej parze. On w kapeluszu, a ona z rozpuszczonymi włosami,
bo zabrakło ,,materiału” na welon... Ale para wygląda na szczęśliwą, nie
wspominając o mojej radości;) Może to nieładnie obgadywać, ale panna młoda ma
nieślubne dziecko. Zapewne nie z zającem, bo bardziej podobne do bałwana... W
trakcie sesji fotograficznej małego wysłali na narty, żeby nie wepchnął się
między nich, bo dopiero byłby ,,przypał”?
No, ale po zabawie w fotografa postanowiłam zrobić jeszcze
drugą pracę. Czyli tę pierwszą;) Nie wiem, dlaczego tak mi te jajka ostatnio siedzą
w głowie? Przecież nie lubię wielkanocnych świąt... Ale oczywiście sięgnęłam po
to jajo, tyle że dla odmiany styropianowe. Pomalowałam zieloną farbą jakieś tam
listki, na nie przykleiłam cekiny, a puste miejsca pokropkowałam. Zapewne
doskonale wiecie, kiedy kropkuję? Jeśli nie, to przypomnę, że wówczas, kiedy
brak mi pomysłów, albo jestem ciężko znudzona niczym mops. No, ale udało mi się zrobić
wielkanocny stroik z jajem w roli głównej, sfotografować go i jeszcze napisać
posta?! No, dzisiaj, to jestem z siebie dumna, jakby mi ktoś ,, w kieszeń
narobił”;) To co? Zaczynać pokaz prac, czy jeszcze coś napisać? No nie, to już
byłaby przesada. Bo komu chciałoby się czytać tyle głupot... Co innego
felietony. W nich mogę popuścić wodze fantazji, mogę komuś wsadzić szpileczkę w
najbardziej czułe miejsce, by pozostał na długo w pełnym rozkroku, zrobić kogoś w ,,balona”
etc. A w normalnym poście, mogę jedynie ,,posmęcić” tak, jak dzisiaj np. o
jajkach...
A teraz zmienię kolejność. Pokażę wielkanocny stroik, a
potem króliczą parę, i potomka króliczki ok? A następnie pokażę Wam fotkę tego,
co zostało z króliczej familii... Czyli moje dzisiejsze śniadanie;) Na
odchudzenie byłoby w sam raz, gdyby nie dodatek majonezu... Do tej pory mam
brzuch prawie pod brodą, a jajka w gardle;) A więc, obie prace zgłaszam do
zabawy u DANUSI. Mam nadzieję, że jej ,,głodomorom” nie
przybędzie na wadze, ale gorzej ze mną... No to do dzieła!
No, a teraz ślubna fotografia młodej pary i ich małego ,,brzdąca";)
środa, 9 marca 2016
Witam w klubie świntuszków
Doszłam do wniosku, że kartki należy robić w hurtowych
ilościach. Bo jak człowiek ma mnóstwo innych pasji, to wciąż o nich myśli i
trudno jest odrywać się, żeby zająć się tworzeniem przykładowo trzech
karteczek. Gdybym miała jakąś małą, własną pracownię, nie byłoby problemu, bo
wszystko miałabym pod ręką. No, ale nie mam jej i muszę zadowolić się szafką z
rozsuwanymi drzwiczkami, w której mam... Ech, łatwiej byłoby mi chyba napisać
czego nie mam? A tak naprawdę, to sama nawet nie wiem, co w niej mam, bo zapełniona
jest po brzegi różnościami. Nie znaczy to, że mam w niej bałagan. Wręcz
przeciwnie. Tyle, że wszystko ułożone jest na ,,ścisk”... I żeby znaleźć coś,
czego od dawna się nie używało, to można dostać ,,szczękościsku”...
Dlatego, jak wyjmuję pudełka ze wszystkim, co potrzebne do
karteczek, to staram się robić ich więcej, żeby znowu za dwa dni nie wyciągać
tych pudeł... Często podkreślałam, że nudzi mnie jedna technika tworzenia.
