piątek, 21 listopada 2014

Blogowe manipulacje



Witajcie dziewczątka;)
Chociaż raz wstawiam posta o normalnej porze, a nie wtedy kiedy normalni ludzie już śpią;) Ale Was zaskoczyłam, prawda? Zastanawiam się, ile tekstu mogę wstawić, abyście mogły wszystko przeczytać? No, bo ta wyskakująca reklama i mnie już chwilami doprowadza do szału. Może uda mi się w jakiś sposób ją ,,przechytrzyć”?

Nie wiem, czy to dobry pomysł, ale pomyślałam, że w miejscu, w którym ona się pojawia, wstawię jakąś fotkę, a tekst posta wstawię poniżej. I niech sobie reklama siedzi na fotce, a ja spokojnie będę sobie pisała. Zawsze resztę zdjęć mogę wstawić później. Tylko nie jestem pewna, czy mi się to uda? Czy wpasuję się z fotką pod reklamę?

No, ale Polak to podobno kombinator, a  ja przecież też ,,Polaczka” więc zaryzykuję... Dlatego na początek wstawię Wam fotkę szklanej kuli, a raczej kulistego naczynia, które ręcznie pomalowałam. W rzeczywistości malowidło wygląda lepiej, aniżeli na fotce, ale bardziej chodzi mi o przetestowanie mojego chytrego planu, skierowanego przeciwko reklamie... Bo tak naprawdę, to miałam zamiar pokazać Wam coś innego;) A teraz UWAGA! Zaczynam eksperyment;) Także, czy trafię czy nie, okaże się dopiero po opublikowaniu posta. Zupełnie, jak w totolotku;)
































Na tym ostatnim zdjęciu, kolory są takie, jak w rzeczywistości, bo poprzednie fotki robione były w innym miejscu. Zapewniam, że nie robione z drabiny i nie pod sufitem;) Hura!!! Udało się! A więc dokąd nie zmienią mi położenia reklamy, będę robiła tego typu ,,blogowe manipulacje". Nawet nie musiałam pisać, że ja ,, Polaczka", bo od razu widać, słychać i czuć prawda?

środa, 19 listopada 2014

Ktoś o Wielkim Sercu...



Witajcie dziewczątka;)
Nie wiem, czy o takiej porze, w której piszę posta mam Wam powiedzieć ,,dobry wieczór”, czy ,,dzień dobry”? Ale bez względu na porę, musiałam napisać?! Bo nie wiem, czy Wy, będąc na moim miejscu wytrzymałybyście, żeby nie podzielić się bardzo radosnym wydarzeniem? Tak, dla mnie jest to właśnie wydarzenie!  I to bardzo radosne! A więc w skrócie wszystko Wam wyjaśnię...

Przyznam szczerze, że zazdrościłam wszystkim, robiącym karteczki tej umiejętności, no ale myślałam sobie, że nie będę ,,papugą”, bo byłoby to nie fair. Niejednokrotnie pisałam , że nie umiem robić karteczek, no bo nie miałam bladego pojęcia z czego się je robi, jak itd. Myślałam, że te wszystkie ozdóbki są ręcznie wycinane małymi nożyczuszkami do obcinania paznokci?!

No, bo skąd mogłam wiedzieć, że jest takie cholerne ,,ustrojstwo”, za pomocą którego można sobie zrobić te miniaturowe cacuszka?! Po prostu nie interesowałam się tym.... Ale karteczki nie dawały mi spokoju, dlatego jedną, którą nie tak dawno widziałyście zrobiłam ręcznie. Takie ,,byle co”, ale byłam dumna, że zrobiłam samodzielnie.


Ale nie wiecie, dlaczego to określenie ,,byle co” ujęłam w cudzysłowiu? Bo przypomniało mi się, jak mój syn Mateusz obchodził swoje drugie urodziny. Siedział akurat na nocniku, kiedy przyszła moja ciocia i wręczyła mu paczuszkę. Była w niej śliczna biała bluzeczka z granatowo- czerwonymi lamóweczkami i piękny, pluszowy miś Coala. Oczywiście pulchne łapki najpierw dorwały misia. Szczęśliwa ciocia, pewna, że trafiła w gust dziecka zapytała cyt. ,,Mateuszku podoba Ci się?” Po długim oglądaniu misia Mateusz rzekł; ,, takie byle co”... Ma tego misia do dzisiaj. I nazwa do misia też przylgnęła;)

Ale znowu dopadała mnie chwila wspomnień, a ja tu chciałam napisać o swojej radości. Nie, nie... Mój syn nie ma mojego charakteru, bo ja w przeciwieństwie do niego cieszę się z najmniejszego drobiażdżku. I właśnie dzisiaj zawitał do mnie listonosz. Jak na złość nie było mnie w domu, bo pewnie cmoknęłabym go wreszcie w rękę, za to że przyszedł nie tylko z rachunkiem za telefon, ale za to, że przyniósł mi paczuszkę. Mało palców u rąk nie poobcinałam, kiedy odcinałam brzeżek koperty, bo odkleić się nie dał;)

