piątek, 7 listopada 2014

Moja druga nominacja



Nie wiem, czym zasłużyłam sobie u Ani http://annaskonieczna.blogspot.com/ na nominację do nagrody Liebster Blog Award, ale jestem jej niezmiernie wdzięczna;) Aniu bardzo, bardzo dziękuję;) Lubię odpowiadać na pytania, dlatego chętnie biorę udział w zabawie.

Jak już wszystkim zapewne wiadomo, nominowana osoba odpowiada na pytania i nominuje następne jedenaście innych blogów do nagrody. Jest to druga moja nominacja, jednakże pierwsza niezbyt mi się powiodła, dlatego nie mam chęci na nominowanie kolejnych osób... Mam nadzieję, że Ania mi to wybaczy? Ale w zamian za to chętnie i wyczerpująco odpowiem na jej pytania.

1.Czym jest szczęście?
Szczęście jest moim zdaniem emocją, ale zmienną. Dzisiaj można czuć się szczęśliwym, a jutro już nie... Dla jednych szczęściem jest np. ,,kasiora”, ,,euro-chata”, ,,wypasiona fura”, zaś dla innych szczęściem jest fakt, że mają jako taki dach nad głową, że mają co zjeść i cieszą się dobrym zdrowiem. Optowałabym za tą drugą wersją. A dlaczego? Już uzasadniam. ,,Kasiora” dziś jest, jutro może jej nie być. I zdrowia się za nią nie kupi. ,,Euro-chata” – rzecz nabyta, z braku ,,kasiory” może ją zagarnąć komornik. Drogą ,,Furę” ,, rąbną” gdzieś pod marketem i do jazdy zostaną jedynie ,,autobuty”, albo hulajnoga...

2.Co daje Tobie blogowanie?
Blogowanie... Dobre pytanie. Gdyby nie wszystkie Danusie, Bożenki, Kasie czy Anie, nie miałoby sensu moje blogowanie. Daje mi przede wszystkim możliwość poznania mnóstwa fajnych, przebojowych osóbek. Bo gdzie ja bym je poznała, skoro mieszkają w różnych krańcach Polski czy nawet świata? Poza tym, mam gdzie pokazać swoje ,,twory” bez względu na to, czy jest to praca dobra, czy jakiś tam ,,bubel”. I powiem szczerze, że najbardziej lubię pokazywać te nieudaczne, bo przynajmniej jest się z czego pośmiać;) Gdyby wszystko było ,,och” i ,,ach” byłoby po prostu nudno i ,,sztywnie”, czego nie cierpię...

3. Z jakiej rzeczy z Twoich robótek jesteś najbardziej dumna?
Jak dotychczas z żadnej. Ale myślę, że wkrótce będę dumna. Chociaż tak naprawdę jestem dumna ze szczątka miseczki, którą chciałam zrobić z glinki samoutrwardzalnej. Okleiłam nią fajną, szklaną miseczkę, ale jak zdjęłam glinkę – połamało się niemalże wszystko i pozostał tylko szczątek, który sobie pomalowałam i pokazałam na blogu. Dzięki temu ,,szczątkowi" poznałam Anię I. Bo jak go zobaczyła, to leżała na klawiaturze i podobno ,, kwiczała”;) No, bo przypominał jej porcelanę z Chodzieży... A jak tak lubię, jak dziewczyny ,,kwiczą”;) I ja z nimi też;)

4. Największe marzenie?
Nie mam marzeń, bo one nigdy się nie spełniają... Więc wolę żyć w realnym świecie, a nie w świecie marzeń, bo to bez sensu... W tej chwili marzy mi się jedynie ,,fura” elemencików do robienia karteczek, które mi się zaczęły podobać (o maszynerii jako takiej do tego już nie wspomnę) , dużo kolorów reliefów i pastele olejne, bo mam chęć na malowanie obrazów tą techniką. I więcej marzeń nie mam?

5. Jakimi trzema zasadami się kierujesz w życiu?
Ja mam akurat cztery zasady... Miłość, życzliwość, lojalność i sprawiedliwość. Tym sie w zyciu kieruję.

6. Jak spędzasz wolny czas?
Myślę, że tak jak wszyscy bloggerzy... No ślęczę przed kompem, żeby do wszystkich zajrzeć i pozostawić komentarz, ślęczę nad swoimi ,,tworami”, a jak mam już ich dosyć i opuszcza mnie twórcza wena, wyciągam małżonka na rybki;) A raczej oboje wyciągamy się... Jeszcze inaczej to sformułuję; rozumiemy się bez słów, bierzemy ekwipunek i ,,wypad” gdzieś nad wodę;)