Dlatego też często je zmieniam. Ostatnio pochłonęły mnie bransoletki i jak
musiałam się od nich oderwać, byłam ,,zła jak osa”. No, ale przecież kartki
teraz były najpilniejsze, bo wielkanocne święta za pasem, a bransoletki mogą
poczekać. No, ale wczoraj zamknęłam karteczkowy rozdział i dorwałam się do
koralików, jak ,,szczerbaty do sucharów”. A w zasadzie to do sznureczków, bo
dręczy mnie, że w dalszym ciągu nie mogę opanować splotów żebrowych? Jeden
rządek niby dobrze mi wychodzi, a drugi inaczej? Inaczej tzn. Jakieś dziwne
supły...
Mam więc teraz dwie techniki, których ,,ogarnąć” nie mogę:
te żeberkowe sploty i papierowa wiklina. No tak powykrzywiane wychodzą mi
koszyki, jakby lumbago ich pokręciło... Dlatego najczęściej skręcam kółeczka ,
a potem sklejam... No, ale ten post miał być nie o moich ,,nieudolnościach”, lecz
poświęcony zabawie u ANI,
do której wszystkich zachęcam, bo Ania to taka ,,praktyczna Pani”;) Cokolwiek
robi, wszystko jest przydatne. Także ta karteczkowa zabawa, na którą wcześniej
warczałam pod nosem, okazała się rzeczywiście przyjemna i pożyteczna;) Podziwiam
prace Ani, bo są takie dopieszczone... Np. ostatnie jajka. Dopieszczone, to
mało powiedziane. One są ,,przepieszczone”;) W życiu nie widziałam tak
pięknych?! I na myśl by mi nie przyszło, że można je obciągnąć materiałem?! No
wiem, wiem, jakie niektórzy mają skojarzenia... Jeśli takie same jak ja, to witam
w klubie świntuszków;););)
Kończę już, bo moja fantazja posuwa się zbyt daleko;) A
teraz nastąpi prezentacja karteczek, które zrobiłam do zabawy Ani. Miał być króliczek,
czy zajączek, więc zrobiłam. Chociaż tak naprawdę, to nie wiem jaka różnica jest
między jednym, a drugim ,,sierściuchem”... Miała być kartka bożonarodzeniowa z prezentami.
Dobrze, że w tym momencie ten wyraz ,,bożonarodzeniowa” jest słowem pisanym, bo
gdybym miała teraz go wypowiedzieć, to ze śmiechu utonęlibyście w potoku łez.
Czasami tak mam, że coś poprzekręcam;) No i miała być jeszcze karteczka z tulipanem. U mnie są trzy, ręcznie
malowane, ale chyba bardziej podobne do krokusów... No, ale najważniejsze, że
zadanie wykonane. A jak? Byle jak, bo znowu muszę przerwać zabawę z koralikami
i wymyślić jakąś pracę drugiej organizatorce wszelakich zabaw, czyli DANUSI. I to
,,szczypiorkową”?! Aż strach pomyśleć, co te dziewczyny jeszcze wymyślą...
A
zresztą, co by nie wymyśliły i tak są już członkiniami w moim klubie świntuszków;)
Jest jeszcze ktoś chętny? To zapraszam;) Jak będzie więcej chętnych, to może i
ja urządzę Wam jakąś fajną zabawę? No mnie, to chyba trzeba założyć kaganiec na pysk, komputer
zakopać trzy metry pod ziemią, bo jak zacznę gadać, czy pisać to nie ma końca?
Jedną z blogerek przetrzymałam niedawno do trzeciej rano...;) No wreszcie nie
pokażę Wam tych kartek, tylko będę tak ględziła i ględziła o ... Nie napiszę o
czym, bo na świntuszenie przyjdzie pora. Już zamykam dziób. Pokażę Wam najpierw
trzy karteczki dla Ani, a potem inne, które też dzisiaj pokażę, bo tych wielkanocnych
już koniec. I chwała Ci za to Aniu;)
A teraz pora na pozostałe karteczki;)
Przy oglądaniu tej z jajem, zalecam odwrócenie monitora do góry ,,kołami", bo kartka za nic nie chciała pozować do fotografii ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)





