wtorek, 24 lutego 2015

,,Jednojajeczny" kogutek



Zaledwie trzy dni minęły od ostatniego posta, a ja mam wrażenie, że tak dawno mnie tu nie było. Ostatnia zabawa w protetyka bardzo mi się spodobała! Kto wie, czy właśnie nie zacznę tworzyć śmiesznych rzeczy, bo jak zauważyłam, bawi to nie tylko mnie, ale chyba  i Was? I muszę uchylić ,,rąbka” tajemnicy, że już upatrzyłam sobie kolejną osóbkę, a może i dwie... A potem następne...

Ale dzisiaj chciałam pokazać Wam swojego kogucika. Danusia ufundowała sobie całą wylęgarnię kurczaków i kaczuszek, ale chyba zapomniała, że kogut jest bardzo potrzebny w tej wylęgarni? No to ja go sobie zrobiłam. I też z zimnej porcelany. I też malutki, jak Danutkowy drób. W razie potrzeby  – chętnie wypożyczę;) Pewnie pomyślałyście, że to Danusia będzie teraz osobą, której zrobię psikusa? Nie, nie... Gdybym miała taki zamiar nie pokazałabym go tutaj;)

Mój kogutek powstał z myślą o wielkanocnym wyzwaniu u Ilonki. Nie lubię tych wielkanocnych ozdób, bo... Bo nie lubię i już.  Gdzie nie zajrzę to wszędzie jaja, jaja i jaja... Już mnie mdli na ich widok, ale swojemu kogutowi też musiałam zrobić jajo. No chociaż jedno, żeby nie czuł się ,,wybrakowany”;) Miałam chęć zrobić mu dwa ,,woreczki żółciowe”, ale dałam sobie na zatrzymanie, bo dopiero narobiłabym ,,bigosu”...

My z Danusią, to przynajmniej się nie rozdrabniałyśmy. Zrobiłyśmy sobie jaja raz, a dobrze;) Ale znowu zbaczam z toru, a miało być o kogutku. No, ale tak szczerze mówiąc, to co mam o nim napisać? Że zrobiony z zimnej porcelany to wiadomo. Kwiatek też. ,,Zdekupażowane” jajo włożyłam do koszyczka, bo kogucik aż tak dużego rozkroku nie ma, a poza tym chyba wstydliwy jakiś, bo zacisnął nóżki, jak panienka;) Dorobiłam kwiatuszka, trochę ,,zieleniny” i powstała wielkanocna ozdóbka.

Także pracę wrzucam do Ilonki, bo moim zdaniem w sam raz pasuje do jej zabawy;) A Wy teraz miejcie się na baczności komentując moją pracę;) Zwłaszcza ,,jednojajecznego”kogutka;) Pozdrawiam Was bardzo gorąco;) A zwłaszcza nowe osóbki, które pojawiły się u mnie niedawno;)

ozdoby wielkanocne





kogucik ozdoba wielkanocna
















A teraz zamieszczam banerek i zapraszam wszystkich do zabawy w wyzwaniu Ilonki;)


sobota, 21 lutego 2015

,,Francowate" złote rybki

Zebrało mi się dzisiaj na ,,spowiedź” przed Wami. No bo, skoro biblijna Ewa zgrzeszyła, to niby dlaczego ja miałabym być ,,święta”? Przecież to nie ja pierwsza zostałam stworzona  na tym świecie, a więc wzorem Ewy mogę dopuszczać się różnych czynów;) No przecież doskonała nie jestem, prawda? Ale pozostawię Ewę w spokoju, bo chodzi mi głównie o naszą koleżankę z tej samej ,,branży” co my, czyli Anię.