7. Najbardziej szalona rzecz, przygoda jaką zrobiłaś w życiu?
O Boże... Ja w ogóle jestem szalona od urodzenia... Z ręką na sercu przyznaję, że całe życie od dzieciństwa do dnia dzisiejszego mam szalone pomysły... To chyba daje się wyczuć tutaj, nawet w odpowiedziach na pytania?  To może, żeby było ciekawiej opowiem o szaleństwie z dzieciństwa, którego akurat nie pamiętam. Opowiedziała mi o tym moja mama. Otóż , jak miałam zaledwie cztery ząbki, podobno pogryzłam żyletkę i byłam cała zakrwawiona, a zarazem zapewne bardzo szczęśliwa... Zaś następnym razem dorwałam czerwoną szminkę i wymalowałam sobie nią całą twarz. Moja mama podobno o mało nie zemdlała, bo myślała, że znowu ,,pożarłam” żyletkę;) O innych szaleństwach nie napiszę, bo od razu Blogger by mnie stąd  ,,wyeliminował”;)

8. Najlepsza potrawa jaką jadłaś?
Lubię praktycznie wszystko, a najlepszej potrawy jakoś nie mogę sobie przypomnieć... Być może była serwowana ze zbyt  dużą ilością drinków... (?) Nieważne, że nie pamiętam. Wiem jedynie, że najlepszą potrawą jest karp smażony tylko i wyłącznie przez mojego męża. Mniam... Paluszki lizać.

9. Gdzie szukasz inspiracji?
Nie wysilam się wcale... ,,Hulam” po Waszych blogach i coś tam zawsze znajdę;) Ale nie kopiuje, przysięgam. A tak naprawdę, to inspiracja dla mnie jest wszystko, co mnie otacza, co ciekawe. Nawet zwykły listek na sosnowej gałązce, czy tutka po papierze toaletowym. We wszystkim widzę coś, z czego można by zrobić jakieś niepowtarzalne ,,arcydzieło”. I zbieram wszystko. Zastanawiam się tylko, czy nie jest to schorzenie zwane kleptomanią;)

10. Prawdziwa przyjaźń istnieje?
Myślę, że istnieje... Chociaż różnie to bywa. Kiedyś miałam mnóstwo przyjaciółek, lecz z czasem wszystko się zmienia; miejsca zamieszkania, brak czasu etc. I po przyjaźni... Przyjaźń, to jak kobieta – też zmienną jest;)

11. Najlepsza muzyka zamknięta jest w utworze...
Ojej, to dla mnie jest najtrudniejsze pytanie.... Jestem wszechstronnie uzdolniona, w tym muzykalnie, ale nie potrafię chyba odpowiedzieć na to pytanie.... Uwielbiam różne utwory muzyczne, ale nie mogę ,,rozgryźć” pytania.... Bo przynajmniej moim zdaniem, muzyka w utworze – jest na pierwszym planie. To ona najpierw wpada w moje ucho, a potem dopiero słowa. Dlatego nie rozumiem sformułowania ,,zamknięta”... Ale zostawmy to w spokoju, bo nie po to odpowiadam na pytania, by tu sobie polemizować;) Najważniejsze, że odpowiedziałam na wszystkie;)

Jeszcze raz bardzo Ci dziękuje Aniu za nominację;) Jestem z tego bardzo dumna;)  








środa, 5 listopada 2014

,,Coś” różopodobne



Hej dziewczątka;)
Stanęłam przed nie lada wyzwaniem, czyli zrobieniem bukiecika róż. I to już?! I miałam na to jedynie trzydzieści minut?! A ja przecież w tej dziedzinie jestem ,,noga”... No, ale cóż? Jak trzeba, to trzeba. Trochę tam kiedyś podglądałam Wasze techniki robienia różnych kwiatków, ale nie zapamiętałam....
A tu czas ucieka?! 

Całe szczęście, że miałam chociaż ,,tworzywo”, czyli bibułę. No więc pocięłam ją w paski, pośliniłam paluchy i zaczęłam zwijać brzegi. Ręce mi się trzęsły jak  ,,menelowi” na kacu, no bo przerażał mnie dodatkowo ten uciekający czas... Skręcanie szło mi nawet dobrze, tylko co dalej? Zaczęłam jakoś tam zwijać bez ładu i składu i czym więcej zwinęłam, tym szybciej dostrzegłam, że jednak taka ,,ciapa” nie jestem. Bo te zwitki zaczęły swym wyglądem przypominać róże? 

Po uformowaniu kwiatucha, od spodu wepchnęłam patyczek do szaszłyków, bo za coś ten kwiatek trzeba trzymać, prawda?  Owinęłam patyczek paseczkiem zielonej bibuły, a potem tym samym sposobem, w jaki robiłam kwiatki skleciłam listki i przykleiłam pod kwiatkami. Pod samym spodem oczywiście, bo pomyślałam, że resztę czymś tam owinę, to więcej listków nie potrzeba. No jednym słowem; poszłam na łatwiznę... Ale pięć różyczek zrobiłam;)

Może niezbyt udane, ale jak na pierwszy raz i w takim tempie, to chyba nie są takie najgorsze... Co prawda, wyglądają jak zwiędłe, ale po takim maltretowaniu, to i żywym by łebki opadły. Albo odpadły;) A jednak potrzeba jest matką wynalazku. Musiałam i zrobiłam. I z tego się cieszę. A może mnie trzeba w ten sposób mobilizować do robienia tego, na co nie mam chęci, bądź nie potrafię? Bo jak widać, jednak wyszło mi ,,coś” różopodobne... 






niedziela, 2 listopada 2014

Nie chcę być ,,paszą”...




