wtorek, 19 stycznia 2016

Ach, te moje ,,nieuczesane" myśli...



Organizatorka zabaw wszelakich, czyli DANUSIA wymyślając do styczniowej zabawy biały kolor, chyba wyczuła, że zima jednak do nas przyjdzie.  A ja myślałam, że o nas zapomni... Brrr... Nie lubię zimy. W dzieciństwie ją uwielbiałam. Każda, największa  śnieżna zaspa musiała być przeze mnie ,,zaliczona”. Wracałam do domu cała biała, a przy okazji mokra. Moje kozaczki nigdy nie były suche, bo najczęściej  były nabite śniegiem. Dzisiaj na myśl o moich zimowych wyczynach dostaję ,,gęsiej skórki”...

Miało być na temat zabawy, a ja zaraz przeniosę się myślami w okres dzieciństwa i opiszę swój ostatni w życiu zjazd z górki na sankach. Był na stojąco. Czyli stałam na sankach, a po zjeździe z dosyć wysokiej górki nie mogłam trafić do domu, bo tak wirowało mi w głowie, jakbym zeszła z karuzeli. W gruncie rzeczy, to ja nie zjechałam na tych sankach, tylko one na mnie. A ile fikołków było, to już nie jestem w stanie zliczyć. No i co tu się dziwić, że czasami plotę bzdury...

Tym razem też plotłam, ale koszyczek z papierowej wikliny. A nawet dwa. Tyle, że drugi zrobiłam z papierowych kółeczek. I właśnie ten Wam dzisiaj pokażę, bo zrobiłam go z myślą o zabawie Danusi. W dalszym ciągu nie wychodzi mi to plecenie, dlatego zrobiłam z kółeczek. No trzeba sobie jakoś życie ułatwiać, prawda? Wszelkie niedoskonałości oczywiście zatuszowałam fiołkami z zimnej porcelany. Koszyczek jest niski, bo bałam się, że jak zacznę ,,dobudowę  drugiego piętra”, to budowla runie. Albo będzie krzywa, jak wieża w Pizie. No... Dobrze, że zapanowałam nad klawiaturą, bo mogłam  przejęzyczyć się i przeinaczyć  nazwę toksańskiego miasteczka...

Lubię biały kolor. I to bardzo. A zwłaszcza w połączeniu z czernią. Ale czerń musi oczywiście przeważać. Dlatego zrobiłam biały koszyczek. A, że dodatki były dozwolone, to ozdobiłam do kwiatuszkami. Drugi koszyczek, czyli ten pleciony pokażę innym razem, bo teraz bawię się koralikami. Myślę, że Stefan, czyli ,,żabon" Danusi przełknie te poskręcane papierzyska. No chyba, że średnica koszyczka będzie za duża... Tak, czy inaczej zawsze jakoś ,,wchłonie” ten koszyk. A teraz pokażę Wam zdjęcia koszyczka z różnych stron. Oczywiście można wykorzystać go do różnych rzeczy. Dla przykładu włożyłam w niego jajka, a raczej pisanki. 

I na tym kończę, bo czym dłużej piszę, tym więcej głupot przychodzi mi do głowy. Gdybym tak miała czas na pisanie i usiadła przed komputerem rano, to do wieczora chyba napisałabym całą książkę. Opisałabym chyba wszystkie okresy swojego życia. A kobiety podobno mają w życiu tylko trzy okresy? W pierwszym: działają na nerwy ojcu, w drugim: mężowi: a w trzecim: zięciowi;) E, to ja na chwilę obecną mogłabym opisać tylko dwa;) Ach, te moje ,,nieuczesane” myśli...  Zamiast czytać te moje bzdety, lepiej pooglądajcie sobie zdjęcia mojego koszyka oraz zdjęcia drzew w śnieżnej szacie;)






Tak wyglądają jodły rosnące obok mojego domu. Zimy nie lubię, ale takie widoki bardzo mi się podobają;)










czwartek, 14 stycznia 2016

Przestałam zgrzytać zębami...



Na blogach coraz więcej zabaw, konkursów etc. Zastanawiam się więc, z kim będzie można wymienić poglądy, czy doświadczenia, kiedy należałoby wciąż skakać jak ta pchła z bloga na bloga i pisać same ,,ochy i achy”? Gdybym tak chciała brać udział we wszystkich, to chyba musiałabym non stop całe dnie siedzieć przy komputerze, a nocami tworzyć? O, Boże...

