wtorek, 18 listopada 2014

,,Bombeczki" i choineczki



Witajcie dziewczątka;)
Przepraszam , że znowu pojawiam się tak późno, no ale co ja zrobię, że nie nadążam za Wami? Nie wiem, kiedy tworzycie te swoje dzieła i publikujecie je w normalnym czasie, a ja ciągle o północy, albo i po? Jak nie czytam Wasze posty, to komentuję i nie mam czasu na swoje ,,arcydzieła”, które jak wyczytałam z komentarzy, co niektórym kojarzą się....;) I wcale się nie dziwię, bo ja też mam tych skojarzeń multum;)

Odnośnie tych skojarzeń, to bardzo często w zwierzętach, a najczęściej w psach widzę podobiznę do ludzi... Ale mam wtedy ubaw ,,po pachy”?! No i znowu muszę wrócić do wspomnień z lat szkolnych, tym razem licealnych... Ale akurat nie do skojarzeń, tylko do tego, że wówczas byłam niesamowicie ,,rozkoszna” .

Na jednej z lekcji  historii moja koleżanka z jednej ławki została wezwana do tablicy. Koleżanka akurat nie była na to przygotowana. A zresztą, kto był?! Ja w tym czasie siedziałam skulona, byleby tylko ,,historyca” mnie nie dojrzała, bo bałam się, że i mnie zaprosi tam, gdzie nie lubiłam ,,sterczeć”... No i  kiedy ona miała odpowiadać na pytania, chciałam jej jakoś podpowiedzieć, pokazując coś na migi. Koleżanka raz i drugi parsknęła śmiechem;) A, że ja byłam i jestem ,,wiercipiętą”, pękło krzesełko, na którym siedziałam;)

Krzesełka złożyć do kupy nie mogłam, więc  schwyciłam nogę krzesła i zaczęłam nią wymachiwać , by jeszcze bardziej rozśmieszyć koleżankę, której przy tablicy już niestety nie  było, bo ,,historyca” wyrzuciła ją za drzwi. Ale ja tego nie zauważyłam.... No i co? Też wyleciałam za drzwi... Na korytarz, który był moim ulubionym miejscem;) No trzeba było sobie jakoś radzić, żeby nie wzywali do tablicy, prawda? 

No, nie... Ja sama ze sobą już nie wytrzymuję, wreszcie opiszę wszystko od momentu narodzin, a może nawet sprzed?! Ok. Kończę, bo tak naprawdę, to celowo Was wstrzymałam;) Domagałyście się ode mnie pokazania bombki. No, ale nie wiem, jaką bombkę miałyście na myśli? Bo ,,bombek” jest mnóstwo. A ja mam ich w zanadrzu bardzo duuuuużo... Od następnego postu, moją ,,bombką” będą dowcipy lub humory zeszytów szkolnych, publikowane po zakończeniu posta. Chcecie , czy nie? 

A teraz pokażę Wam miniaturowe bombeczki na miniaturowej choineczce. Ale Was przetrzymałam;) Myślałyście już pewnie, że nic świątecznego nie jestem w stanie zrobić? Jakie by nie były, ważne, że zrobiłam, prawda?




Stroiki świątezne



















P.S. A w tej zasłaniającej reklamie, klikajcie na krzyżyk, czy nie wiem na co, to może zniknie na czas czytania.... Robię, co mogę, by ją zmniejszyć, ale na razie jestem na etapie ,,raczkowania" w tej dziedzinie, czyli obsłudze tego ,,ustrojstwa... Może ktoś ma na to sposób?

sobota, 15 listopada 2014

Kubeczki zamiast choineczki



Witajcie dziewczątka;)
Widzę, że na Waszych blogach ,,królują” świąteczne ozdóbki, a mnie jakoś nie świątecznie jeszcze.... Zresztą, chyba nigdy mi nie było, bo jak pamiętam z lat przedszkolnych, to nie lubiłam robić łańcucha z klejonych w kółeczka paseczków kolorowego papieru... Nudziło mnie to i już! Zdecydowanie wołałam rysować nogi ,,pani przedszkolanki”;)

To samo robiłam w szkole. W każdym zeszycie, które zresztą mam do dnia dzisiejszego, na ostatniej stronie, czyli na okładkach zeszytów – rysowałam najczęściej nogi nauczycielki, która w tym czasie pisała coś na tablicy, albo całą osobę;) Nie wspomnę już o sprośnych wierszykach na temat nauczycieli, które pisałam w czasie lekcji i puszczałam je w ,,obieg”. Wszyscy się cieszyli, dopóki nauczycielowi nie wpadł w ręce... 