Hej dziewczątka;)

Ledwie co opanowałam poruszanie się na blogu, a tu już mnie chcą ,,wrzucić na głęboką wodę”?  Wiem, że Martunia inspiracjemarty.blogspot.com chce dla mnie dobrze, ale Wy chyba nie chcecie jeszcze w tym roku robić dla mnie wiązanki z jodły;) No zalogowałam się na Bloglovin, wstukałam swoje namiary łącznie z numerem telefonu (dobrze, że nie musiałam podawać numeru buta lub biustonosza) i wrzucili mi na skrzynkę potwierdzenie, ja w oczywiście też potwierdziłam, że ja to naprawdę ja...

Potem przyszło kilka informacji tzn. pooglądałam sobie jakieś obcojęzyczne blogi i tyle. Próbowałam skorzystać z informacji zamieszczonych u Diany, jak to ,,ustrojstwo” uruchomić, ale ja takiej tabelki jaką pokazała u siebie nie widziałam... No i przed chwilą znowu tam sobie weszłam, żeby ,,luknąć” czy może coś się zmieniło... No, bo przeczytałam wpis Marty pod moim stroikiem, a więc się bardzo przestraszyłam, bo niemalże ,,grzmiała” co mi tam nie wychodzi? ;););)

No wyszło Martuniu, tzn. chyba wyszło... Kliknęłam tam, gdzie mi kazałaś, było moje pseudo, ale wyskoczył mi napis tak śmieszny, że musiałam na chwilę uciec od kompa w wiadomym celu...  Tam pokazał się napis cyt. ,, Została dodana do paszy dla znajomych”.... Nie wiem, czy to dobrze, czy źle... Bo jeśli mam być tą ,,paszą” to z góry gwarantuję, że ciężkostrawną. No o teraz jestem w kropce? Czy to już koniec moich przeżyć z Bloglovinem, czy dopiero początek?
 
No nie sądzę, żeby moi znajomi byli ludożercami, ja nie chciałabym być ,,paszą, więc już w ogóle nie wiem, co jest grane... Pomożecie mi, żeby jak mnie nie strawią, nie odwodnili się zbytnio?! Proszę... 

A na ,,paszę” dam tego pokracznego koguta, którego kiedyś tam, dawno, dawno temu namalowałam i nigdy nie pokazywałam, bo nie był tego wart. To, co? Mogę na Was liczyć? Tylko nie napiszcie mi ,, A gó...”  Ok? Z góry przesyłam buziaki;)









piątek, 31 października 2014

Nie będę gorsza od florystek



Hej dziewczątka;)

Dzisiaj już nie będzie wierszyków, bo przed pierwszym listopada, zawsze ogarnia mnie smutek. Zapewne, nie tylko mnie... Bo wiadomo, że zbliżające się Święto Zmarłych, to czas zadumy i refleksji, a nie żartów, które nawet pasowałyby do tego dnia;) No, ale nie wypada... Zresztą, więcej na ten poważny temat napisałam na drugim swoim blogu Fochy Gochy http://marynika21.blogspot.com/

W związku z tym Świętem przejrzałam wszystkie pobliskie kwiaciarnie, które roiły się od wieńców, wiązanek, chryzantem w doniczkach itp. Ceny wiązanek zirytowały mnie. Najniższa – to 100,00 złotych i powyżej, chociaż wiązanki różniły się jedynie bardziej wystającymi gałązkami jodły czy srebrnego świerku. Może kupiłabym którąś, nawet tę najtańszą, ale z obrzydzeniem patrzyłam na te sztuczne kwiatki i inne ozdoby...Były po prostu paskudne?!

Pomyślałam, że ja tu artist-colorist będę gorsza od tych florystek czy jak im tam zwał?! I jeszcze mam bulić co najmniej stówę za tę pospolitą ,,pstrokaciznę”?!  Nie! Pomyślałam, że sama zrobię wiązankę. I nie z tych sztucznych kwiatków, bo to nie sztuka na plastikowym  podkładzie umieścić kwiatki ze szmatki czy inne ozdobne pierdoły?! Moja musi być inna i już!

Dlatego zrobiłam wiązankę sama. Na świeżym podkładzie srebrnego świerku, jodły i tui, której bukiety wyciągnęłam na wierzch wiązanki, aby ciekawiej wyglądała,  umieściłam cztery duże szyszki (nie wiem z jakiego drzewka, bo je dostałam), dookoła przykleiłam pomalowane na biało sosnowe szyszki, a na gałązkach przykleiłam malutkie szyszki modrzewia.

I myślę, że moja wiązanka jest bardziej oryginalna i ciekawsza od tych ,,kwiaciarnianych”... A jakie jest Wasze zdanie?