piątek, 3 czerwca 2016

Porcelanowa rodzinka



Korzystając z dwóch pochmurnych dni, postanowiłam dokończyć swoje kolejne ,,dzieła” z zimnej porcelany, czyli dwie pannice: jedną we wrzosowej kiecce, drugą w seledynowej. Oczywiście, wykorzystałam je jako ozdoby świeczników, bo samodzielnie stać za nic nie nie chciały;) Nie są jeszcze doskonałe, ale mam nadzieję, że kiedyś dojdę do wprawy. No i zaświtała mi ostatnio myśl o innych postaciach, także niedługo spróbuję zrobić coś innego. Podoba mi się tworzenie tych lalek, ale denerwuję mnie to, że ta porcelanka tak szybko schnie...


Zawsze lubiłam lalki. W dzieciństwie miałam ich dużo, ale ich żywot nie był zbyt długi, bo najczęściej poddawane były zabiegom operacyjnym. A ja marzyłam, żeby zostać lekarzem... I to chirurgiem?! Dlatego moje lalki miały zawsze rozcinane brzuszki... Pluszowe miśki  zresztą też... Jednym słowem: byłam strasznym ,,psujem”;)  No, ale przecież to świadczyło między innymi o dziecięcej ciekawości, co te lalki czy miśki mają w brzuszkach...


Znowu przeniosłam się w czasy dzieciństwa i mogłabym tak sobie wspominać w nieskończoność wszystkie swoje ,,wyczyny”. A planowałam krótkiego posta, by pokazać tylko te dwie,nowe lalki. Dzięki nim, powiększyła mi się ,,porcelanowa rodzina” , a więc pokażę jej zdjęcie na samym końcu;) Moim zdaniem, prym wiedzie jednak moje pierwsze dzieło, czyli lalka w niebieskim ubranku, ale ocenę pozostawiam Wam;) Pozdrawiam wszystkich cieplutko i zabieram się za prace do zabaw naszych blogowych koleżanek;)


świeczik z różami lalka z zimnej porcelany

świecznik z postacią

Swiecznik z zimnej porcelany z lalką



 

 

poniedziałek, 30 maja 2016

Od Gosi dla Gosi



Nie bardzo miałam ochotę na robienie karteczki, bo piękna, słoneczna pogoda nie jest odpowiednim momentem, by siedzieć w domu w stosie papierków... Ale, czego się nie robi dla przyjaciół? Ja bynajmniej jestem w stanie zrezygnować ze wszystkich przyjemności. I zrezygnowałam ze ,,słonecznej kąpieli”, aby zrobić imieninowy prezent przyjaciółce. Nota bene mojej imienniczce;) Tylko tak się składa, że obie obchodzimy imieniny w innych miesiącach;)

Gosia zażyczyła sobie bransoletkę z przewagą złotego koloru, a więc jedno jej życzenie spełniłam.

bransoletka, perełki, koraliki złote

Dodatkowo zrobiłam jej rozkładaną karteczkę. I też ze złotymi dodatkami;) Obowiązkowo ozdobiłam ją różyczkami z ,,zimnej porcelany”, bo te ozdoby traktuję już jako znak rozpoznawczy moich kartek. Lada dzień mój skromny prezencik poleci do Łodzi i mam nadzieję, że spodoba się mojej Gosi;)


kartka imieninowa, ozdobiona rożyczkami z zimnej porcelany



Dzisiaj nie będę rozpisywała się, bo mam w planach pokazanie innych prac, które czekają na ,,dopieszczenie”. Nie będę więc wyskakiwała ,,przed orkiestrę” i nie zapowiem, co pokażę w następnym poście, bo u mnie wszystko zmienia się, jak w kalejdoskopie. Pozdrawiam cieplutko wszystkie moje obserwatorki;) A zwłaszcza nowe osóbki;)

środa, 25 maja 2016

Dla Ciebie Mamo...



Myślę, że warto mieć świadomość tego, co tak naprawdę jest nam w życiu potrzebne, a co zbędne... Co nas cieszy, a co denerwuje i upokarza... I myślę, że warto dzielić się z innymi tym, co myślimy i czujemy... Nie oznacza to jednak, że każda moja publikacja na tym blogu - jest moim fochem. Należy traktować je z lekkim przymrużeniem oka... 


                                                   



rys. Małgorzata O.


