Na wstępie chciałam podziękować wszystkim, a zwłaszcza nowym
osobom, które odwiedziły mojego bloga, zostawiając pod poprzednim postem przemiłe
komentarze:) Zazwyczaj odpisuję, ale tym razem miałam na to trochę za mało
czasu... Mam nadzieję, że wybaczycie mi to? No, bo zaczęłam robić kilka prac
jednocześnie i nie byłam w stanie odpisywać... Ale w międzyczasie robiłam
,,skok w bok”, czyli do komputera, by sprawdzić co nowego stworzyłyście. Pewnie
pomyślałyście o innym ,,skoku”, ale nie... Nawet gdybym bardzo chciała, to
nijak się nie da;) ,,Cerber” pilnuje;););)
No, ale za to zrobiłam ,,skok” do sawanny, o klimacie suchym
– czyli wymarzonym dla romantyków. I reumatyków też, bo pora deszczowa
również tam istnieje, ale z uwagi na ostatnie opady
deszczu w Polsce, wybrałam sobie okres suszy. Fajna ,,wyprawa”;) Szkoda, że
tylko malowana farbami akrylowymi... Nie ukrywam, że swoimi wpisami pod ostatnim
postem zachęciłyście mnie do malowania. Dlatego w międzyczasie, kiedy inne moje
prace sobie schły – złapałam pędzle i namalowałam sobie zachód słońca nad
sawanną.
Powtórzę po raz drugi - jestem Wam niezmiernie wdzięczna za
te komentarze pod ostatnim postem;) Aż tylu, jeszcze nigdy nigdy nie miałam?
Oczywiście, zajrzałam do wszystkich, a jeśli kogoś pominęłam, to na pewno
zrehabilituję się;) Same wiecie, ile czasu pochłania ,,bieganie” po blogach...
A wiecie dlaczego zafundowałam sobie tę odrobinę egzotyki? Bo miesiąc styczeń,
jest dla mnie czasem obfitującym w rozmaite rocznice.... Pierwszego stycznia
obchodziłam urodziny (nie napiszę, które, bo powiecie, że to niemożliwe, bo
,,ludzie tyle nie żyją”?,;) Jutro świętuję swoje imieniny, po jutrze małżonka, a
więc na bank byłam pewna, że najbliżsi nie zafundują mi romantycznej wycieczki...
Więc ,,fundnęłam” ją sobie sama;););) Przecież nie będę skamlała, by wysłali
mnie do egzotycznego kraju i to akurat o zachodzie słońca? A zresztą, pewnie
baliby się, że napotkam tam jakiegoś słonia, czy afrykańskiego bawoła i
przywiozę im do domu upominki w postaci kleszczy;););)
A teraz pokażę Wam mój obrazek. Zaznaczam, że szkoły
plastycznej nie kończyłam, chociaż niemalże na siłę mnie tam pchali, więc
maluję ,,po swojemu”;) Najpierw pokażę Wam obrazek bez ramki, a potem z ramką,
której kolorystykę oczywiście w każdej chwili można zmienić. Zresztą, w ogóle
ramkę można zmienić na inną, bo obrazek nie jest do niej jeszcze przytwierdzony
na stałe;) No i za miesiąc, dokładnie 19 lutego zorganizuję Wam jakąś zabawę z
nagrodami, bo mój blog będzie miał ,,dopiero’’ rok;)








