sobota, 9 maja 2015

Felieton


Myślę, że warto mieć świadomość tego, co tak naprawdę jest nam w życiu potrzebne, a co zbędne... Co nas cieszy, a co denerwuje i upokarza... I myślę, że warto dzielić się z innymi tym, co myślimy i czujemy... Nie oznacza to jednak, że każda moja publikacja na tym blogu - jest moim fochem. Należy traktować je z lekkim przymrużeniem oka...




                                                POLITYCZNE SZAMBO

No i zaczęło się. Niektórzy nawet nie czekali na gwizdek. Wszystkie chwyty dozwolone, nawet te poniżej pasa. Ale jaja! Tak mogę, a nawet muszę skomentować początek zbliżających się wyborów , bo w przeciwnym razie nie byłabym sobą.

środa, 6 maja 2015

Jak się bawić, to na całego



Dzisiaj będzie naprawdę króciutko, bo trzydzieści minut temu dojrzałam kolejne Rozkwitające wyzwanie Art-Piaskownicy , które za godzinę kończy się. Jest to wyzwanie karteczkowe... A ja dopiero raczkuję w tej technice, ale spróbuję. Wcześniej miałam przygotowaną karteczkę na ,,czarną godzinę”, więc pokażę ją Wam i wrzucam do Art-piaskownicy;) A co tam, że jest tam już mnóstwo prac osób, które tylko i wyłącznie zajmują się karteczkami... Spróbuję;) Jak się bawić, to na całego, prawda?


 





















wtorek, 5 maja 2015

Mała psotnica




W dzieciństwie zawsze pasjonowały mnie bardziej zabawy chłopięce. A to wdrapywanie się na na czubek drzewa, z którego zejść potem nie mogłam, a to gra w piłkę nożną, a to zabawa w ,,strzelaninę” etc.  Jednym słowem; zawsze lubiłam być w ,,męskim” towarzystwie;) Nie znaczy to, że nie bawiłam się lalkami? Owszem. Przytulałam je, czesałam, kąpałam, szyłam im ubranka – najczęściej z garderoby mojej Mamy, co w końcowym efekcie nie było wcale zabawne;) 

Moje lalki przechodziły nie tylko zabiegi pielęgnacyjne, ale też operacyjne. Miały rozcinane brzuszki, potem zaszywane, przechodziły operacje oczu, które kończyły się nieodwracalnym zezem lub zupełnym brakiem gałki ocznej, bo,,chirurg” nie miał ani dostatecznej wiedzy, an i doświadczenia;)

No, ale nie wspomnienia z dzieciństwa miały tu grać ,,pierwsze skrzypce”, lecz mała, czterocentymetrowa psotnica;) To maleństwo usiłowało wyczyniać w moim domu niesamowite rzeczy, lecz  w porę udało mi się udaremnić jej wyczyny. I to zupełnie przypadkowo? Bo najpierw ten ciekawski bobas wdrapał się na górę filiżanki, by zobaczyć co tam jest w środku? Potem wdrapał się na porcelanowego słonia, następnie dorwał ołówek i koniecznie chciał rysować, ale ołówek okazał się za ciężki i pozostała tylko dziura w kartonie... 

No nie?! Tego już za wiele – pomyślałam, kiedy zobaczyłam małą psotnicę usiłującą wdrapać się na jeden z długopisów, a na dodatek o zmroku? Ostatnim wyczynem była próba urządzenia sobie zjeżdżalni z rurek do napoi. Miała chęć zjechać sobie po niej, jak po poręczy?! A ja tyle razy ..łamałam” sobie głowę, kto tak psoci w moim domu?! I wreszcie udało mi się ,,ująć” sprawczynię;)

Pomyślicie pewnie, że coś ze mną ,,nie tak”? Nie, nie... Wszystko w porządku. Postanowiłam jedynie wziąć udział w fotograficznym wyzwaniu Art-Piaskownicy, o tytule ,,przyłapani”, w którym chodzi właśnie o psoty zabawek;) A, że lubię fotografować, to udało mi się zrobić parę ,,ujęć” i przyłapałam małą psotnicę na kilku ,,gorących uczynkach”;) A teraz pokażę Wam jej poczynania w takiej kolejności, w jakiej pisałam. Czyż nie jest słodka?




