Wiadomo, że dzieciaki zawsze ,,sypały”  autora... No, przyznam, że nie było to miłe, zaś ja śmiałam się do rozpuku;)  Ale najmilszym momentem było wypraszanie mnie z klasy na korytarz, bo tam mogłam wyśmiać się do bólu i nie uczestniczyć  dalej w lekcji?! No właśnie, pomijając te wierszyki, to ja bardzo często wybuchałam śmiechem. I nie tylko na lekcjach... Śmiech dopadał mnie jak na złość, w najbardziej poważnych chwilach? I co najgorsze, mam to dnia dzisiejszego...

No, ale koniec wspomnień, bo rzeczywiście chyba powinnam napisać książkę. Tylko kto chciałby czytać o tych wszystkich moich zwariowanych pomysłach, czy przygodach?  No, ale już wracam do tematu, bo nawet kłódka dla mojego ,,dzioba” to, żadne zabezpieczenie;) A więc , tak jak napisałam na wstępie nie jest mi świątecznie i co ja na to poradzę?

Nie znaczy to, że nic nie robię. Robię, tylko nie to co wszyscy. Przyznam się bez bicia; zawsze byłam przekorna i robiłam na odwrót. Nie znaczy to, że robię Wam na przekór, bo każdy robi to, co lubi, prawda? No więc, zamiast malować bombki, czy inne cuda, ja sobie maluje kubeczki, szklaneczki itp. No to teraz pokażę Wam swoje kubeczki. Może fotki nie są idealnej jakości, bo zawsze gdzieś padnie światło, ale zawsze coś tam dojrzycie i będę wdzięczna, jak je ocenicie;)









poniedziałek, 10 listopada 2014

Truskawkowe filiżanki



Hej dziewczątka;)
,,Wywiało” Was gdzieś czy co, bo blogi obserwowanych przeze mnie osób są jakby martwe... I nie mogę doczekać się, kiedy pojawią się znane mi już gaduły?! Co prawda, jest to najlepszy moment na tworzenie czegokolwiek, bo jak pojawiają się nowe posty tych największych ,,trzeszczół”, to brakuje czasu na czytanie i komentowanie. Nie wspomnę już o ,,tworzeniu”, bo wówczas na to już czasu zupełnie brak...Pozostaje jedynie siedzenie do północy ze łzami w oczach... Nie z rozpaczy, ale ze śmiechu;)

No, ale chociaż pogadałam sobie z dzisiaj przez telefon, z przesympatyczną osóbką, czyli z Kasią http://dziuplakate.blogspot.com/. Zajrzyjcie koniecznie na jej bloga, bo Kasia robi naprawdę cudeńka, a więc jest co pooglądać i nie tylko... Bo Kasia też dużo pisze, tak samo jak dużo mówi;) A nie wspomnę już o tym, że jest ogromną śmieszką, co wynika nawet z jej postów... Ale zostawię Kasię w spokoju, bo już ją pewnie męczy czkawka;)

Korzystając z nieobecności ,,aktywistek”, pomalowałam porcelanowe filiżanki. Wiem, że prawie wszyscy już złapali się za świąteczne ozdóbki, ale ja jestem przekorna i dla odmiany namalowałam sobie na filiżankach truskawki. A co? Trochę witaminy późna jesienią też potrzeba;) Oczywiście do tego celu użyłam farb do ceramiki. No i nie używałam żadnych ściągawek, żadnych szablonów, bo wolę malować z pamięci. Zrobiłam też wiele innych rzeczy, ale pokażę je Wam innym razem, bo co z dużo to niezdrowo;) Prawda?


filiżanki w truskawki ręcznie malowane na porcelanie