A teraz muszę Wam najpierw pokazać wszystkie cudeńka, które dostałam. Czyli dosłownie wszystko to, co potrzebne jest do robienia karteczek?! Kolorowe kopertki, kwiatuszki, choineczki, dzwoneczki, reniferki w różnych kolorach, dziecięce wózeczki z maciupeńkim, plastikowym smoczkiem, gwiazdeczki, maciupeńkie różyczki i moc różnych ozdóbek, których nazw nawet nie znam?! Wszystko to poukładałam w pudełeczku, bo to są moje skarby!Trochę niewyraźnie wyszły mi zdjęcia, bo robiłam je wieczorem, ale myślę, że wszystko zobaczycie.

A wiecie dlaczego w posta wplotłam historyjkę z urodzin syna? A żeby najważniejszego, czyli ujawnienia tego, kto jest osobą o wielkim sercu nie zasłoniła mi ta wyskakująca reklama?!  No trzeba sobie jakoś radzić, prawda? Oczywiście problem zgłosiłam tam, gdzie trzeba, więc musicie uzbroić się w cierpliwość, bo mam nadzieję, że lada dzień już nie będzie ,,właziła” na mój tekst;) Przynajmniej taką odpowiedź dzisiaj otrzymałam.

No, ale o wszystkim mowa, a o prezentach, ani słowa. Oto one;



































A teraz najważniejsze; Osobą o WIELKIM SERCU jest RENIA http://karteluszki-reni.blogspot.com/ . Jest osobą, do której bardzo często zaglądam, odkąd założyłam bloga. Jej karteczki po prostu mnie urzekły, nie wspominając o częstotliwości ukazywania się ich. Renia karteczki wypuszcza, jak automat;) Najczęściej nie nadążam z komentarzami. Napiszę jeden, a tu za chwilę nowa karteczka?! Każda inna, pomysłowa i gustowna. Naprawdę warto zajrzeć na jej stronę, aby chociaż ,,nacieszyć wzrok”;) No i zawsze można coś podejrzeć;)

Renia przeczytała gdzieś w komentarzach o moich chęciach i problemach ze zrobieniem karteczki. Poprosiła mnie o podanie adresu i napisała cyt. (...),, Chcę Ci wysłać drobiażdżek do karteczek. Mam po prostu taką potrzebę prosto z serca (...). Czy nie zasłużyła na miano osoby o Wielkim Sercu? Zasłużyła. Bo przecież miał to być drobiażdżek, a nie duża paczka z tyloma cudeńkami?!
Reniu, nawet nie wyobrażasz sobie, jaką  radość mi sprawiłaś? Szkoda, że nie widzisz, jak bardzo cieszę się  z tego wielkiego ,,drobiażdżka”;) Nie wiem, jak wyrazić mam swój zachwyt i podziękowanie. Na razie napiszę Ci tylko dwa słowa też prosto z serca; bardzo Ci dziękuję...






 


wtorek, 18 listopada 2014

,,Bombeczki" i choineczki



Witajcie dziewczątka;)
Przepraszam , że znowu pojawiam się tak późno, no ale co ja zrobię, że nie nadążam za Wami? Nie wiem, kiedy tworzycie te swoje dzieła i publikujecie je w normalnym czasie, a ja ciągle o północy, albo i po? Jak nie czytam Wasze posty, to komentuję i nie mam czasu na swoje ,,arcydzieła”, które jak wyczytałam z komentarzy, co niektórym kojarzą się....;) I wcale się nie dziwię, bo ja też mam tych skojarzeń multum;)

Odnośnie tych skojarzeń, to bardzo często w zwierzętach, a najczęściej w psach widzę podobiznę do ludzi... Ale mam wtedy ubaw ,,po pachy”?! No i znowu muszę wrócić do wspomnień z lat szkolnych, tym razem licealnych... Ale akurat nie do skojarzeń, tylko do tego, że wówczas byłam niesamowicie ,,rozkoszna” .

