niedziela, 21 września 2014

Kwiatki, to nie ,,pestka"...



Witajcie dziewczątka!
Dzisiaj Wam więcej napiszę, aniżeli pokażę, bo nie bardzo mam co, ale pokażę. Zastanawiacie się na pewno, dlaczego więcej napiszę? No to wyjaśniam wszystko po kolei. Otóż Marta http://inspiracjemarty.blogspot.com już dosyć dawno, bo w momencie kiedy biadoliłam, że opuściła mnie twórcza wena, poddała mi pomysł na zrobienie kwiatków. No więc, obiecałam jej, że zrobię je na pewno. Bo pomyślałam sobie ,,phi, co tam dla mnie zrobienie kwiatków?” A nawet wymyśliłam sobie, że zrobię karteczkę z kwiatuszkami...

Tyle tych karteczek wciąż u Was oglądam, więc wydawało mi się to ,,pestką”. No to zabrałam się za tę kartkę i kwiatki. Ale przecież ja nie zajmuję się tym, więc  oprócz kolorowych kartoników, nożyczek i kleju, nie miałam żadnych szabloników czy czegoś tam jeszcze, czym można ozdobić karteczkę?
No, jak złożyłam na pół różowy kartonik, to wyglądało na to, że jestem jednak zdolna. Potem z białego kartonika wycięłam kwiatuszki. Nawet nie rysowałam ich, tylko wycinałam jak leciało, no bo jak wiecie lubię wszystko szybko. Nie powiem,  też wyszły ładne. Przykleiłam je na karteczce, namalowałam czerwone kropy w środku i przykleiłam po trzy po przekątnej na karteczce. Pomyślałam, że całkiem niezłe...

Potem znalazłam jakiś kawałek siateczki, więc walnęłam na rogach kartki trójkąciki, by ją upiększyć. No, ale że Wasze karteczki są takie strojne, to dorobiłam kwiatkom listki. Nawet je pozaginałam, żeby odstawały i wyglądały naturalniej. I wszystko byłoby może i dobrze, żebym nie zaczęła malować tych kwiatków i listków...  A potem... Chyba domyślacie się, bo już trochę mnie znacie.

Myślałam, że Martusia już zapomniała o tych kwiatkach, a tu czytam pod ostatnim moim postem jej wpis, a na końcu, że dalej na nie czeka. Ale pamiętliwa?! O, Boże... Ja już szczękościsku dostawałam przy wycinaniu tych kwiatków, a Martusia jeszcze się ich domaga?! Kiedyś mi nawet napisała, że cyt.; ,,jak pomalujesz kwiatki, to potem psik, psik wodą z rozpylacza”...  Do tej czynności , czyli tego ,,psik, psik” już niestety nie doszłam...A  wiecie jak fajnie robi się ,,gnieciucha” z kartonu?! Ale frajda!

Nie pokażę Wam niestety tego,,arcydzieła”, chociaż robiłam fotki, bo opróżniłam już kosz w kompie. A co teraz z moją obietnicą? No przecież Marta za nic mi nie odpuści? A jeszcze, jak przeczyta te moje ,,gorzkie żale”, to będzie jeszcze bardziej czepliwa?  Muszę jakoś zrobić te kwiatki... Może z bibuły, albo z czegoś innego... I na pewno nie na żadnej karteluszce. O, nie! Wiem już. Zrobię jednego wielkiego kwiatka. Specjalnie dla Martusi, żeby raz na zawsze dała mi spokój z kwiatkami. No i z obietnicy muszę się przecież wywiązać, prawda?

A teraz pokażę Wam, jaka była reakcja kotka na moje ,,arcydzieło”... To jaka byłaby Wasza reakcja, gdybym pokazała Wam tu swoją pracę? Już sobie to wyobrażam;)



















No i żeby nie być gołosłowna, pokażę Wam dwa kubeczki , które pomalowałam w paseczki;)  Tak, żeby poprawić sobie humor;)


kubeczki ręcznie malowane




















I na zakończenie pokażę Wam jeszcze fotki kotków, które na szczęście nie reagowały na moje ,,arcydzieło". Co prawda powinnam zamieścić te fotki na drugim swoim blogu, ale już nie będę skakała po tych blogach , jak pchła;)




















  



sobota, 20 września 2014

Po przeróbce, jak nowe



Witajcie dziewczątka!
Lubię Was tak nazywać, bo zapewne różnice wieku  między  nami są różne... I dlatego piszę ,,dziewczątka” abyście Wszystkie czuły się tak samo młodo, jak ja. Bez względu na wiek...  A wieku mojego i tak nie znacie;) No chyba, że pogrzebiecie w moim profilu;)Tyle, że ja wciąż czuję się, jak ,,szesnastka”?!