Nie tak dawno, Ania po przeczytaniu u mnie jakiegoś posta zamieściła komentarz, w którym napisała, że przeze mnie wypadła jej szczęka... Nie zrozumiałam dokładnie czy wypadła, czy opadła, ale to nieistotne. Za kilka minut pod postem Danusi, a ściślej mówiąc pod moim komentarzem u Danusi - też napisała, że przeze mnie po raz drugi jej wy/opadła szczęka?! No to musiałam zrehabilitować się jakoś, bo przecież dziewczyna nie pójdzie do pracy ze ,,szczerbatym uśmiechem”? 

No i dopuściłam się tego czynu... Czyli na dwa dni otworzyłam własny, prywatny gabinet i zabawiłam się w protetyka. I zrobiłam naszej Anulce szczęki, ale z zimnej porcelany... I te szczęki mają nawet prawdziwy rozmiar? Nie są miniaturowe. Najpierw zrobiłam ząbki do szczęki górnej, potem do dolnej, umieszczając w nich druciki, żeby łatwiej było je wcisnąć w ,,porcelanowe dziąsełka”. Zrobiłam też ząbki na zapas, gdyby nie daj Boże Anulce któryś się kiedyś wyłamał...

Wracając do komentarza Ani pod postem Danusi, napisała że chciałaby kaczuszki;) A że Danusia też ,,dziecię” pochodzące od Ewy, a na dodatek o bujnej fantazji, to zrobiła jej kaczuszki i Mamę ,,kakę... Tyle, że taką, której używa się do potrzeb fizjologicznych w razie jakiejś tam zdrowotnej niemocy ;););) No bo, nie będzie przecież Anulka podczas komentowania, czy czytania naszych postów bez przerwy biegała do toalety, by ,,liczyć kafelki ”?

No i winna jestem Wam jeszcze jedno wyjaśnienie. Otóż zarówno Danusi, jak i mnie tak bardzo podobały się te Ani ,,zachcianki”, że postanowiłyśmy zrobić jej niespodziankę. No i tak cichaczem uknułyśmy plan działania. A ile przy tym miałyśmy radochy? No bo, przecież musiałam pokazywać Danusi proces tworzenia szczęk od podstaw;););) A co ja przeżyłam przez ten czas, to tylko sama Danusia wie. No bo, panicznie bałam się, że Ania się na mnie obrazi za ten głupi żart?

Fajnie, że paczuszki  otrzymała nie jednego dnia, bo przynajmniej miała ubaw przez dwa dni;) Bałyśmy się obie z Danusią, że nas wyzwie od najgorszych zbereźnic, a Ania się z prezentów ucieszyła?! No i w ostateczności poleciały pod naszym adresem epitety cyt. ,, France dwie coś uknuły”;););) A myślałam, że będzie gorzej... Bo słowo ,,Franca” potocznie ma różne znaczenia;) Zajrzyjcie do słownika języka polskiego;););) Może coś tam do nas dopasujecie;)

I na zakończenie muszę się Wam przyznać do jeszcze jednego czynu, o którym nie wie ani Danusia, ani Ania... Otóż, kiedyś widziałam jak protetyk brał jakieś odciski zębów czy szczęki od pacjentki. No więc, zanim zaczęłam robić szczęki dla Ani, musiałam pogłówkować jak to zrobić, żeby wyglądało naturalnie. I wówczas przypomniało mi się, to protetyczne ,,branie miary” czy jak tam się to nazywa...

No i nie zgadniecie, ile bezmyślnej głupoty jeszcze we mnie siedzi?! Aż wstyd się przyznać... Ja właśnie wzorem protetyka zrobiłam przymiarkę na swoich zębach?! Ale nie wyszła, bo ta porcelana niedość, że przykleiła się do moich zębów, to jeszcze miałam trudności z usunięciem jej resztek, które zostały pomiędzy zębami?! Na szczęście mam swoje zęby, a nie ,,państwowe”, ale ze trzydzieści minut szorowałam szczoteczką?! Nie wspominając już o smaku zimnej porcelany... 

