niedziela, 21 czerwca 2015

Jestem znudzona jak mops



Witam Was dziewczątka późną porą, bo wcześniej nie miałam ochoty na pisanie. A teraz mnie natchnęło;) Co prawda, powinnam już spać, ale chyba  jakieś ,,siły nieczyste” przyciągnęły mnie do komputera... Ale, to chyba dobrze prawda? Bo przyznam szczerze, że od dłuższego czasu nie miałam ochoty ani na pisanie, ani na pokazywanie tego, co udało mi się zrobić. O, to co teraz napisałam – to jest w sam raz dla potencjalnych reklamodawców;) Będą się do mnie pchali drzwiami i oknami;) Aż się boję, że zabraknie mi miejsca na blogu...

No i przez to wszystko zapomniałam, co chciałam napisać... Ano właśnie, że chyba te same ,,siły nieczyste” wywlokły mnie dzisiaj z łoża o godzinie 02:30, tylko po to, żeby jechać na rybki;) No, nie powiem – uwielbiam wędkowanie, ale nie wstawanie o tej porze?! Bo zazwyczaj jest to właśnie pora, kiedy idę spać?! No, ale czego się nie robi dla ukochanej ,,siły”... I wszystko po to, by ,,szwędać” się po rozmaitych miejscach nad brzegami Wisły, by złowić tylko jedną rybkę?! Jednym słowem: po raz pierwszy byłam znudzona jak ,,mops”, bo żeby ta jedna, jedyna rybka była chociaż jeszcze złota i spełniała marzenia....

Mało tego, że byłam znudzona. Czułam się, jak ,,śnięta ryba”. Dobrze, że dzisiaj nie była moja ,,zmiana za fajerą”, bo gdyby z krzaków wyskoczył jakiś ,,umundurowany z lizakiem” w łapie, to pewnie bym go nie zauważyła. I żaden chirurg, najlepszym skalpelem nie zeskrobałby go z jezdni... Ale u nie to normalka. Nigdy ich nie widzę... Kiedyś gonili mnie z włączony ,,kogutem”, a ja myślałam, że kogoś innego. No, nie mam wyczucia: gdzie, kiedy, co i jak i nic na to nie poradzę?! A jeszcze jak człowiek śpiący, to już w ogóle ,,dupos blados”...

No wiem, wiem co macie na myśli... ,,Znowu się rozpisała i zaraz napisze cały swój życiorys”;) A właśnie, że nie. Pokażę Wam dzisiaj dużo zdjęć, bo zmieniłam kolorystkę szkatułki, którą Wam wcześniej pokazywałam, zrobiłam karteczkę ozdobioną różyczkami z ,,zimnej porcelany”, i... I więcej niczego dzisiaj nie pokażę, bo zrobiłabym ,,kogel- mogel”...  Nie będę już pisała, co i jak, bo kartki robić potraficie i to zdecydowanie ładniejsze, a szkatułki ozdabiać też potraficie;) Także oglądajcie sobie zdjęcia moich prac, bo teraz właśnie ,,siły nieczyste” ciągną mnie do łoża;) U mnie to wszystko zawsze na przekór... Albo ,,wstawaj”, albo ,,połóż się ”... Przypomina mi to tresurę psa?! I jak tu nie być znudzoną? Oj, chyba ,,przepędzę” te ,,nieczyste siły”;) Może macie jakieś cudowne lekarstwo na nie?











wtorek, 9 czerwca 2015

Brak internetu ma swoje plusy



Lubię zmieniać techniki w swoim rękodziele. Zresztą, chyba widoczne jest to na moim blogu;) Nie wiem, czy jestem jakimś indywiduum, ale jak do tej pory nie znalazłam techniki, która by mi najbardziej odpowiadała... No, chociaż nie tak do końca, bo bardzo zafascynowało mnie tworzenie z zimnej porcelany, ale na razie jestem na etapie kwiatuszków. Na razie, bo jeszcze muszę się nią trochę pobawić, żeby dojść do wprawy i zacząć tworzyć  inne rzeczy.

No i jeszcze wciągnęły mnie karteczki;) Zrobiłam ich kilka, ale nie zrobiłam zdjęć... No trudno, może ich właściciele mi je przyślą, wówczas będę mogła je Wam pokazać. A zrobiłam dwie urodzinowe, jedną dla czterolatka i jedną z okazji ślubu;) I tę ostatnią Wam dzisiaj pokażę. Może nie jest zbyt piękna, ale jestem dumna z siebie, bo sama zrobiłam do niej kwiatuszki;)




















No i nie byłabym sobą, gdybym nie pochwaliła się niespodziewanym upominkiem od DANUSI. Nie wiem, czym sobie na to zasłużyłam, ale jak zobaczyłam na pudełeczku piękny wstążeczkowy haft, to aż zaniemówiłam... Danusia jest tak zdolną osóbką, że nie ma dla niej prac, z którymi miałaby problem;) A zawartość pudełeczka sprawiła mi jeszcze większą frajdę, bo składała się z różnych bardzo przydatnych rzeczy;) Nożyczki, które między innymi dostałam – akurat bardzo przydały mi się do ślubnej karteczki;) DZIĘKUJĘ DANUSIU;)























No i dzisiaj chyba byłoby na tyle, bo mam zaległości na Waszych blogach. Przepraszam, ale ponownie miałam problemy z internetem, stąd moja dłuższa nieobecność... No, ale po sześciu reklamacjach na razie jest ok. Oby tak dalej... Jedyną zaletą jego braku jest to, że przynajmniej miałam czas na tworzenie;)

 

sobota, 30 maja 2015

Chcę dobrze, a robię odwrotnie...



