wtorek, 2 lutego 2016

Jestem taka Gosia samosia



Dzisiaj nie będę się rozpisywała, bo nie mam czasu. Mam ochotę na  tworzenie karteczek. I będę siedziała nad nimi nawet do rana, bo jutro wena może mnie już opuścić. Na razie zrobiłam trzy. I postanowiłam, że wykonam je własnoręcznie. Nie zajmuję się tylko i wyłącznie tą techniką, więc nie posiadałam gotowych elementów, które potrzebne mi były do wykonania akurat tych trzech karteczek. 

Potrzebny mi był kurczak, bałwanek i serduszko. Niewiele myśląc, chwyciłam za pędzel i farby, i szybciutko namalowałam kurczaka i cztery serduszka. Bałwanka wycięłam z kartonu, dokleiłam mu kapelusz, pasek i buty. Także te trzy kartki wykonałam samodzielnie. Bez korzystania z gotowych elementów. No, jedynie oczęta mają kupne;)

I te trzy karteczki zgłaszam do zabawy ANI, która w lutym wymyśliła karteczki z takimi elementami, których nie posiadam... Ale może i lepiej, bo przynajmniej przypomniałam sobie, jak się trzyma w ręku pędzel;) I przyznam szczerze, że poszło mi to zdecydowanie szybciej. Bo gdybym miała gotowe elementy, to grzebałabym w nich, wybierała, przykładała do kartek, co zajęłoby mi zdecydowanie więcej czasu. No i chyba zacznę sobie sama malować elementy do karteczek. Lubię tak kombinować... Lubię robić coś z niczego;) Bo ja jestem taka Gosia ,,samosia”;)






niedziela, 31 stycznia 2016

Śmiech, to zdrowie



Wczoraj niemalże ,,gdakałam”, bo śmiać się już nie miałam siły, na widok leżących zajączków HANI które przygotowała do zabawy carvingowej u DANUSI. Łzy zalewały mi oczy, bolała przepona, bo z uwagi na późną porę nie mogłam głośno się śmiać. Gdybym tym głośnym ,,gdakaniem” obudziła domowników, to nie wiem, czy nie uznaliby mnie za niespełną rozumu... No, bo patrząc z boku na takie ,,rżenie” do monitora, to wygląda na to, że z ,,psyche” coś nie tak...

Do łez uśmiałam się też wcześniej z bałwanka ANI no bo, akurat te dwie prace mnie najbardziej rozbawiły. Bo pozostałe uczestniczki zabawy wykonały je niemalże profesjonalnie, także śmiać się nie ma z czego. Można jedynie pozazdrościć i pochwalić. No, ale nie każdy musi mieć zdolności kulinarne, a poza tym, żeby zrobić naprawdę coś ładnego, trzeba mieć wenę i  czas. Ja akurat tego czasu nie miałam, bo zostało mi zaledwie parę godzin do zamknięcia zabawy.

Wczoraj zrobiłam fajnego kogutka z jabłek, ale rozpadł się zanim go sfotografowałam. No więc dzisiaj na biegu zrobiłam dwie prace. Zjadliwe być nie muszą. Najważniejsze, że zrobiłam, a co się z nimi stanie po sesji fotograficznej, to już mnie nie obchodzi. Mój pies był bardzo zainteresowany co robię, bo myślał, że przygotowuję mu jedzonko. Co zrobiłam? Sama nie wiem? Pierwsza praca przypomina misia Uszatka, a druga... Miała to być myszka Miki, ale galaretka topniała błyskawicznie...

A teraz Wy pośmiejcie się trochę z moich tworów;) No przecież śmiech, to zdrowie...





Mój piesek okazywał zainteresowanie, ale jak widać na poniżej załączonym zdjęciu, znudziło mu się oczekiwanie na to, że może dostanie jakiś kąsek i zasnął na ulubionej zabawce... No, ale przecież nie mogłabym narazić swojego pupila na niestrawność;)


 

środa, 27 stycznia 2016

,,Nici" z obcojęzycznej ,,paplaniny"...