"Wszyscy wiedzą, że zabawki żyją własnym życiem. Buszują po lodówce, wyjadają 
słodycze z szafki i robią bałagan. Chwyćcie za aparat, przyczajcie się i przyłapcie je!"



wtorek, 28 kwietnia 2015

Biegam, jak ,,głupi z gruchawką"



Słoneczna pogoda odpycha mnie od komputera... Ale nie znaczy to, że nic nie robię? No przecież biegam od rana ,,jak głupi z gruchawką” ?! No i przez tą ,,lataninę” zapomniałabym podziękować wszystkim za komentarze pod ostatnim moim postem;) Tak dużo jeszcze nigdy nie miałam? Dziękuję zarówno tym już mi dobrze znanym, a także nowym osóbkom, które pozostawiły ślad po sobie, ale  dzisiaj nie będę ich wymieniała, bo śpieszy mi się bardzo;) Ale zrobię to w innym poście;)

Przyznam szczerze, że ta pora roku wyjątkowo nie sprzyja mi jakiejkolwiek twórczości, bo myślami jestem nad wodą, gdzie pewnie rybki nie mogą doczekać się na mnie...  A ja na nie! No cóż, wędkowanie to moja kolejna pasja! Nawet zmieściłam się w czasie opłacenia karty wędkarskiej! A pasji mam  jeszcze sporo z zanadrzu, także powoli będę wszystkie ujawniać;) No i najbliższy weekend spędzę nad  wodą i przywiozę Wam trochę fotek, bo mój drugi blog – czyli ,,Fotopstryczek  powoli wpada w szpony ,,agonii”...

No, ale nie będę długo ,,przynudzała” , bo chciałam napisać o czymś innym. A mianowicie o prezencikach, które zrobiłam trzem osobom, które wygrały w moim pierwszym Candy. Jako pierwsza wygrała Danusia, która głównie zajmuje się haftowaniem pięknych obrazów i obrazków. Nie bardzo wiedziałam, co Danusi może przypaść do gustu, ale zrobiłam jej obrazek-ramkę z namiastką lasu, ozdobioną szyszkami. I do tego własnoręcznie robioną karteczkę;)

Dodatkowo zrobiłam świecznik z papierowej wikliny, ozdobiony fiołkami z zimnej porcelany. Nie są one leśne, bo potrzeba mi jeszcze trochę wprawy, ale fiołki są i już. I wiem, że Danusia otrzymała paczuszkę, dlatego mogę pokazać, co dla niej zrobiłam.  No i dzięki temu, że Danusia potwierdziła już odbiór przesyłki, teraz pewnie codziennie będę pisała komentarze, bo nagrody pocieszenia dostały jeszcze dwie osoby.

A teraz pokażę Wam, co dostała Danusia, chociaż ona pokaże zapewne inne ujęcia fotek;) Z góry zaznaczam, że moje odciski palców widoczne na płatkach fiołków, nie są widoczne w rzeczywistości... To mój cholerny aparat  (i to telefoniczny) za dużo pokazuje?! I to odciski placów?! Przecież on mógłby posłużyć jako ,,kryminalistyczny odkrywacz”?! Ojej, co ja za głupoty plotę... Zaraz wszystkie służby mundurowe będą do mnie ,,dryndać”, jaki mam model telefonu... Ach, oni  i po ,,węchu” trafią... Albo i nie;););)

No, żarty żartami, ale teraz pokażą Wam to, co wysłałam Danusi;)















