No, oczywiście biorę udział w zabawach, ale tylko w tych, które podobają mi się. Kilkakrotnie brałam udział w kartkowych konkursach, ale... Nie będę poruszała tego tematu, bo na razie nie mam na to ochoty. Ale kiedyś przyjdzie.... I przyznam szczerze, że na początku byłam trochę zła na naszą ANIĘ, że też wymyśliła karteczkową zabawę? Jak zobaczyłam jej informacyjny post, to aż zazgrzytałam zębami... No bo, dopiero co zakończyłam świąteczne kartki, a tu ,, Zaiwańska” wyskoczyła z nimi, jak ,,Filip z konopi”?! I jeszcze chce je robić przez okrągły rok?!

Nie dodałam od razu komentarza. Musiałam ,,przespać” się z tym tematem. No i wreszcie doszłam do wniosku, że to może nie tyle przyjemna, co rzeczywiście pożyteczna zabawa. Złożyłam więc oficjalną ,,przysięgę, że nie opuszczę Anulki ... Jeśli mam być szczera, to znudziły mi się świąteczne kartki, ale rzeczywiście przydadzą się. Także przestałam zgrzytać zębami i wyciągnęłam głęboko schowane dwa pudełka kartkowych ,,dupereli”.

No i zrobiłam te trzy kartki. I nawet szybko mi to poszło. Już nawet miałam chęć zrobienia zapasu na przyszły miesiąc, ale połknęłam ,, Stoperan”, bo przecież czeka mnie jeszcze praca do zabawy u DANUSI . No i kiedy tu bawić się u innych? Może kiedyś,  jak będę już stara i brzydka, to założę kożuchowe papucie, zasiądę w fotelu, włączę jakąś brazylijską telenowelę i będę ,, zaiwaniać” czapeczki na drutach, albo haftować. Może lepiej zabrzmi ,,wyszywać”, bo ktoś mógłby pomyśleć o mdłościach z powodu nudnego, telewizyjnego ,,tasiemca”;) O! Wtedy, to będę dopiero produktywna. I będę tylko ,,buszowała” po necie w poszukiwaniu, gdzie jeszcze jest jakaś zabawa , czy konkurs. Wtedy nie ominę niczego;)




I na zakończenie banerek do zabawy;) Dobrze, że w porę sobie o nim przypomniałam, bo wskazywałoby na to, że już muszę wskakiwać w bambosze i chwytać za druty czy igłę;)


 




piątek, 8 stycznia 2016

Dechą w czapę



Po świątecznych ozdóbkach natchnęło mnie na inną twórczość. Mróz był siarczysty, a może ja taki zmarźlak? Wobec tego, chciałam stworzyć wokół siebie ciepłą atmosferę i postanowiłam zrobić na drutach męską czapeczkę. Nie wiem,czy któryś z moich domowników płci męskiej będzie ją nosił, bo do dnia dzisiejszego żaden jej nie założył...  A każdemu się podobała? Może powinnam zrobić  ich więcej?

 

No i w międzyczasie techniką decupage ozdobiłam też kuchenną deseczkę. Lawendowy bukiet jest wycięty, a raczej wyszarpany z serwetki, a deseczki wymalowałam ,,kawowym roztworem”. Wszystko oczywiście jest kilkakrotnie lakierowane. Deseczki na desce... Bardzo mi się podobał taki wzór. No i obie prace optycznie dawały mi ciepło w  te mroźne dni.



Teraz muszę uporać się z pracą na wyzwanie DANUSI, a  jeszcze trzy kartki u ANI? Z uwagi na ogromną sympatię do jednej i drugiej, nie mogę ich zawieść. A tym bardziej, że wyraziłam chęć udziału w obydwu zabawach. Zachęcam wszystkich do udziału w ich zabawach, bo naprawdę mobilizują i rozwijają . Kiedyś myślałam nad tym, by też zorganizować jakąś zabawę, czy konkurs, ale doszłam do wniosku, że na to po prostu trzeba mieć czas. A mnie najczęściej go brakuje.. Może kiedyś....

Obserwując inne blogi, zastanawiam się, kiedy wszyscy mają czas na robótki, posty i komentarze u innych? Ja najczęściej robię wszystko kosztem snu... Po prostu mam zbyt dużo obowiązków... Ale nie zakładałam bloga z myślą o konkursach , czy zabawach. Cieszy mnie wzrastająca statystyka. Nie ważne jest dla mnie, że mój post skomentuje piętnaście czy trzydzieści pięć osób. Najważniejsza jest ilość osób zaglądających do mnie. I to mnie najbardziej cieszy.

Wracając do moich ,,dzieł”,  a głównie czapeczki, którą robiłam dwa dni -  jeżeli nie znajdzie ,,ochotnika”, to ,,deseczka” będzie bardzo przydatna. A nawet jak chętny się znajdzie, a czapeczka będzie ,,be”, to też mam rozwiązanie. Dechą w czapę;) Fajnie wykombinowałam sobie te dwie rzeczy, prawda? A jakże przydatne?