Zaraziłam się kolejną techniką tworzenia. A wszystko przez naszą blogową koleżankę, czyli DANUSIĘ;) Bo gdyby nie zaczęła robić bransoletek, to na pewno nie przyszłoby mi do głowy, żeby zająć się tym? Nie znaczy to, że ,,papuguję”, bo gdyby nie imieninowy prezent od niej, z zawartością pięknie uplecionej bransoletki i woreczków z koralikami, to nie ujrzelibyście na moim blogu ani jednej fotki z biżuterią... Bo wydawało mi się to ,,czarną magią”? Nawet ta cholerna makrama?

No, ale nie byłabym sobą, gdybym nie zaczęła ,,słuptać”. Mam na myśli makramę. Trudno mi nawet zliczyć ile razy zaczynałam, ile razy myliłam się, i ile razy rozplątywałam te supły, bo każdy rządek wychodził mi inaczej? Te pomyłki są nawet widoczne na zdjęciach, które dzisiaj pokażę. Ale teraz już wiem, jakie błędy popełniałam. I teraz plotąc sznureczek, mogę sobie nawet gadać przez telefon;)

No i ta ,,kusicielka” namówiła mnie na zakup koralików, sznureczków etc. W promocyjnej cenie rzecz jasna... Jak ujrzałam ten promocyjny towar, to pakowałam do koszyka wszystko, co popadło. Ale zanim przejrzałam inne ozdóbki, to towar znikał z mojego koszyka? Tak się uwijałam z tymi zakupami, że teraz mam sznurki grubości sznurowadeł do butów... No, ale coś z tego uplotę...

Bransoletka od Danusi nie dawała mi spokoju. Oglądałam ją codziennie przez całe dziesięć dni?! I za nic nie mogłam pojąć, jak ona ją zrobiła?! To po prostu spędzało mi sen z powiek. A ile tutoriali naoglądałam się? Myślałam, że pęknie mi głowa od tych różnych obcych języków... I niczego nie nauczyłam się, bo na początku filmików pokazy odbywały się w normalnym tempie. A potem w przyśpieszonym. To był dopiero koszmar?! Dobrze, że nie słyszeliście mojej biegłej znajomości ,,łaciny” w tych momentach...

Postanowiłam już nie oglądać tych filmików, bo miałam dosyć półgodzinnej ,,paplaniny” jakichś cudzoziemek, rozkładania koralików, nożyczek, żyłek etc. Położyłam przed sobą bransoletkę od Danusi i gapiłam się na nią, jak ,,sroka w gnat”. Podważałam pensetą koraliki, żeby dojrzeć, w które dziurki nawlekała nitki. No i po tylu dniach udało się! Może nie identycznie, ale jeszcze dojdę do tego... No i w taki sposób ,,zakoralikowałam” się. I kombinuję sama, jak koń pod górę, ale coś mi tam już wychodzi. Uprzedzam, że fotek będzie sporo, bo nie każdą bransoletkę udało mi się sfotografować w odpowiednim położeniu. 

koraliki kremowe przeplatane brązowymi

koraliki ponmarańczowe, przekładki złote

koralki niebieskie, srebrne przekładki zawieszka serduszko

koraliki fiolet, bransoletka na gumce




koraliki nawlekane dwoma igłami


makrama koraliki zielone ręcznie robiona



czarny sznurek pomarańczowe perełki


A na zakończenie, co prawda z opóźnieniem, ale lepiej późno, niż wcale - chciałam bardzo podziękować dwom Danusiom – ,,detekywom”, które sprawiły mi ogromną niespodziankę w dniu imienin. Nie wiem, skąd wiedziały kiedy je obchodzę i czy się zmówiły, bo prezenciki przyszły do mnie tego samego dnia? Bardzo dziękuję Wam dziewczynki;) Jesteście kochane;) Od DANUSI, która znana jest z pięknych hafcików dostałam kartkę z czarną różyczką i kominiarczyka, który podobno przynosi wszystkim szczęście;) Mogłam wreszcie na żywo podziwiać jej misterną pracę;) Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję Danusiu;)



Zaś od DANUSI, czyli tej ,,kusicielki” dostałam śliczną karteczkę, bransoletkę i mnóstwo ,,przydasi”;) No i teraz zdecydowanie zmieniam zdanie, bo to nie przez nią, ale dzięki niej poczyniłam pierwsze kroki w tej technice;) Jestem jej bardzo wdzięczna za eksternistyczne szkolenia i ,,pomoce naukowe";) Bardzo Ci dziękuję Danusiu za wszystko;)