Zauważyłam, że na wielu blogach robi się już świątecznie,
więc postanowiłam pokazać swoje prace. Pierwsza, to choinka z szyszek,
ozdobiona laskowymi orzechami, które pomalowałam czerwoną farbą. Zielone wstążeczki
zrobiłam z marszczonej krepiny, a brzegi posypałam brokatem. Różowe ozdóbki w
kształcie kółeczek, zrobiłam z papierowej wikliny i pomalowałam acrylową farbą.
Koszyczek, w którym umieściłam choinkę, też jest z
papierowej wikliny. Jest to pierwsze z moje dzieło w tej technice, która do
dnia dzisiejszego mi nie wychodzi... No, nieudaczne trochę, ale niedoskonałości
zakryłam koronkową wstążką. Miałam go już dawno wyrzucić, ale było mi szkoda...
No i przydał się, bo jego wszelkie wady ukryły się pod szyszkową choinką;) No
nie umiem pleść tych koszyków, bo wychodzą mi jakieś pokraczne, a zakończenie,
to już dla mnie czarna magia, ale jakoś swoim sposobem je wykańczam... A, że
byle jak, to trudno. Kiedyś się nauczę;)
Pamiętam, jak chodziłam do przedszkola, to pani przedszkolanka
robiła okrągłe bombki – jeżyki. Zakręcała jakoś bibułę na ołówku i wychodziły
fajne ozdóbki;) Nie podejrzałam tej techniki, bo zawsze miałam swoje własne
pomysły. Najczęściej głupawe, ale... Uwielbiałam wówczas ten przedświąteczny
okres, bo przedszkolanka świetnie potrafiła wprowadzić ten świąteczny nastrój.
A jak miał się pojawić Mikołaj, to udawałam takiego aniołka, jakim w
rzeczywistości nigdy nie byłam... I wierzyłam w opowieści, że do domu Mikołaj wchodzi
przez dziurkę od klucza? Ale przyłapałam go kiedyś, jak po cichu otwierał szafę;)
Wyskoczyłam wówczas z łóżeczka z wrzaskiem: ,,Mam Cię!” I w ten sposób, w dość wczesnym dzieciństwie przestałam
wierzyć w Mikołaja... No i znowu odbiegłam od tematu, a chciałam Wam pokazać
jeszcze kilka innych choinek. Tak więc koniec wspomnień. Wracam do
rzeczywistości;)
A tu będzie niemalże cały las... Te choinki też zrobiłam z krepiny,
którą warstwami okleiłam stożki z wytłaczanek po jajkach. Każdą z nich
delikatnie upiększyłam. A to brokatem, a to cekinami i perełkami, i mam zamiar
wykorzystać je do jakichś świątecznych stroików. Także niebawem pokaże je
jeszcze raz. Tyle, że każdą z osobna.
Chyba macie rację, że powinnam zabrać się
za pisanie książki... Sama już kiedyś o tym myślałam, a nawet znalazłam fajne
wydawnictwo. Ale jakoś nie mam natchnienia... Zauważyłam, że przychodzi ono
wówczas, kiedy piszę posta. Wtedy nasuwa mi się mnóstwo myśli, mnóstwo
wspomnień, tylko większość raczej nie do publikacji z uwagi na moje głupawe pomysły,
które niestety miewam do dnia dzisiejszego...