A teraz do konkretu; pamiętacie  moją ramkę czy obrazek z szyszek? Nie pamiętam już czy był zgłoszony do jakiegoś wyzwania, czy konkursu... No, nie dziwcie się, że nie pamiętam... Każdą z Was czeka kiedyś  ,,sklerotico daclamote forte clape”... A zresztą, co ja to pamiętnik, żebym wszystko miała odnotowane?!

No, ale koniec żartów, bo najwyższy czas na powagę. Swój obrazek z szyszek tworzyłam jak zwykle ,,na biegu” , więc jak zwykle konkursu nie wgrałam. No, bo ja nie mam szczęścia do wygranych i co tu ukrywać. Ale dzisiaj chciałabym wrócić do tego szyszkowego obrazka, bo zrobiłam mu ramki z prawdziwego zdarzenia?!

A tym zdarzeniem, było stare, retuszowane zdjęcie w ramce. A, że u mnie reakcje często są szybkie (nota bene; nieprzemyślane) profesjonalnie wyjęłam foto i ramkę wykorzystałam do mojego obrazka. No bo nie mogłam wymyślić jej żadnej ,,obudowy”, która przykryłaby niedoskonałości...

Dobrze, że nie widziałyście tego mojego ,,profesjonalizmu” przy wyjmowaniu retuszowanej fotki, bo byście od razu zemdlały. A ja o mało co nie zemdlałam, kiedy dopatrzyłam się, jak to dawniej ,,upiększali”osoby na  portretach... Palce miałam czarne po dotknięciu, a gdybym miała złośliwe zamiary, to osobę na tym portreciku mogłabym paluchami ,,przerobić” w diabła. Ale nie mogłam, bo nie pozwoliło mi na to sumienie...

No właśnie, to jest dziwne... Teraz nie pozwoliło mi sumienie, a jak byłam jeszcze dzieckiem, to cyrklem wydłubałam na zdjęciu oczy... Nie powiem komu. Ech, chyba ten fakt pozostawię sobie na felieton, bo to zbyt długa historia...

Rozpisałam się, bo myśli mi się kłębią i wciąż zbaczam z ,,toru”. A chcę wam pokazać ten szyszkowy obrazek wykonany wcześniej, czyli bez ramki i obecny z ramką, którą wykonałam wczoraj. I wydaje mi się, że po przeróbce praca wygląda jak nowa?  Z góry dziękuję za ocenę, w której wersji według Was obrazek jest ładniejszy?

Najpierw wersja oryginalna, a potem po przeróbce....




poniedziałek, 15 września 2014

Pantofelek księżniczki



Nie macie pojęcia, jaka radość sprawia mi moment, kiedy zasiadam do komputera i zaglądam do bloga. A jeszcze, jak zobaczę nowe komentarze, to już jestem ,,cała w skowronkach”. Nie myślałam, że to tak bardzo wciąga?! A powiedziałabym nawet, że uzależnia...

No, bo jak nazwać to inaczej, kiedy mając inne zajęcia co jakiś czas pędzę do kompa, by chociaż na chwilkę zajrzeć co tu nowego?! No i kiedy ja mam mieć czas na tworzenie? Najczęściej, tak jak już wcześniej pisałam,  robię wszystko na biegu... Dosłownie wszystko?!

A jak już zasiądę w fotelu i zacznę oglądać Wasze prace, dodawać komentarze, to kładę się spać dobrze po 2.00... A rano ,,śpiąca królewna” ledwo patrząca na oczy znowu zasiada do kompa z ciekawości, co tam te dziewczątka ,,naskrobały” pod nowym postem? No i proszę, już jest po 23.00 a ja oczywiście tu jeszcze grasuję. A miałam się wcześnie położyć...

No, ale teraz muszę pokazać Wam inną pracę, czyli „wystrugany” i ,,wydłutowany” z drewna pantofelek. Pomalowałam go na czerwono, a potem namalowałam na nim srebrne kropki i kwiatuszki, a w ich środkach przykleiłam cyrkonie. Nie jest zbyt duży, bo ma 15 cm długości o 6 cm szerokości, ale  jakieś drobiażdżki zawsze można w nim ukryć.  No i oczywiście jest kilkakrotnie lakierowany;)

No, co ja poradzę na to, że lubię robić wciąż coś innego? A teraz poskaczę po Waszych blogach, a Wy sobie popatrzcie na czerwony bucik;) Pozdrawiam Was gorąco;)






Zanim kliknęłam ,,opublikuj", przypomniało mi się, że przecież ten bucik mogę wrzucić do wyzwania Danusi http://danutka38.blogspot.com/ pt. ,,Czerwony wrzesień"? Całe szczęście, że jeszcze zdążyłam...