Człowiek jednak uzależnia się od komputera. A raczej od bloga, bo dziewięć dni nie było mnie, a wydaje mi się, że znacznie dłużej? A wszystko przez awarię, która zablokowała mi dostęp do internetu. A zgłoszeń o awarii dokonałam chyba więcej, aniżeli postów na blogu?! A co? Nie mogę? Przecież płacę za usługę, a nie za komunikat typu: ,, Brak połączenia z serwerem” ... Płacę i wymagam, więc konsultanci sieci Orange mieli chyba mnie dosyć... Tym bardziej, że oprócz ,,zawracania gitary” co godzina, domagałam się też rekompensaty za brak dostępu do internetu. No i coś tam mają podobno ,,wykombinować”, żeby ,,zrehabilitować” się, bo przecież zawsze mogę zmienić usługodawcę...

No i wczoraj pojawił się młodzieniec, który pogrzebał tu i ówdzie tzn. w ,gniazdkach”, ale pewnie nie w tych co trzeba i nic z tego nie wyszło... Albo za młody, albo mój ,,bodyguard” rasy york go wystraszył, także ani monter, ani ja zadowolenia nie doznaliśmy;);):) Dzisiaj rano pojawił się z drugim fachowcem, który zamiast mu pomóc, rozglądał się po wszystkich kątach, jakby chciał coś ,,zajumać”? No tak mu łepetyna latała dookoła, jakby była osadzona na patyku?! Starałam się odwrócić jego uwagę na coś innego, ,,trajkotałam” jak najęta, ale jego wzrok biegał tylko i wyłącznie po półkach mojego syna... Rozumiem, że klasyka jest interesująca, ale wydaje mi się, że miał bliżej siebie ciekawszy ,,gatunek” klasyki... Ale ,,jeleń” zawsze pozostanie jeleniem ;) A ,,ciachem” nie był, także mała strata;) Najważniejsze było dla mnie, żeby ten cholerny internet wreszcie działał?! No i zadziałał, co chyba widać...

Boże, czy ja zawsze muszę pisać nie na temat? No tak zbaczać z toru – to już jest skandaliczne... Chcę dobrze, a robię odwrotnie... Ale, co ja zrobię, że mój język jest taki ,,rozhuśtany”? Nie dość, że podobno dużo gadam, to i tyle samo piszę, o ile nie więcej?! Ale najwyżej czytajcie ,,po łebkach” to, co napiszę, to przynajmniej pominiecie moje często głupie myśli... No, ale na chwilę jeszcze wrócę do awarii internetu, bo dzięki temu mogłam ,,oddać się" moim pasjom;) Pewnie już myślałyście, że wielbicielowi klasyki? Nie, nie... Ja jestem wyjątkowym i nieosiągalnym gatunkiem ,,klasycznym”;)  Zrobiłam dużo różnych prac, które pokażę Wam innym razem, bo zmieniłam telefon i ten ,,bubel” za nic nie chce skonfigurować się z moim kompem?! Co za ,,dziadostwa” teraz produkują... Z poprzednim nie miałam problemu, a jeszcze robiłam nim fantastyczne fotki?! A może to jest na zasadzie ,,trochę techniki i człowiek się gubi”? Być może... Ale ja ,,rozgryzę” wszystko. I brak synchronizacji też;)

W takim razie pokażę Wam to, co niedawno dostałam od naszej blogowej koleżanki, czyli Martusi;) Pięknego, ręcznie robionego słonika, cudowne wstążeczki w kropeczki i jednokolorowe koroneczki, słodkości, które już zjadłam, dlatego nie ma ich na fotkah, brokacik, coś do ozdabiania (czego nazwy nie znam), ale na szczęście nie zjadłam i to co najbardziej mnie urzekło... A mianowicie długopis z tytułem mojego bloga;) Martuniu, bardzo Ci dziękuję;) Zrobiłaś mi tymi upominkami tak miłą niespodziankę, że po prostu brakuje mi słów, by wyrazić swoją radość;) Nie mogłam nie pochwalić się, bo robię to zawsze, kiedy niespodziewanie przychodzą do mnie upominki od Was;)


















I na zakończenie, bardzo dziękuję nowym koleżankom za odwiedziny i miłe komentarze;) Jutro do Was zajrzę, bo dzisiaj nie dam rady nadrobić tylu zaległości...  No i jeszcze pokażę Wam fotki butelki, którą pomalowałam ręcznie. 

