A teraz oglądajcie sobie moje fotki z pracowni protetycznej ,, Biały Kieł”;) Co prawda Ania pokazywała szczęki na swoim blogu, ale u mnie zobaczycie więcej zdjęć. No i na zakończenie pozwolę sobie zacytować ostatnie zdanie z posta Ani, skierowane do Czytelników: ,, Dobrze pomyślcie zanim napiszecie komentarz u Gosi i Danusi”. Także drżyjcie, jak listonosz zapuka do Waszych drzwi wręczając paczuszkę od którejś z nas... Bo my z Danusią to takie dwie ,,francowate złote rybki”;) 
No, a teraz ciekawa jestem ,,spowiedzi" Danusi;) Już do niej pędzę!



proteza zębowa śmieszne przedmioty








poniedziałek, 16 lutego 2015

Malusia kaczusia




Na wstępie informuję, że dzisiaj będzie krótko, bo nie mam weny do pisania. Nie mam i już!  A jak nie mam na coś ochoty, to... Może lepiej będzie, jak pozostawię to zdanie bez wyjaśnienia;) Ta rękodzielnicza wena  też zaczyna się lenić, ale jakoś tam ,,klecę” te różne ,,twory”;) Fajną mam zabawę z zimną porcelaną, ale i ta chwilami mi się nudzi...

Całe życie byłam taka zwiercona. Szybko nudziłam się jednym zajęciem i tak mi to pozostało do dnia dzisiejszego. Nie, nie, to nie jest ADHD... Już co niektórym pewnie mordki uśmiechnęły się na myśl, że trafna diagnoza. Nic z tego. Po prostu lubię zmiany wszelkiego rodzaju, ale wymienić ich też nie będę;) Nie będę, bo nie chce mi się pisać...

A tak naprawdę, to do tego posta przymierzałam się od dwóch dni. Tak to jest, jak nic się nie chce... Ale, że ,,zmajstrowałam” sobie z zimnej porcelany malutką kaczusię z jajem na grzbiecie, więc muszę coś nabazgrać, żeby ją pokazać. A w zasadzie, to natchnęła mnie fotka z netu, na której była piękna i tak zabawna kaczucha, że rżałam dobre pół godziny;) No to i ja postanowiłam pokazać swoją. Tą z zimnej porcelany rzecz jasna;) Tyle, że moja wcale nie jest śmieszna...

Danusia ostatnio robiła kurczaczki, to ja zrobiłam sobie kaczuszkę. No przecież nie będę jej zawracała głowy, żeby mi ją ulepiła, bo zapotrzebowanie na kaczki u niej jest już nie jedno... Chciała Ania, potem Kasia, no to gdzie ja tam będę się jeszcze pchała... Zresztą, wcale mi ta kaczka do niczego nie potrzebna... A swoją ulepiłam tak sobie. Zostały mi kawałki zimnej porcelanki, więc je wykorzystałam;) Jajeczko jest wielkości jajka przepiórki, czyli malutkie. A kaczusia jeszcze mniejsza.

A zresztą, napiszę prawdę. Zabrakło mi ,,towaru”, by kaczuszka była cała, więc zrobiłam palcem wgłębienie na jej grzbiecie i zastanawiałam się, co dalej? Co z tym wgłębieniem? Co tam włożyć, jak kaczka liliput? Na szczęście miałam malutkie jajeczko, które akurat weszło w dziurkę;) Tzn. w to wgłębienie na grzbiecie;) A co, nie może mieć  kaczka jaja na grzbiecie? No i jeszcze wyszedł mi malusi koszyczek. Kaczka akurat się w nim zmieściła i jestem z niej zadowolona.