Dzień Matki, to chyba jedyne święto, które tradycyjnie obchodzimy. Święto nie ,,spapugowane” z zachodu, jak przykładowe ,,Walentynki”... W tym dniu, kobiety mające dorosłe dzieci otrzymują kwiaty, tańsze lub droższe upominki, słodycze i kwiecistym językiem wyrażane życzenia. Wszystkie Matki cenią je, zachwycają się, są wdzięczne, ale kiedy dzieci już wyjdą - większość z pewnością sięga do szuflady z najmilszymi pamiątkami. Bo czy markowe kosmetyki, najmodniejsza bluzka, bądź słodycze rozkoszujące podniebienie mogą być cenniejsze od malowanej laurki, na dodatek nie wprawioną jeszcze dziecięcą rączką?

niedziela, 22 maja 2016

Z marchewką ,,za pan brat”



Nie przepadam za marchewkowym kolorem. Ale taki właśnie wymyśliła DANUSIA
do swojej majowej zabawy. No za nic, nie mogłam niczego w tym kolorze wymyślić? Najpierw  zaczęłam malować kredkami jakiś kwiatek. Ale, że za nic nie dał się wyraźnie sfotografować, dałam sobie spokój z tym kolorem. Pomyślałam, że przecież nic się nie stanie, jeżeli jedną zabawę ,,zawalę”? Ale myśl o tym, że zawiodę Danusię, nie dawała mi spokoju...

Postanowiłam pobawić się zimną porcelaną. Bo jak coś robię, to wówczas intensywnie myślę. Zrobiłam dwie lalki, które pokażę innym razem. No i dzięki temu intensywnemu myśleniu, zrobiłam nie tylko marchewkową bransoletkę, ale i marchewkowego ludzika do zabawy carvingowej;) Ideałem to on nie jest... Nawet nie ma nazwy, bo trudno ,,toto” do czegoś przyrównać... Ale najważniejsze, że go ,,wystrugałam”. Miał właśnie brać prysznic, ale zawstydził się biedaczek, kiedy ujrzał mnie z telefonem w ręku, więc przybrał pozę leniwca;) Cieszę się, że już dwie zabawy mam za sobą;) Cieszę się też, że nie zawiodłam Danusi;) Zwłaszcza z pracą carvingową, bo jak przed chwilą zajrzałam na jej bloga, to Stefania chyba usycha z głodu... Zachęcam Was do udziału w tej zabawie. Mnie wykonanie tego ludzika, zajęło dosłownie dziesięć minut;)

marchewka ogórek carving



W wytycznych do zabawy dozwolone było dodanie koloru białego i zielonego, więc moja bransoletka ma właśnie takie kolory. Jednym słowem: marchewka z groszkiem. Nosiła jej na pewno nie będę, bo to nie moje kolory. Co prawda mam jedną bluzkę w tym kolorze, nawet fajną, ale noszę ją tylko w domu, bo wyjść w takiej ,,neonówie” na ulicę nie chciałabym... Marchewkę lubię, ale tylko w postaci surówki. Bo ja ani nie ,,warzywna”, ani nie ,,owocowa”. Brrr... Na myśl o owocach strzyka mi za uszami i dostaję ślinotoku...

koraliki pomarańczowe toho, bransoletka pleciona, makrama


 
Pokażę jeszcze nieudaną fotkę mojego rysunku, który to miał być główną pracą do zabawy. Nie wiem, co jest za kwiatek. Namalowałam go kredkami Bambino. Jeśli Danusia uzna, że można tę pracę też dołączyć d zabawy, to nie mam nic przeciwko temu? Co prawda, chwalić się za bardzo nie ma czym, ale to też przecież praca w marchewkowym kolorze. No i jak widać nie ,,zawaliłam” zabawy w tym miesiącu? A można by nawet rzec, że zrobiłam trzy prace;) Bo ja nigdy nie ,,zawalam”. Najwyżej robię coś w ostatniej chwili. Co by to nie było... Bo skoro zadeklarowałam chęć udziału w zabawie, to muszę dotrzymać słowa;)

kwiatek pmarańczowy malowany kredkami bambino


I na zakończenie pokażę zdjęcie marchewek, które publikowałam na  swoim drugim blogu FOTOPSTRYCZEK. Będę go chyba pomału likwidowała, bo chciałabym wszystko zamieszczać na jednym. Zarówno felietony, jak i zdjęcia. Niektórzy zapewne już widzieli te śmieszne marchewki, ale większość pewnie nie. Coś mi się wydaje, że od dzisiaj będę chyba z marchewką za ,,pan brat”;) 

marcghewka, śmiesznt wygląd,