W rzeczywistości wygląda ładniej, ale zawsze lepiej zwalić winę na kiepski aparat w telefonie, prawda? A dobry aparat, niech sobie dalej ,,odpoczywa” w szufladzie, bo przecież nieporęczny pomimo że mały, ale w damskiej torebce zabiera zbyt dużo miejsca;) Ale za to telefon musi się zmieścić wszędzie;)




środa, 20 maja 2015

Nie ma kiecki, jest szkatułka



Wyzwanie DANUSI mi w tym miesiącu bardzo przypadło mi do gustu, bo akurat poszukuję w tym kolorze sukienki na wesele. Lubię kolor ecru. W ubiorach, w wystroju wnętrz etc. Pomyślicie zapewne ,, po czarnym, chociaż  jeden kolor lubi”. No, bo rzeczywiście tak jest. Chociaż nie do końca, bo w zasadzie lubię wszystkie kolory, ale jeśli chodzi o ubiór, to jestem zwolenniczką czarnego. Nie dlatego, że wyszczupla... Przy wadze 48 kg też lubiłam ten kolor, a tym bardziej teraz, kiedy wskaźnik wagi wyraźnie szwankuje;) A już odradzam ważenie się na elektronicznej;) Te to dopiero dodają ,,kilosów”?!

No i właśnie dzisiaj znowu biegałam z tą nieszczęsną kiecką. Nie wiem, kto je wymyślił, ale ja ich po prostu nie ,,trawię”. Kiecek rzecz jasna. Oczywiście poszukiwałam jakiejś tam ,,fru-fru” w tym kolorze, ale odruchowo sięgałam po czarne?! I znowu nie kupiłam... Nie wiem, czy ja jestem taka wybredna, czy projektanci mody pomylili się z powołaniem? Jak nie dekolt typu ,,pośladki z przodu”, to jakieś zakładki z tyłu, takie że wyglądałam jakbym miała założone przynajmniej ze trzy pampersy?! Toż to tramwaj mógłby mieć niezłą ,,zajezdnię”?! No, ale nie będę pisała już o kieckach, bo i tak śnią mi się po nocach... I to takie brzydkie, że boję się o swoją kołderkę, którą mogę zjeść ze strachu;););)

Przechodzę więc do rzeczy. W kolorze ecru zrobiłam szkatułkę. Nawet kwiatuszki w tych odcieniach. Co prawda zdjęcia je mocno przyciemniły, ale zapewniam, że w rzeczywistości są dużo jaśniejsze. Wcześniej, tym kolorem pomalowałam butelkę, ale że kwiatki, które ręcznie na niej malowałam wyszły w innych odcieniach – zmieniłam pracę, żeby Stefan nie musiał zażywać Ranigastu;) A jeszcze pewnie musiałby się dzielić z Danusią, więc sobie odpuściłam:)

No i co tu jeszcze Wam napisać? Najchętniej zrobiłabym z tego bloga pamiętnik i codziennie dodawała wpisy, ale wówczas to Wam potrzebne byłyby pampersy;) A, już wiem. Przecież muszę jeszcze odpowiedzieć na pytanie organizatorki zabawy,  jakie widzę plusy i minusy tych wyzwań? Zacznę od minusów, to Danutka czytając zapomni, co ja tu nabazgrałam i skoncentruje się na plusach;) 

Hm... Minusy... No nie będę czepiała się, jak ,,rzep psiego ogona” i nie będę wymyślała nie wiadomo czego, bo minusów nie widzę?! No gdybym bardzo się uparła, to mogłabym coś wynaleźć, ale tu naprawdę nie ma się do czego ,,przypiąć”?! Ja widzę tylko same plusy i już.  Bo mnie ta zabawa pobudza do tworzenia, poznaję nowe fajne i nie fajne osóbki, ale za to obdarzone różnymi talentami. Przecież nie muszę wszystkich od razu kochać? Bo za co? Za to że ktoś na ,,odpierdziel” napisze mi ,,super praca”? Chociaż przyznam szczerze, że 99 procent  osób bardzo lubię;) Pomimo, że ostatnio mam po kilka komentarzy... Ale wolę mniej i szczerych, aniżeli więcej ,,cukrujących dla picu”;) A moja intuicja jest niezawodna... 

Oj, jak zwykle zbaczam z toru. No, ale tak samo, jak lubię dużo mówić, tak samo lubię dużo pisać. No to teraz pokażę Wam drewnianą szkatułkę w kolorze ecru, którą ozdobiłam różyczkami z zimnej porcelany. Oczywiście to, co wystaje za szkatułki, to nie różaniec, bo ja jeszcze nie w tym ,,wieku”... To  tylko korale;) Tak dla pokazania, do czego może służyć moja szkatułka;) Oczywiście, można ją przeznaczyć na inny cel, ale to już do uznania;) W górnym rogu miał być napis, ale planowałam inny kolor, więc nie chciałam go na razie dodawać, bo chciałam zachować zasady kolorystycznej zabawy;)