Na jednej z lekcji  historii moja koleżanka z jednej ławki została wezwana do tablicy. Koleżanka akurat nie była na to przygotowana. A zresztą, kto był?! Ja w tym czasie siedziałam skulona, byleby tylko ,,historyca” mnie nie dojrzała, bo bałam się, że i mnie zaprosi tam, gdzie nie lubiłam ,,sterczeć”... No i  kiedy ona miała odpowiadać na pytania, chciałam jej jakoś podpowiedzieć, pokazując coś na migi. Koleżanka raz i drugi parsknęła śmiechem;) A, że ja byłam i jestem ,,wiercipiętą”, pękło krzesełko, na którym siedziałam;)

Krzesełka złożyć do kupy nie mogłam, więc  schwyciłam nogę krzesła i zaczęłam nią wymachiwać , by jeszcze bardziej rozśmieszyć koleżankę, której przy tablicy już niestety nie  było, bo ,,historyca” wyrzuciła ją za drzwi. Ale ja tego nie zauważyłam.... No i co? Też wyleciałam za drzwi... Na korytarz, który był moim ulubionym miejscem;) No trzeba było sobie jakoś radzić, żeby nie wzywali do tablicy, prawda? 

No, nie... Ja sama ze sobą już nie wytrzymuję, wreszcie opiszę wszystko od momentu narodzin, a może nawet sprzed?! Ok. Kończę, bo tak naprawdę, to celowo Was wstrzymałam;) Domagałyście się ode mnie pokazania bombki. No, ale nie wiem, jaką bombkę miałyście na myśli? Bo ,,bombek” jest mnóstwo. A ja mam ich w zanadrzu bardzo duuuuużo... Od następnego postu, moją ,,bombką” będą dowcipy lub humory zeszytów szkolnych, publikowane po zakończeniu posta. Chcecie , czy nie? 

A teraz pokażę Wam miniaturowe bombeczki na miniaturowej choineczce. Ale Was przetrzymałam;) Myślałyście już pewnie, że nic świątecznego nie jestem w stanie zrobić? Jakie by nie były, ważne, że zrobiłam, prawda?




Stroiki świątezne



















P.S. A w tej zasłaniającej reklamie, klikajcie na krzyżyk, czy nie wiem na co, to może zniknie na czas czytania.... Robię, co mogę, by ją zmniejszyć, ale na razie jestem na etapie ,,raczkowania" w tej dziedzinie, czyli obsłudze tego ,,ustrojstwa... Może ktoś ma na to sposób?

sobota, 15 listopada 2014

Kubeczki zamiast choineczki



Witajcie dziewczątka;)
Widzę, że na Waszych blogach ,,królują” świąteczne ozdóbki, a mnie jakoś nie świątecznie jeszcze.... Zresztą, chyba nigdy mi nie było, bo jak pamiętam z lat przedszkolnych, to nie lubiłam robić łańcucha z klejonych w kółeczka paseczków kolorowego papieru... Nudziło mnie to i już! Zdecydowanie wołałam rysować nogi ,,pani przedszkolanki”;)

To samo robiłam w szkole. W każdym zeszycie, które zresztą mam do dnia dzisiejszego, na ostatniej stronie, czyli na okładkach zeszytów – rysowałam najczęściej nogi nauczycielki, która w tym czasie pisała coś na tablicy, albo całą osobę;) Nie wspomnę już o sprośnych wierszykach na temat nauczycieli, które pisałam w czasie lekcji i puszczałam je w ,,obieg”. Wszyscy się cieszyli, dopóki nauczycielowi nie wpadł w ręce... 

Wiadomo, że dzieciaki zawsze ,,sypały”  autora... No, przyznam, że nie było to miłe, zaś ja śmiałam się do rozpuku;)  Ale najmilszym momentem było wypraszanie mnie z klasy na korytarz, bo tam mogłam wyśmiać się do bólu i nie uczestniczyć  dalej w lekcji?! No właśnie, pomijając te wierszyki, to ja bardzo często wybuchałam śmiechem. I nie tylko na lekcjach... Śmiech dopadał mnie jak na złość, w najbardziej poważnych chwilach? I co najgorsze, mam to dnia dzisiejszego...

No, ale koniec wspomnień, bo rzeczywiście chyba powinnam napisać książkę. Tylko kto chciałby czytać o tych wszystkich moich zwariowanych pomysłach, czy przygodach?  No, ale już wracam do tematu, bo nawet kłódka dla mojego ,,dzioba” to, żadne zabezpieczenie;) A więc , tak jak napisałam na wstępie nie jest mi świątecznie i co ja na to poradzę?

Nie znaczy to, że nic nie robię. Robię, tylko nie to co wszyscy. Przyznam się bez bicia; zawsze byłam przekorna i robiłam na odwrót. Nie znaczy to, że robię Wam na przekór, bo każdy robi to, co lubi, prawda? No więc, zamiast malować bombki, czy inne cuda, ja sobie maluje kubeczki, szklaneczki itp. No to teraz pokażę Wam swoje kubeczki. Może fotki nie są idealnej jakości, bo zawsze gdzieś padnie światło, ale zawsze coś tam dojrzycie i będę wdzięczna, jak je ocenicie;)