Oczywiście fotki są powiększone, więc i kaczka i jajo wyglądają na olbrzymy;) A całość w rzeczywistości jest połowę mniejsza od piłeczki pingpongowej. To pierwsza moje dzieło tego typu, więc może niezbyt udane... Wiem, że daleko mi jeszcze do profesjonalizmu Danusi... Wiem, że jej na pewno będą piękniejsze, ale ja dopiero się uczę...  Dlatego też taka malusia ta moja kaczusia;)




kaczuszka z zimnej porcelany


































No i na zakończenie mam jeszcze prośbę; DAJCIE ŻABIE IMIĘ!  Dla tych tych, którzy nie ,,kumają" o co chodzi fotkę pokazuję i z góry dziękuję;)





















czwartek, 12 lutego 2015

Ostatnio miewam głupie pomysły



Zastanawiam się często, do czego służy blog? Dla mnie jest jakby albumem, zawierającym moje prace, do których oprócz rękodzieła zaliczam także publikowane felietony czy fotki. No, bo gdyby nie możliwość publikacji, leżałoby to ,,odłogiem” gdzieś w szafach, szafkach czy kartonowych pudłach. Leżałoby schowane i nikt nigdy by tego nie widział? 

Chociaż tak szczerze mówiąc, to nie zawsze jest co pokazywać, bo nie wszystko wychodzi tak, jak by się chciało... Chociaż ja bardzo lubię pokazywać swoje nieudane prace, bo przynajmniej jest wesoło;) No, ale trzeba też mieć poczucie humoru, by odebrać ,,maszkarę” jako coś śmiesznego, a nie jako mistrzowską pracę, którą chcę się pochwalić...

No, ale nie po to tu dzisiaj jestem, żeby pisać o blogach, bo znowu język mi się ,,rozwiąże” i za dużo napiszę, a na dodatek nie na temat. Chciałam pokazać Wam pracę do wyzwania Cykliczne kolorki u Danutki. W lutym ma być pomarańczowo i jeszcze jakoś tam, ale u mnie będzie pomarańczowo i łososiowo.  Bo np. pomarańczowy z jaskrawą zielenią jakoś mi nie ,,pasi”;) Kojarzy mi sią ze służbami drogowymi.

Za kolorem pomarańczowym nie przepadam, ale nie powiem, że go w ogóle nie lubię. Jeśli chodzi o ubiór, to akurat nie mam niczego w tym kolorze, ale u kogoś mi się podoba. Może i dobrze byłoby mi np. w jakiejś bluzce w tym kolorku, ale....Wolę nie rzucać się w oczy;) Wracając do lutowego wyzwania, znowu będzie pudełeczko, czy szkatułka. Bo dużo wcześniej, tak jak już kiedyś pisałam – narobiłam dużo papierowych rureczek,  ale były za sztywne, żeby coś z nich upleść...

Przyklejałam więc sobie tak te rureczki na kartonik, ale nie miała pomysłu na zrobienie czegokolwiek. A, że akurat miałam w ręku pędzelek z pomarańczową farbą, to wytarłam go sobie o rurki. Stało to szkaradztwo ze dwa miesiące. Raz już nawet usiłowałam je zgnieść i wyrzucić do śmieci, ale było za twarde i nawet zgnieść się nie dało. No i akurat Danusia podała kolorek na luty, więc pomyślałam, że wykorzystam to ,,niebożę”...

Po kosmetyce i dorobieniu przykryweczki, na której przykleiłam jakiegoś ,,gniota” z zimnej porcelany, okazało się całkiem nie głupie? Ha! Trafiło mi się, jak ,,ślepej kurze ziarno”?! Oczywiście mogłam wrzucić tę prace wcześniej, ale chciałam najpierw pokazać Wam te, które przygotowałam do innych konkursów, bo czas w nich dobiegał końca.

Ach, zapomniałabym, że w Danutkowym regulaminie trzeba było chyba zaproponować kolorek na marzec? Nie mam w ogóle pomysłu. Już wolę wymyślać imiona dla żaby... No, ale zasad podobno łamać się nie powinno, więc proponuję kolor granatowy i jego odcienie z elementami bieli. Może to głupi pomysł, ale mnie ostatnio tylko te głupie przychodzą do głowy;)

A oto moja praca na luty. Czy Wam się podoba czy nie, najważniejsze, że zrobiłam, prawda?;)