P.S. Trzy razy wrzucałam tego posta. Trzy razy wrzucałam wszystkie zdjęcia. Nie obejrzałam serialu ,, M" jak miłość... Mój małżonek zasnął na amen, a szkoda... Przecież nie będę go budziła....;) A wszystko przez Bloggera, bo wyskakiwał mi komunikat ,,błąd"..,,Zamknij stronę i spróbuj ponownie"... Nie zamknęłam, zignorowałam komunikat na różowym tle;)
Buziaczki dla wszystkich odwiedzających mojego bloga;) No i czy nie biegam, jak ,,głupi z gruchawką"?

niedziela, 19 kwietnia 2015

Trzy pieczenie na jednym ruszcie




Karteczkę, którą Wam dzisiaj pokażę zrobiłam dla dziesięcioletniej Mai. A dlaczego? Bo lubię spełniać marzenia innych. Oczywiście na tyle, na ile jestem w stanie. A jeśli chodzi o dzieci – po już prostu ,,mięknę”... Kto jest zainteresowany losem Mai, kto chce dołączyć do grona osób, które przyłączyły się do akcji podaję namiary. Na tej stronie dowiecie się wszystkiego;)

Karteczkę zrobiłam z samoprzylepnej pianki. Taką dziecinną... Wygląda zupełnie tak samo, jak moje rysunki z przedszkola. A, że ta karteczka ma być radosna, pomyślałam że najbardziej radosnym okresem jest właśnie okres przedszkolny;) Bez żadnych trosk i kłopotów... Dlatego na karteczce dla Mai są kwiatuszki, obłoczki i uśmiechnięte słoneczko;)

Kolorystyka karteczki idealnie pasuje do kwietniowego koloru zabawy u DANUSI, dlatego też zgłaszam ją na to wyzwanie;) No chyba spełnia wszystkie kryteria?  A może za dużo fioletu i nie przejdzie? Mam nadzieję, że będzie ok;) W zasadach zabawy jest jeszcze propozycja przekonania organizatorki, czyli Danusi, jaki zwierzak najchętniej zaprzyjaźniłby się ze Stefanem. Dla niewtajemniczonych; Stefan, to wiecznie głodna żaba, która jak odkurzacz połyka wszystkie nasze kolorystyczne prace, a raczej linki;)

No i teraz mam poważny problem. Moim zdaniem, najbardziej pasowałby do niego bocian, by czasami doprowadzić Stefka do porządku, ale bocian to ptak... Nie wiem, naprawdę nie wiem, jakie zwierzę zaprzyjaźniłoby się z żabą?! Dlatego sama wymyśliłam Stefanowi przyjaciela. I sama go zrobiłam z plastikowej butelki po szamponie. Nie potrafię określić co to za zwierz, w każdym bądź razie na pewno chętnie zaprzyjaźni się ze Stefankiem;) Jak myślicie? Spodoba mu się ten ,,ufoludek”?


































Ach, zapomniałabym? Jeszcze muszę przekonać Danusię, że moje zwierzątko na pewno zaprzyjaźniłoby się ze Stefanem;) Otóż zapewniam, że oni nie tylko zaprzyjaźnią się, ale i pokochają;) Bo moje zwierzątko jest akurat w żabim kolorze, co Stefanowi na pewno przypadnie do gustu, ma dwa duże ząbki i pomoże Stefanowi rozgryźć i wygryźć to, czego on nie może, jest tak samo jak Stefan ze sztucznego tworzywa, uwielbia żaby, a zwłaszcza samce i jest niesamowicie dowcipny;) No i ma bardzo fajny i pojemny schowek dla Stefana, w razie ucieczki przed bocianem, i jak widać po jego łapkach jest już gotowy uściskać żabona na powitanie;)

No, a teraz pokażę Wam karteczkę dla Mai;) Dzisiaj u mnie wyjątkowy mix, bo ,,upiekłam dwie pieczenie na jednym ruszcie”, a nawet trzy, bo jeszcze stworzyłam Stefanowi potencjalnego przyjaciela;) Mnie Stefan nie lubi, ale może polubi mojego zwierzaczka...